Cierpliwych piłka nagradza. ŁKS–AKS, 0:3.

W upalne sobotnie popołudnie Złe Dziewczyny wsiadły w niezastąpiony Złoty Dyliżans i ruszyły do Łochowa w pełnej gotowości ligowej. I choć przez długie minuty mecz nie wyglądał instruktażowo, to ostatecznie udało się odpowiednio dokręcić śrubę, wbić trzy gwoździe, poskładać zwycięstwo i wyjechać w dobrych humorach.

Nie ma co ukrywać, trochę obawiałyśmy się tego spotkania. Po pierwsze ze względu na nasz zespół. Po ubiegłotygodniowej nieznacznej porażce domowej z Orlętami Baboszewo, która w przekroju całego sezonu może okazać się znamienna w skutkach, niejedna dziewczyna miała nos spuszczony na kwintę. W takiej sytuacji prawdziwą sztuką jest przełknąć gorycz niepowodzenia, zacisnąć zęby i w pełni skoncentrowanym grać do końca rozgrywek ligowych. Na szczęście nasza grająca trenerka zmobilizowała drużynę, która przyjechała z myślą o dobrej grze i zwycięstwie. Nic nie przyszło jednak tak łatwo.

Po drugie ze względu na przeciwniczki. Z drużyną z Łochowa wygrywałyśmy w meczach domowych – raz zdecydowanie a ostatnio już nie aż tak wyraźnie . Z kolei poprzednio na wyjeździe w debiucie Złotego Dyliżansu z trudem został osiągnięty remis 2:2. Działo się to jeszcze wczesną jesienią, kiedy drużyna dopiero się krystalizowała, a tamten punkt był pierwszym zdobytym w lidze i dla wszystkich znaczył naprawdę wiele. Chociaż więc Łochowski KS obecnie zamyka tabelę IV Ligi Kobiet, to jednak spodziewałyśmy się ciężkiej przeprawy.

Zwłaszcza że wymuszone roszady w składzie jak były wcześniej, tak trwają w najlepsze. Choć po ubiegłotygodniowej nieobecności wróciły „Czarna” i „Dzidka”, napadziorki siejące postrach w mazowieckiej IV Lidze, to jednak na rozgrzewce kontuzjowała się i w ostatniej chwili wypadła ze składu „Leżak”, czyli turbomotorek Złych w środku pola. Zamiast niej zagrała, debiutując w lidze, nasza włoska zawodniczka, Suzi Andreis – gratulujemy! Oto więc ostateczny skład wyjściowy:

(bramka) Mariola Kownacka – (obrona) Irena Michalak, Sylwia Swoja, Agnieszka Bociek Boćkowska, Sylwia Marczak – (pomoc) Marta Dawidziuk, Susanna Andreis, Magdalena Mała Lewandowska, Magdalena Stefańska – (atak) Agnieszka Czarna Boczkiewicz, Sylwia Dzidka Dzida.

(w odwodach Małgorzata Woźniak i Danuta Wojciechowska jako grająca trenerka)

Wszyscy byli ciekawi, jak drużyna poradzi sobie w zupełnie nowej sytuacji. Pierwsze minuty wskazywały na to, że wszystkie wyżej wymienione obawy nie były bezpodstawne. Miałyśmy do czynienia z wyrównanym spotkaniem, zdeterminowanymi przeciwniczkami i niemiłosiernie prażącym słońcem. Wszystko to powodowało, że akcje nie kleiły się, zgrzytały, chrobotały, kipiały i kisły na dość wczesnym etapie. Najważniejszym wydarzeniem była zarządzona przez sędziego przerwa na uzupełnienie płynów w połowie pierwszej połowy – to chyba najlepiej świadczy o warunkach atmosferycznych tego dnia. To właśnie w przerwie tej przerwy nasza kapitanka Sylwia nie wytrzymała i wygłosiła mowę motywacyjną, uprzejmie prosząc drużynę o lepszą grę i jeszcze większe zaangażowanie. Po tym krótkim interludium gra rzeczywiście wyglądała lepiej, akcji było więcej, pojawiły się też pierwsze groźne strzały. Niemniej jednak w pierwszych 40 minutach żadna z drużyn nie potrafiła zdobyć gola. Duża w tym zasługa obu bramkarek, które dzielnie i pewnie wyłapywały nadlatujące dośrodkowania.

Druga połowa meczu zaczęła się od wejścia na boisko naszej grającej trenerki Danki Wojciechowskiej (zmiana za Suzi) oraz od żółtej kartki dla naszej kapitanki za faul taktyczny. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że poza tą jedną nieprzepisową interwencją Sylwia miała jeszcze kilkadziesiąt innych, a wszystkie czyste, precyzyjne, skuteczne, kontratak rozpoczynające. Niejako to ona przejęła rolę inicjatorki groźnych akcji: wyłuskiwała futbolówkę i odpowiedzialnie rozprowadzała ją do przodu. Inna sprawa, że gol dla ZŁEGO padł jednak po akcji w trójkącie Dzidka – Czarna – szczęście. Po ewidentnych błędach obrony i bramkarki asystę zanotowała Agnieszka Boczkiewicz, a gola – Sylwia Dzida. I wtedy coś pękło w dotąd bardzo dobrej grze łochowianek. Już pół minuty później mogła podwyższyć Marta Dawidziuk, ale piłka trafiła w słupek. Kilka chwil później kapitanka Sylwia dośrodkowała z rzutu wolnego niemal z linii końcowej wysoką piłkę, którą wykończyła z główki napastniczka Sylwia, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Kibicom i kibickom ZŁEGO zdawało się niepojęte, jak w tej sytuacji można było nie uznać bramki, ale nasze dziewczyny nie pozwoliły długo nam się zastanawiać. Po chwili już bez kontrowersji zrobiło się 2:0. Asystę zanotowała któraś z łochowianek, a bramkę znów strzeliła „Dzidka” – tym razem nogą, z woleja, w środek pod poprzeczkę. Rychło wynik brzmiał już 3:0, przy czym była to kopia nieuznanej bramki: „Swoja” z rzutu wolnego na drugie piętro, „Dzidka” ładuje z główki, formalnie już pieczętując hat trick po przerwie, który powinien być uzyskany już wcześniej, i śrubując swój wynik w sezonie (16 bramek po 18 kolejkach!). Sławy i uwielbienia trybun pozazdrościła jej w końcówce nasza trenerka, do której należały ostatnie minuty. Dwa razy przerywała akcje łochowianek w taki sposób, że sędzia dwa razy sięgnął po żółtą kartkę. W ten oto sposób Danka zapisała się jako pierwsza w dziejach Złych Dziewczyn zawodniczka, która zarobiła czerwień i musiała zejść z boiska. Grający w osłabieniu AKS wciąż miał przewagę pozycyjną, choć nic już się nie zmieniło – poza zmianą Marty, za którą weszła Małgorzata Woźniak.

Ostatecznie więc zadanie zostało wykonane prawidłowo, solidnie, bez zbędnych fajerwerków. Bardziej był to popis rzetelnej pracy i skuteczności przy niewielu stworzonych okazjach niż piłkarskie arcydzieło, przed którym klękają narody. Ale oczywiście najważniejsze jest zwycięstwo, trzy punkty i poczucie, że naprawdę warto walczyć o komplet punktów do końca sezonu i jak najwyższe miejsce na finiszu!

A ten finisz zbliża się wielkimi susami. Już teraz zapraszamy wszystkich na ostatni mecz domowy Złych Dziewczyn w tym sezonie: Niedziela 4 czerwca o godzinie 19:30 przeciwko FUKS-owi Pułtusk na DON PEDRO ARENA na Szmulkach. Kibicujmy wszyscy naszym paniom!