„Chcemy awansować”

Z trenerem Antonio Shehadeem, prowadzącym sekcję męską klubu AKS Zły Warszawa, rozmawia Piotr Nowak.

Pamiętasz pierwszy mecz poprzedniego sezonu? Graliśmy z PKS Radość w Pucharze Polski, to był pierwszy mecz po odejściu Eliasa [Eliasa Shehadeego, młodszego brata trenera, który w inauguracyjnym sezonie był najlepszym strzelcem Złego i w następnym biegał już w lidze okręgowej – przyp. red.]. Przegraliśmy 0:5. Co wtedy myślałeś?

Antonio Shehadee: To był pierwszy test i duże wyzwanie. Drużyna miała od początku stać twardo na nogach. Bardzo szybko padł jednak pierwszy gol. To zdemotywowało nasz zespół. To był początek poszukiwań optymalnego ustawienia. Najpierw próbowałem 4-4-2, potem również 4-4-1-1, 3-4-3, 4-5-1, przez moment graliśmy nawet pięcioma obrońcami, ale ostatecznie w drugiej połowie sezonu zdecydowałem się na 3-5-2. To jest najlepsza formacja pod tych zawodników. Największy problem mieli nasi obrońcy, który musieli się mierzyć ze znacznie większą liczbą ataków. Wynikało to z faktu, że Elias jest zawodnikiem, który potrafi przytrzymać piłkę na połowie przeciwnika. Dawało to sporo oddechu defensywie. Bardzo nam takiego gracza brakowało. Na treningach intensywnie ćwiczyliśmy grę piłką – utrzymywanie jej krótkimi podaniami i rozgrywanie między sobą. Z czasem przyniosło to efekty. Nie spełniło się jednak moje marzenie, żeby przez dwa mecze z rzędu grała ta sama jedenastka.

Jaki był najtrudniejszy moment tego etapu budowy drużyny?

Cztery porażki z rzędu w rundzie jesiennej. Od meczu z Amigos, który u siebie 1:4 przegraliśmy.

Jak próbowałeś wtedy wpłynąć na drużynę, żeby przełamać ten kryzys?

Musiałem przeformułować cele. Już w sezonie 2015/2016 po przegranym 0:1 meczu na Targówku mówiłem, że mamy drużynę, która jest zdolna w kolejnym sezonie będziemy się bić o A-klasę. Ale kiedy przyszedł ten trudny moment, zmieniłem sposób motywacji. przestałem mówić o awansie. Musiałem spuścić trochę powietrza z tego balona. Pięć porażek (w sumie jesienią – przyp. red.) nie było łatwych dla nikogo – ani dla drużyny, ani dla mnie, ani dla kibiców. Starałem się wtedy myśleć w taki sposób, żebyśmy wszyscy z tego wyciągnęli lekcję, żeby nas to czegoś nauczyło.

Po którym meczu byłeś najbardziej zirytowany?

To w spotkaniu z Marymontem. Mieliśmy zdecydowaną przewagę, jeśli chodzi o posiadanie piłki. Nie wykorzystaliśmy tego, bo był wtedy problem z napastnikami. Łukasz Sękulski z różnych powodów nie mógł regularnie trenować, nie mieliśmy kim grać z przodu. Był też mecz remisowy z AP Brychczy, gdzie straciliśmy bramkę w ostatnich minutach.

Kiepską passę zakończyło na koniec jesieni zwycięstwo 5:1 z Jednością, po którym kibice wspólnie z piłkarzami świętowali w Ofsajdzie. Chyba wszyscy tego potrzebowaliśmy.

To był dobry moment. Przez cały czas czuliśmy, że kibice są z nami. Wygrywamy jako drużyna, przegrywamy jako drużyna. W tym sezonie na pewno też nadarzy się okazja do takiego spotkania.

Czy był taki mecz, w którym byliśmy wyraźnie słabsi od przeciwnika?

To było widać w drugiej połowie połowie meczu z Łomiankami. Przyjęliśmy tam taktykę, która sprawdziła się z meczu z Amigos (2:0 na wyjeździe – przyp. red.), czyli uważna gra obronna na własnej połowie i ataki z kontry. Z Łomiankami ustawiliśmy autobus, ale rywal zdobył bramkę po naszym błędzie; wtedy musieliśmy zaatakować i straciliśmy kolejne gole.

Wiosną po raz pierwszy wygraliśmy derbowe spotkanie z GKP Targówek. Co mówiłeś chłopakom na odprawie przed meczem? Jaka była atmosfera w drużynie?

Staram się nie mówić o tym, czy to będzie trudny, czy łatwy mecz. Zawsze powtarzam piłkarzom: wszystko tkwi w waszych głowach. Przed tym meczem mówiłem to co zawsze: wychodzimy na boisko i idziemy po zwycięstwo. Bo piłkarsko jesteśmy lepsi. Uważam, że jeśli chodzi o umiejętności zawodników, mamy zespół na miarę ligi okręgowej. Wiedziałem oczywiście, że Targówek ma kłopoty. Obejrzałem też nagranie ich poprzedniego meczu, wiedziałem więc, jak grają. Najważniejsze były koncentracja i spokój.

A jak się czułeś tego dnia na Targówku? Stadion na Kołowej to nie jest chyba najłatwiejsze miejsce do grania.

Nie lubię tej atmosfery, ale zdążyłem się przyzwyczaić, jeżdżąc w Polsce po różnych stadionach. Byłem na Żylecie, byłem na Lechu, we Wrocławiu. Wszędzie to samo. Dlatego cieszę się, że u nas jest inaczej. Kultura jest najważniejsza. Wymagam jej też od piłkarzy. Nie ma miejsca na żadne przeklinanie i obrażanie. Takie słowa nie są potrzebne. Bez nich tworzy się lepsza atmosfera. Dlatego podczas pierwszego meczu na Targówku podałem rękę trenerowi GKP. On jednak nie potrafił się dobrze zachować, w niesportowy sposób okazywał swoją wyższość. Co innego piłkarze rywala, którzy podchodzili i gratulowali dobrego meczu. Ogromnym wsparciem byli też nasi kibice.Tak mocnego dopingu jeszcze nie słyszałem na Złym. To był jeden z przyjemniejszych momentów sezonu. Wygraliśmy na boisku, pokazaliśmy, że interesuje nas tylko gra w piłkę. Kiedy po meczu staliśmy pod płotem, pomyślałem: we did it! Zrobiliśmy to razem jako drużyna.

Który piłkarz zrobił największy postęp? Kogo byś ogólnie wyróżnił za poprzedni sezon?

Na pewno Darka Mogielnickiego, Filipa Pelca, [Minh Duca [Phama], [Kubę] Sochę. W pierwszej rundzie bardzo pomógł też “Malina” [Tomasz Malinowski]. Z czasem zaczęła też lepiej wyglądać obrona, na co wpływ miało przyjście Patryka Baneckiego, który dawał coś, czego nam brakowało: siłę fizyczną. On bardzo pomaga nie tylko na boisku, ale też na treningach. Patryk jest trenerem personalnym, od czasu jak jest z nami, robimy nie tylko stretching, ale też trening siłowy.

Co powiedziałeś chłopakom po pucharowym meczu z Okęciem? Niewiele zabrakło do zwycięstwa z drużyną, która otarła się o awans do ligi okręgowej…

Na boisku było 1:1, karne to loteria. Miałem poczucie, że ten mecz wygraliśmy. W szatni byliśmy wszyscy zadowoleni, chwaliłem chłopaków, bo zagraliśmy bardzo dobrze z mocnym przeciwnikiem; pokazaliśmy potencjał. Nikt nie miał poczucia porażki.

Wygraliśmy w dobrym stylu dwa pierwsze mecze ligowe. Na jakim polu nasza drużyna poczyniła największy postęp w stosunku do poprzedniego sezonu?

Największy progres to gra obronna. Nasi defensorzy robią dobrą robotę. Zawodnicy coraz lepiej wykonują też założenia taktyczne. Drużyna zrozumiała koncepcję ustawienia 3-5-2. Poprawiła się również komunikacja. W tym aspekcie bardzo pomógł Maciej Anglart. No i gra ofensywna – tak zyskaliśmy na szybkości i jakości wykończenia.

Porozmawiajmy o nowych piłkarzach. Trenuje z nami bramkarz z Hiszpanii. Jak się prezentuje?

Tino [Rodriguez Cabaleiro] wnosi do gry dużo spokoju, a przy tym bardzo angażuje się w komunikację z obrońcami, zwraca uwagę na ustawienie. Ma też naprawdę świetny refleks. W tej chwili to numer dwa na bramce, po “Sebilu” [Łukaszu Sałkiewiczu], ale obecnie jest kontuzjowany, a więc z Sokołem II Serock na ławce siedział Janek Tomaszewski.

Czym się różni obecna rola Eliasa w zespole od tej, którą pełnił dwa lata temu?

Elias jest piłkarsko dojrzalszy niż dwa lata temu. Nabrał doświadczenia w lidze okręgowej. Często rozmawiamy o tym, co powinien poprawić w swojej grze. W pierwszym sezonie był po kontuzji pachwiny, którą leczył tuż przed startem sezonu w Izraelu. Teraz doszedł do bardzo dobrej dyspozycji, również przez treningi na siłowni. Teraz to jest piłkarz-kiler. W meczu z Sokołem Serock pierwsze trzy okazje zamienił na gole. Jest bardzo skuteczny. Chłopaki mają do niego duży respekt. On z kolei dużo z nimi rozmawia o tym, jak poprawić naszą grę.

Gra ofensywna naszej drużyny wyraźnie poprawiła się po dołączeniu do drużyny Saheeda Adeshiny.

Przede wszystkim szybkość i skuteczność. Zagrał w ośmiu meczach, w których strzelił osiem goli. Saheed potrafi też przytrzymać piłkę z przodu. To również silny piłkarz, więc razem z Patrykiem Baneckim wnieśli bardzo dużo jakości do gry zespołu.

W meczu z Pogonią Józefów zadebiutował skrzydłowy Łukasz Lewandowski. Z Serockiem był jednym z najlepszych na boisku. Jakie są największe atuty tego piłkarza?

Łukasz potrafi grać na każdej pozycji na boisku. Nawet jako prawy obrońca, prawy środkowy obrońca czy środkowy pomocnik. Bardzo dobrze prowadzi piłkę, ma niezłe dośrodkowanie z prawej i lewej nogi.

Lewy stoper to optymalne miejsce na boisku dla Macieja Anglarta?

Maciek grał na tej pozycji przez większość swojej kariery. Kiedy dzień przed meczem z Okęciem powiedziałem, że chcę, żeby się przygotował w głowie do gry na obronie, powiedział: “Jestem gotowy”. To jest profesjonalista. Zagrał wtedy bardzo dobry mecz. W meczu z Józefowem Maciek wymieniał się pozycjami z Patrykiem Laurynem. Dobrze współpracowali, mimo że Patryk jest zawodnikiem prawonożnym.

Anglart z lewej, na środku zaś pewne miejsce ma Maciej Gierasimiuk. A pozycja prawego stopera?

Może tam grać Duc, ale może też Filip Pelc czy Kuba Gaicki. Jestem bardzo zadowolony z tego, że mam w drużynie piłkarzy, którzy potrafią grać na różnych pozycjach. A to nie zdarza się często.

W meczu z Okęciem obserwowałem Duca. Fizycznie prezentował się jak piłkarz z pierwszej albo drugiej ligi.

Chłopcy są twardzi na boisku przez te zajęcia siłowe. A z Dukiem to było tak, że zainspirował go Elias, który chodził codziennie na siłownię w okresie przygotowawczym. Faktycznie widać, że zbudował masę.

Jaki jest najważniejszy cel drużyny w tym sezonie?

To już mój trzeci sezon w roli trenera Złego. Zawsze celujemy jak najwyżej. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że musimy zrobić krok do przodu. Chcemy awansować. Potrzebujemy tego, żeby się rozwijać jako klub, potrzebują tego kibice, piłkarze. Teraz gramy w B-klasie, ale nasze aspiracje sięgają gry na najwyższym poziomie. Chcę budować drużynę, której rywalem w przyszłości będzie Legia Warszawa.