No-look passy, klepki i crossy na Wembley w Skaryszaku!

No-look passy, klepki i crossy – to wszystko mogli oglądać zgromadzeni w Skaryszaku źli kibice, ale wcześniej jeszcze, nim te zagrania z ligi mistrzów mogły się rozegrać, w ustawieniu miesza trener Antonio. I to pozytywne zamieszanie świetnie sprawdza się na boisku. Na prawej obronie widzimy Kubę Gaickiego, w pomocy na tej samej linii ustawiony był Kamil Borkowski. W środku pola Tomek Mirowski i Piotrek Kowalczyk, a na szpicy Szymon Lewandowski. To ustawienie wprowadziło zamęt w szeregach Jedności i już w 4. minucie bramkarz gospodarzy musiał wyciągać piłkę z siatki. A akcja, która przyniosła prowadzenie Złym, to rozegranie najwyższych lotów. Szymon Lewandowski podcina piłkę ze środka pola, w okolicach 16. metra do wbiegającego lewą flanką Bartka Łukasiaka. Po tym zagraniu Szymon, zamiast stać jak słup soli, od razu wybiegł na kolejną pozycję, umożliwiając tym samym Bartkowi dalsze rozegranie piłki. Bartek po kilku szybkich krokach zagrywa do Szymona, a ten z klepki oddaje mu piłkę gdy ten jest już przy linii końcowej, a stamtąd Bartek posyła płaskie podanie wzdłuż bramki, gdzie z piątego metra wyskakuje Elias, który dopełnia formalności. Gdyby Pan Jacek Gmoch był naszym ekspertem w studiu, to na ekranie mielibyśmy piękne mazy. Bramka w 4. minucie meczu to spory szok dla piłkarzy Jedności, i zdawać by się mogło, że po tej bramce Jedność rzuci się do frontalnych ataków. Że będzie oskrzydlać, że Łukasz Sałkiewicz będzie ostrzeliwany z lewa i prawa, ale tak się nie dzieje. Wręcz odwrotnie, to Zły idzie, jak burza (która wygrała z GKP Targówek 2:1) i podrywa swoich kibiców gęsto usadzonych na drukarskich trybunach raz po razie. Bartek wyglądał tego dnia znakomicie. Oprócz tego, że dużo widział, tj. że widział kolegów ustawionych na bramkowych pozycjach, to sam miał też silny ciąg na bramkę. Po jednym takim przeciągu lewą stroną Bartek wpada w pole karne, i z ostrego kąta uderza piłkę na dalszy słupek – w ten róg bramki, który nie był obstawiony przez bramkarza. Po pięknej akcji, już w 10. minucie prowadzimy w gościach 2:0. Przy dwubramkowym prowadzeniu czarno-biali uspokajają nieco grę, grają w szerz i do tyłu, próbują wciągnąć Jedność na swoją połowę. Jednak ci, jak na złość nie kwapią się do pressingu. Skoro nie – to nie! Trzeba grać swoje, czyli robić rozegrania przez środkowych pomocników Tomka Mirowskiego i Piotrka Kowalczyka. Trener Antonio krzyczy do kapitana, żeby podłączył się do ataku. To samo robi jego vis a vis, a boczni obrońcy wychodzą wysoko. To powoduje wejście bocznych pomocników w linię ataku. I nagle, z ustawienia z jednym napastnikiem i podwieszonym do niego pomocnikiem, mamy 3 napastników z silnymi skrzydłami. Odważna gra w przypadku straty zamienia się w kontrę. I taka sytuacja może się wydarzyć! Ryzyko jest jednak wkalkulowane w grę, więc i scenariusz na taką okoliczność jest przygotowany. Jedność rusza z piłką lewą stroną, obrońcy Złego gonią ile sił, jednak dystans jest nieco za duży i nawet morderczy sprint kapitana nie wystarcza, by dogonić gracza w czerwonej koszulce. Kubie nie udaje się dogonić przeciwnika, ale idę o zakład, że Jednościak poczuł jak ziemia się trzęsie od susów stawianych przez Kubę. Który w tej sytuacji jeden na jeden chyba się trochę speszył, a nie pomógł mu i Łukasz Sałkiewicz, który czekał na niego, jak na umówioną randkę. Przykleił się do słupka i z otwartymi rękami przywitał gościa, a właściwie gospodarza w polu bramkowym. Gracz Jedności nie miał już w końcu wyboru i uderzył piłkę, choć raczej zrobił to bo musiał, niż dlatego, że chciał. Łukasz ze stoickim spokojem łapie piłkę i ciepłym słowem obdarza swoich kolegów z pola, zapewniając ich w dodatku, że wie jak się gra między słupkami. Nieco później znów akcje konstruuje AKS. Z piłką rusza lewym skrzydłem Duc i z piłką podjeżdża możliwie najbliżej bramki rywali. Następnie przekazuje ją do Eliasa, który zszedł na skrzydło – zalety grania na „10” to właśnie swoboda w zajmowaniu pozycji na boisku, można być to tu, to tam, a przeciwnik nie wie czy wolny elektron nie będzie przypadkiem siam – i Elias wjeżdża z piłką w pole karne od jego lewej strony i strzałem ala Bartek Łukasiak pokonuje bramkarza Jedności. Znakomita regularność strzelecka Złego – 3 gole w 30 minut, czyli średnio jeden na 10 minut. Daje to znakomity interwał kibicom, którzy po strzeleniu gola oddają się euforii, a potem mają 10 minut na dojście do siebie, by znów cieszyć się zdobytym golem, a potem znowuż przerwa na relaks, nie mamy nic przeciwko takim wahaniom nastroju. Przez ostatni kwadrans pierwszej połowy obraz gry wyglądał, jak przez poprzednie dwa, czyli Źli prowadzili grę, a Jedność czekała na nasz błąd w rozegraniu, i takimi podchodami zakończyła się ta połowa.

A w Skaryszaku tłok, topole kwitną, a może to były lipy. W każdym razie nie było lipy na boisku, bo na trybunach jeden Lipa był, który świętował ze swoją przyjaciółką od serca jej urodziny. Sto lat Marysiu! Pięć flag dumnie powiewało przygwożdżonych do ogrodzenia bocznego boiska Drukarza, toi toi dawał czadu, a Kulturalny Klub Kibica zjednywał sobie sobotnich spacerowiczów kolorowym wyglądem i wesołym usposobieniem. Przerwa w meczu to też doskonały czas żeby przywitać się z tymi, z którymi nie było szansy przywitać się w trakcie meczu, posnuć plany na wieczór, zwołać ekipę na imprezę w Offie, czy poczęstować się krówką milanowską, od niezawodnych rodziców jednej z naszych działaczek, którzy jeśli nie pączkiem to chociaż cukierkiem obdarują. A krówka milanowska cieszy tym bardziej, że lokalnie bliska terenom Złego Reportera. Głód słodyczy zaspokojony, trzeba jeszcze zaspokoić głód piłki, i mamy na to 45 minut.

W drugiej połowie rzecz się ma tak samo, jak w pierwszej. Zły konstruował grę, i był odpowiedzialny za tworzenie widowiska tego popołudnia. Chłopaki wzięli sobie tę rolę mocno do serca i w 55 minucie sprezentowali piłkę gospodarzom, i to pod własnym polem karnym. Z tego prezentu postanowił skorzystać Tobiasz Sokalski i strzelić gola na 1:3. Jedność cieszyła się z gola swojego zawodnika jednak ultra krótko. Już w pierwszej akcji po wznowieniu gry – odrobienie straty! A minęło raptem 60 sekund! Tomek Mirowski posyła górą piłkę do Bartka, który zwodem oszukuje obrońcę Jedności i wbija się pod linię końcową. Stąd posyła piłkę nad wszystkimi zgromadzonymi w polu karnym do Kamila Borkowskiego, który zamyka akcję z prawej strony i potężnym strzałem pokonuje Jedność po raz czwarty. Bartek ma znakomity dzień, Man Of The Match już w 56. minucie – 2 asysty i gol. Kolejne minuty to nagłe ożywienie się Jedności, chociaż wszystko rozbijało się o naszą defensywę. Na środku znakomicie spisywali się Kuba Socha i Ben Ernst. Wespół z silnymi bocznymi obrońcami Kubą Gaickimi i Duciem Minh Phamem tworzyli mur nie do przejścia. Dodatkowym atutem defensywy była umiejętność środkowego Kuby posłania piłki na nos do Szymona Lewandowskiego, przez całe boisko. A tam kolejny twardo stąpający Zły mógł przytrzymać piłkę, i postraszyć bramkarza gospodarzy. Otwarcie się Jedności, to pojawienie się możliwości na szybkie ataki czarno-białych, a że mamy sprinterów w drużynie to wiadomo nie od dziś. Elias dostaje piłkę na dobieg i dobiega do niej z lekkością dzikiego kota. Myli obrońcę w czerwonym trykocie spojrzeniem w prawo na Szymona, a podaje w lewo do Bartka, który wchodzi w pole karne z impetem i oddaje strzał! Bramkarz wyłapuje strzał, ale akcja zapisze się w historii B-klasowych boisk. Palce lizać, a te jeszcze słodkie od krówek, więc wszystkim jest miło. Wynik nie uległa już zmianie pomimo prób obu drużyn. Kolejne 3 punkty lądują na koncie Złego, i dystans do czołówki stopniał do 3 oczek do 2 miejsca i 4 do lidera. Szanse na awans są spore. Jedności dziękujemy za gościnę i za walkę.

Sytuacja w tabeli:

GKP Targówek: 35 punktów po 16 meczach.

Inter Warszawa: 34 punkty po 15 meczach.

Burza Pilawa: 32 punkty po 16 meczach.

AKS ZŁY: 31 punktów po 16 meczach.