Z Targówkiem nie wyszło. Wywiad z trenerem Antonio Shehadee i relacja Wincenta Całe Zło

10 czerwca 2017 o godz. 18 było już po wszystkim. Przegraliśmy z GKP Targówek w meczu, który mógł przedłużyć nasze za-awans-owane marzenia o 7 dni. Mecz przejdzie do historii AKS ZŁY z kilku powodów. Po pierwsze, były to pierwsze nowożytne praskie-derby, w których najprężniejsze obecnie kluby ze Szmulek i Targówka spotkały się w prestiżowym meczu ligowym. Po drugie, było to, jak na rozgrywki B-klasy, spore wydarzenie. Na trybunach zasiadło blisko 200 zaangażowanych w doping osób. Po trzecie, mecz uznany został za mecz podwyższonego ryzyka ze względu na odmienne postrzeganie społecznej roli futbolu przez oba zaangażowane w niego kluby. I wreszcie, po czwarte, był to pierwszy zorganizowany wyjazd kibiców Złego w historii klubu. Datę 10 czerwca warto zapamiętać, gdyż tego dnia trener AKS ZŁY złożył swoim piłkarzom pewną obietnicę, która za moment stanie się nie-tajemnicą całego klubu.

Źli reporterzy przyzwyczaili nas już do używania różnych form pomeczowych relacji. Mieliśmy już klasyczne relacje sportowe, futbolowe opowiadania, zły reportaż, satyrę na cztery ręce, a nawet pomeczową pogawędkę z całą drużyną przeprowadzoną przez internet i splecioną do kupy w formie draft-wersji scenariusza filmowego. Kolejne formy odzwierciedlały zwykle moment w jakim znajdował się klub i drużyna – jedna lub druga. Po wygranych meczach odlatywaliśmy w narracje rodem z tawerny, po niespodziewanych wynikach, kpiliśmy z siebie samych, czasem też z piłkarzy/piłkarek.

Tym razem przegraliśmy ważny mecz na zakończenie emocjonującego sezonu. Przyszedł więc chyba ten niewdzięczny moment, aby pokazać, że nie tylko potrafimy cieszyć się każdą udaną akcją naszych zespołów i każdym ledwo dostrzegalnym sukcesem klubu, ale potrafimy też  się na chwilę zatrzymać. Zrobić pauzę w nieustającym marszu Złego ku tworzeniu klubu na miarę oczekiwań tysięcy warszawiaków. Zatrzymać się, aby po prostu przestudiować grę drużyny. Zrobić mały krok wstecz, krytycznie, spokojnie i konstruktywnie porozmawiać o niedoborach.

Na podsumowanie sezonu przyjdzie jeszcze pora po jego oficjalnym zakończeniu. Najpierw, zapraszamy na obdukcję Złego występu na Targówku, do której zaprosiliśmy samego trenera. W specyficznym wywiadzie próbujemy rozpoznać słabości drużyny, która o mały włos nie sprawiła wielkiej niespodzianki ocierając się w premierowym sezonie o awans do wyższej ligi. Zły reporter rozmawia z Antonio Shehadee. Treść tej rozmowy oddajemy na ręce naszych piłkarzy, kibiców, prezesów i sympatyków AKS ZŁY. Wszystko jest w naszych rękach – przede wszystkim sukcesy i dalszy rozwój klubu!

A na deser zapraszamy do przeczytania pikantnej relacji z perspektywy trybun, którą napisał dla nas, dawno nie goszczący na łamach naszej strony Wincent Całe Zło.

[zdjęcia w tekście: Zuzanna Kochel & Olsza – dziękujemy!]

 

ZŁY Reporter: Trawka. Obie porażki na wiosnę – Parysów i Targówek – przydarzyły nam się na trawie. Z Burzą w Pilawie wprawdzie na trawce wygraliśmy, ale słychać i od piłkarzy i od kibiców, że mieliśmy tam sporo szczęścia. Czy to, że trenujemy wyłącznie na sztucznym podłożu, a istotne mecze rozgrywamy na trawie, nie było częścią sobotniego problemu?

Trener AKS ZŁY, Antonio Shehadee: Trawa a sztuczna murawa to duża różnica. Gra na trawie to niemal podwójny wysiłek. Sposób grania piłką jest też inny. My trenujemy wyłącznie na sztucznej i bardzo ciężko jest się w jednej chwili przestawić. Jedni piłkarze radzą sobie z tym lepiej inni gorzej, ale generalnie jest to spory problem. Oczywiście można to obejść. Kilka treningów przed ważnym meczem i już przestaje grać to aż tak dużą rolę. Tak robią zresztą najlepsi. Mądre drużyny, które grają w LM przeciw CSKA Moskwa, jadą tam wcześniej, aby oswoić się z ich płytą boiska, gdyż tam jest odwrotna sytuacja. W naszym wypadku myślę, że musimy wprowadzić jak najwięcej meczy sparingowych na boiskach trawiastych i co jakiś czas wplatać treningi na trawie. To powinno wystarczyć, aby zniwelować problem.

ZR: Siłka. Czy naszej drużynie nie zabrakło zwykłej tężyzny fizycznej? Czy nie był to jeden z elementów, w których GKP wyraźnie przeważało?

AS: Piłkarze Targówka byli silniejsi fizycznie. To było widać gołym okiem. Kilku było wręcz bardzo silnych, np. ich numer 6. Ja na ten moment nie mam ani jednego piłkarza tego typu. A że był to mecz walki, fizyczna konfrontacja, często przegrana, obniżyła poziom pewności siebie moich piłkarzy. I tu podobnie jak z murawą, jedni dawali sobie z tym lepiej radę, inni gorzej, ale generalnie, fizycznie przegraliśmy ten mecz wyraźniej niż da się to wyczytać z rezultatu 1:0. Co nie znaczy, że byliśmy gorsi pod każdym względem.

ZR: Atak. Wiadomo, że nasza ofensywa opierała się w ty sezonie na przebojowości i umiejętnościach Eliasa. Z czego jednak wynika to, że z Glinianką mieliśmy osiem-dziesięć sytuacji 100% i blisko 20 strzałów na bramkę rywali, a na Targówku w ogóle nie strzelaliśmy?

AS: Nie będę ukrywał, że niektórzy piłkarze zawiedli mnie w ofensywnych aspektach gry. Oni wiedzą kto, rozmawialiśmy o tym, niektórzy sami do mnie podeszli i powiedzieli „sorry trenerze”, wszystko na spokojnie. Elias nie dostawał piłek. Skrzydłowi nie odnaleźli się w tym meczu. Było dużo nieefektywnego biegania. Słaba asekuracja. Tomek Mirowski, zagrał ze względu na kontuzje Lewandowskiego na bardzo ofensywnej jak na niego pozycji. Wiedziałem od początku, że to dosyć ryzykowne, ale nie bardzo miałem pole manewru. Nie wyszło to najlepiej tym razem. Ale przegraliśmy wszyscy, nie tylko ci, którzy słabiej wypadli. Ten mecz przegrała drużyna, a więc i ja.

ZR: Środek boiska. Tam trwała najostrzejsza walka. Czy to nie tam właśnie Szmulki przegrały z Targówkiem?

AS: Tu właśnie wyszła najbardziej nasza uległość fizyczna. Oczywiście to, że Kamil Półrola musiał grać ten mecz z kontuzją też nie pomogło. Heniek (Henryk Nguyen) wniósł trochę ożywienia w końcówce, ale zbyt mało, aby przejąć kontrolę nad meczem. Miała być gra na dwa kontakty. Bardzo fajnie to wyglądało na ostatnim treningu, momentami wręcz rewelacyjnie, ale na Targówku już w ogóle tej gry nie widziałem. Jakoś się chłopakom to wyłączyło. Do ustalenia dlaczego.

ZR: Stałe fragmenty gry. Mieliśmy kilka rzutów wolnych i kilka rożnych, ale z żadnego nic nie wynikło. W czym problem?

AS: Trochę tego nie rozumiem. Ćwiczymy na treningach. I rzuty wolne i rożne. Chłopaki wiedzą jak grać rożne, są konkretne schematy, ale nie grali tego na Targówku. Naprawdę ciężko mi zrozumieć dlaczego. Z rzutami wolnymi, też ćwiczone. Jest trzech, którym na treningach bardzo dobrze wychodziły. Na meczu, zupełnie inne wykonanie. To jest też element, nad którym będziemy musieli solidnie popracować do przyszłego sezonu.

ZR: Taktyka. Jaka była taktyka na ten mecz i czemu się nie powiodła? Może jakiś błąd w założeniach?

AS: To ciekawy temat. Telefonowałem po meczu z moim ojcem. On zajmuje się futbolem już kilkadziesiąt lat, ma sporo doświadczenia, też ma licencję trenerską. Mówił, że miał do mnie dzwonić z radami dzień przed meczem, ale zrezygnował. Uznał, że nie będzie się wtrącał. Teraz myślę, że trochę szkoda, bo nasza rozmowa po meczu była ciekawa. Opowiedział mi jak się ustawia drużynę na taki mecz o awans, a jak nie. Wyszło na to, że ja ustawiłem tak, jak on chciał mi odradzić. Kto wie, być może teraz ustawiłbym inaczej. Ale zachowam to dla siebie, bo przecież za rok na bank znowu zagramy o awans.

ZR: Świeży powiew piłkarza. Czy chłopcy nie byli już przemęczeni? Tacy zawodnicy jak Duc, Superman, Pazdan, Elias… zagrali chyba wszystkie mecze – a nie są przecież profesjonalnymi piłkarzami na kontraktach. Z drugiej strony, były 2 tygodnie odpoczynku no i mamy też najdłuższą ławkę w lidze! To jak to jest?

AS: Owszem, to była końcówka sezonu, ale tego elementu bym nie uznał, za wytłumaczenie naszej dyspozycji. Inne grupy naszej ligi mają po 16 drużyn, w naszej było raptem 11, więc i tak graliśmy stosunkowo mało meczy. Poza tym ostatnie treningi nie były ciężkie. W rzeczywistości decyduje ostatni tydzień. To jak go zawodnicy potraktują. Co będą jedli, jak zdrowo, ile spali, czy coś wypiją – to są elementy, które realnie wpływają na dyspozycje zawodnika B-klasy w konkretnym meczu, a nie to czy zagrał już kilkanaście meczy. Elias następnego dnia po meczu zagrał cały turniej piłkarski, strzelił tam kilkanaście bramek, przebiegł kilometry, taki był wkurzony po Targówku. Ale zmęczony nie był, przygotowany był dobrze.

ZR: Jasne punkty drużyny. Czy mimo porażki i tylu niezrealizowanych założeń, możesz kogoś pochwalić za postawę w tym meczu?

AS: Generalnie, jako drużyna, popełnialiśmy za dużo błędów podstawowych, które wpływały na obraz gry. I te błędy rozłożyły się na większość drużyny, także na zawodników, którzy zwykle nie zawodzą. Ale owszem, kilku chłopaków zagrało na wysokim poziomie, zostawiło też serce na boisku, tylko, że to nie starczyło. Na pewno Pazdan (Kuba Socha) zagrał dobry mecz, Malina (Tomek Malinowski) także, no i Łukasz Sałkiewicz. Przy karnym nie miał wyjścia, musiał tak zagrać, zresztą mało nie obronił tego karnego i poza tym uratował nas kilka razy.

ZR: Sędziowie. Jak ci się to podobało?

AS: Ja rozumiem błędy sędziowskie, zwłaszcza młodych sędziów. Sędziowie mylą się i na meczach Premier League i w Lidze Mistrzów. To wszystko jest częścią futbolu. Ale jak można wysłać dzieci do sędziowania meczu o awans, o którym wiadomo od tygodni, że jest meczem podwyższonego ryzyka, bo będą na nim dwie spore, grupy kibiców, że będzie wyjątkowa presja i odpowiedzialność? Tego nie rozumiem. Przecież to byli chłopcy, którzy generalnie jeszcze boją się gwizdać, a co dopiero w takiej atmosferze. Tam powinny być pokazane 2 czerwone kartki po brutalnych faulach w okolicach pola karnego ale sędzia się bał czegoś i pokazał żółte. Było kilka dalszych ewidentnych fauli zasługujących na żółte, po których nie było żadnej kartki. Sam obserwator, który był na tym meczu śmiał się z sędziów w szatni, więc co ja tu jeszcze można dodać. Związek powinien to przemyśleć.

ZR: Trybuny. Czy gorąca atmosfera na trybunach wpłynęła jakoś na poczynania na boisku? Jak wam się grało przy takich dwóch silnie dopingujących ekipach kibiców, z których jedna słabo trzymała poziom jakiejkolwiek kultury?

AS: To był pierwszy mecz z taką otoczką. Nie chodzi o doping, bo to dzieje się zawsze, gdy gra AKS ZŁY. Chodzi mi o tę ścianę wulgaryzmów i rasistowskich wyzwisk, jakie mi towarzyszyły przez 90 minut i dotyczyły też niektórych moich piłkarzy. Przecież ci ludzie nic o mnie nie wiedzą. Przyjechałem do Polski nie aby im coś zabierać, lecz aby dać temu krajowi coś od siebie. Jak schodziłem z murawy i spojrzałem na tych młodych chłopaków, którzy tak się popisywali, pomyślałem, że jakbym był jednym z nich to zapadłbym się ze wstydu pod ziemie po tym co odstawili. Oczywiście, że w pewnym sensie atmosfera tego meczu wpływała na samą grę. Piłkarze to ludzie, chłoną atmosferę na stadionie. Ale nie był to bynajmniej czynnik, który zaważył.

ZR: Po meczu. Co powiedziałeś chłopakom w szatni po meczu?

AS: Aby zapamiętali tę datę, 10 czerwca, bo za rok o tej porze roku, ci, którzy zostaną przy mnie, będą już piłkarzami A-klasy. Przypomniałem chłopakom, że to był nasz pierwszy rok i ja nawet nie celowałem w awans, celem była pierwsza piątka ligi. Zwłaszcza po rundzie jesiennej, gdy widziałem, że mamy drużynę, która jeszcze sporo musi się nauczyć. Ale dziś widzę nas już w zupełnie innym miejscu. Mamy za sobą znakomitą wiosnę, 24 na 30 możliwych punktów, to jest bardzo mocny wynik. Do tego coraz bardziej solidna ekipa, w niej świetna atmosfera. Mamy drużynę, do której coraz więcej piłkarzy chce dołączać i grać w niej. Mamy świetnych kibiców i całkiem dobre zaplecze. Obiecałem w sobotę piłkarzom, że wejdziemy za rok do A-klasy. I tak będzie.

ZR: Dzięki nasz ASie! 🙂 

 @@@

Awantura o czarno-biały balonik – WINCENT CAŁE ZŁO, kumata relacja z meczu na Targówku.

A oto i relacja z meczu z perspektywy trybun. Nasz młody kibic, Wincent Całe Zło, który pisywał już relacje z meczyków (np. tu >> wincent-byl-wiec-pisze-jak-bylo) próbuje się zmierzyć z relacją napisaną przez kibiców GKP Targówek z grupy ultras Zielona Horda, którą cytujemy na wstępie abyście mogli sprawdzić jak 10-letniemu Wincentowi idzie nawijka. Let’s go!

ZIELONA HORDA: „My wystawiamy około 60-70 osobowy młyn, z nami delegacja Ząbkowskich Legionistów, na płocie 3 flagi oraz okazjonalny transparent dla Pani Prezes „Demokratycznego” klubu, jakim jest Zły. Goście natomiast… co tu dużo gadać, parada równości na sektorze. Wszelkiej maści lewactwo, kobiety, dzieci, ukraińcy, panki z tunelami w uszach, krótko mówiąc – każdy inny wszyscy brudni. Doping jak na ich liczbę słaby, ale to pewnie dlatego że woleli się skupić na kręceniu syreną strażacką. W drugiej połowie zarówno my jak i goście odpalamy świece dymne, chociaż oni chyba jeszcze nie ustalili jakie barwy ma ich klub (…) Oby jak najmniej takich wynalazków w naszej piłce…”

Cześć, to ja, Wincent Całe Zło. Ojciec obiecał mnie zabrać nad Zegrze, ale mnie zabrał na Praskie Derby. Nic nie poradzę, ojca się nie wybiera. Za to opowiem wam po kolei jak to było, bo oni fajnie napisali, ale dużo zapomnieli.

My wystawiamy 110-120 osobowy cyrk. Z nami delegacja wszelkiej maści lewactwa, kobiety, dzieci, ukraińcy, panki z tunelami w uszach, krótko mówiąc – każdy inny wszyscy cudni. Gospodarze za to… sami chłopcy, w większości nieletni, wszyscy bez dziewczyn, chudzi jacyś i bladzi wszyscy jakby ten Targówek w cieniu Szmulek leżał. My mamy ze sobą bęben, werbel, syrenę, masę flag, trzy transparenty, sektorówkę, sto balonów i jedną flagę na dłuuuugim kiju aby ją było dobrze ze Szmulek widać. Oni za to mają wszyscy jakieś śmieszne, czarne piterki na sobie, jakby się szkolili na kontrolerów biletów właśnie. My witamy naszą drużynę pięknie, każdego oddzielnie, każde nazwisko hurem w sto osób wykrzykujemy, tamci jakoś się złażą na mecz jakby chcieli a nie mogli. W końcu są. Podobno 60 ale widać tylko 40. Ojciec mówi, że to i tak najwięcej ilu widział w B-klasie więc żebym się cieszył, że w ogóle są a nie marudził, że ich dwa razy mniej od nas. No to nie marudzę. U nas naliczyłem 35 dziewczyn, szkoda, że nie pięć więcej bo byłoby po równo.

Oni za dziewczynami raczej nie przepadają, bo je najpierw cały mecz obrażają, a potem zaczynają krzyczeć „h wam w d” na co nasi chłopcy odpowiadają „h nam w d – dziękujemy!”, a oni się wtedy bardzo cieszą, czyli to chyba jest dosyć nietypowa jak na polskie stadiony trybuna, choć wszyscy mówią, że takich trybun w Polsce nie ma, ale widać, że jedna jest, tylko schowana na Targówku, w siódmej lidze, więc nikt jej znaleźć nie mógł, ale ja znalazłem, więc wam mówię. Potem śpiewamy cały mecz bez przerwy, tak, że niektórzy następnego dnia mogą do siebie już tylko migać, tak jak nasze kochane piłkarki, bo gardła już gadać nie chcą. Oni doping mają taki, że najpierw długo cisza, potem kopiują nasze melodie, co bardzo nam się podoba, bo efekt taki jakbyśmy w 150 osób dla AKS śpiewali, a na koniec już tylko o Legii śpiewają, tylko, że Legia nie gra, więc żaden piłkarz z Targówka się tu nie poczuł wyróżniony, ale może oni mało lubią swoich piłkarzy, nie będę się wypowiadał, bo nie mam aż 16 lat jak cała Zielona Horda, żeby już wszystko o wszystkim wiedzieć.

W drugiej połowie oni puszczają zielony dym, więc my im śpiewamy „Targówek, Targówek, Targówek – zielony ma garniturek” żeby się wreszcie uśmiechnęli, bo ich drużyna prowadzi a oni tacy spięci wszyscy jak na pierwszej randce. A potem czekamy aż wiatr rozwieje ten zielony smog i wypuszczamy nasz czarno-biały dym i jeszcze żółty na deser, bo jeszcze nikt złotego dymu nie wymyślił, jak nasze złote grafiki, więc śmiesznie to wyszło z tym żółtym jak się z białym zmieszał, trochę jakby zgniły zielony. I jeszcze z takich ostrych kibolskich akcji, bo ojciec mnie prosił, aby opisać same kudłate akcje (a może powiedział „kumate”… sam już nie wiem) to chciałem dodać, że ci chłopcy z Targówka, wszyscy w tych krótkich portkach, jak im się piosenki skończyły, a skończyły się szybko, to przyszli i nam trzy balony zaatakowali! Wszystkie trzy przebili i to było bardzo grube i kudłate! A mnie osobiście bardzo to wkurzyło, bo to były czarno-białe balony, które cały sektor pompował… i kobiety i dzieci i ukraińcy z małej litery i punki z tunelami w uszach… i już myślałem, aby pójść i jednemu dać przez kratę fangę w nos, bo Zły balon to Zły balon, nie pęka, ale ojciec mnie za szelki złapał i powiedział, żebym nie robił afery, bo to jeszcze dzieci są, no to się uspokoiłem (…) Oby jak najmniej takich wynalazków w naszej piłce…