Lewandowski się odblokował, a Tomaszewski powstrzymał gradobicie. ZŁY – Legion, 4:2

Naszemu klubowi można zarzucić wszystko, tylko nie to, że jest obliczalny.

Bądźmy szczerzy: AKS ZŁY to jedno wielkie, biegające wokół futbolówki, fiksum-dyrdum.

Prezesi zbierają po meczach śmieci z trybun, piłkarki ZŁEGO po zejściu z boiska zamieniają się w kibolki i dopingują męską drużynę, kierownik drużyny jest porządkowym na stadionie, dzieci witają przybywających na stadion, kibice zajmują się finansami klubu a na stadionie zamiast sprzedaży hot dogów odbywa się integracyjne gruzińskie święto organizowane wspólnie z gruzińską społecznością w Warszawie.

Gdzie nie zajrzysz, zaraz wpadasz w jakąś pułapkę ofsajdową normalności.

A co robią w takim razie, poza bieganiem po boisku, nasi piłkarze?!

Ha! Nasi piłkarze piszą relacje z meczów!

Oto po sobotnim meczu z Legionem II W-wa (i zrewanżowaniu się za Zły suspens na wyjeździe w pierwszym meczu tych drużyn tudzież za wpadkę w ostatniej kolejce ligowej) zebraliśmy siedmiu z nich w naszym wirtualnym pub-roomie na wirtualnych Szmulkach i daliśmy im się wygadać. Rozmowa się fajnie kleiła, jeden odpowiadał z tramwaju, drugi z pracy, inny będąc na siłowni, wszystko gładko i przyjemnie, dopóki nie przyłapał nas trener. Ale wszystko po kolei. Na początek dobraliśmy się do formacji obronnej…

Takie piękne słoneczko nad stadionem, a wy co tacy mokrzy wyszliście na boisko? Zimne poty przed meczem?

Minh Duc Pham (Duc): Wiedzieliśmy, że do meczu z Legionem musimy się przygotować fizycznie, jak i psychicznie. Pamiętając porażkę z Orłem Parysów, wprowadziliśmy do życia drużyny małą zmianę, która miała nam pomóc w mentalnym przygotowaniu do meczu.

Aha… No dobra, ale Legionu się nie przestraszyliście, nie? To przecież tylko Legion II…

Kuba Gaicki (Kuba kapitan): Miałem okazję już grać przeciwko kilku zawodnikom z ich składu. Przycisnęli nas przez pierwsze piętnaście minut. Później gra się wyrównała.

Kuba Socha (Pazdan): Drużyna Legionu właściwie niczym mnie nie zaskoczyła. Mieli lepsze momenty, ale co najmniej o dwa mniej niż my (Pazdan w rzeczywistości wszedł na boisko w 44. min. za Bartka Łukasiaka, więc faktem jest, że mógł się wszystkiemu przyjrzeć z boku i przeliczyć momenty – przyp. red.)

Duc: Na boisko wyszliśmy bardzo skupieni. Widzieliśmy, że czeka nas trudne spotkanie. Mecz nie zaczął się dla nas dobrze. Dość szybko straciliśmy gola po akcji z nieudaną pułapką ofsajdową.

Philipp Benjamin Ernst (Ben): Legion wykorzystał fakt, że jako druga drużyna mogą ściągać piłkarzy z pierwszego składu. Tym razem Bartek miał pecha, trafił na piłkarza z wyższej ligi. Na szczęście ogarnęliśmy go wspólnymi siłami i straty z tego powodu były niewielkie. Wiedzieliśmy też, ze Legion ma wielu wysokich piłkarzy, więc będzie grał sporo wrzutkami górą. Dlatego była pełna koncentracja przy stałych fragmentach gry. Do tego dodaliśmy pressing w polu i Legion nie miał zbyt wiele miejsca ani czasu na budowanie swoich akcji ofensywnych. Ale mieliśmy też sporo szczęścia, Legion chybił parę razy. Janek w swoim powrocie do składu też nieraz nas uratował. No i Duc, ten to jest prawdziwa gaśnica na swojej stronie boiska.

No tak, każdy swoje… Czy oni w ogóle grają w tej samej drużynie? Panie trenerze, jak pan ich ustawił, bo od nich się człowiek niczego nie dowie.

Antonio Shehadee (Treneiro): Ustawiłem drużynę 4-4-1-1. Najważniejsze było dla mnie, aby wyszła na boisko 11-tka, która w całości była na ostatnim treningu. A więc wybiegli: Tomaszewski – Minh Pham, Gaicki, Ernst, Łukasiak – Mirowski, Komoshvili, Nguyen, Borkowski – Lewandowski – Shehadee. W ostatnim czasie pracowaliśmy nad atakiem skrzydłami i bieganiem do końca. No i dwa gole zdobyliśmy według schematów z treningu.

No! Wreszcie jakiś konkret!

Kuba kapitan: Trener bardzo zadowolony, bo schematy z treningu przynoszą efekty, na przykład trzecia bramka.

… No tak, kapitan zawsze gada to samo co trener… Ale zanim strzeliliśmy pierwszego gola, był jakiś potworny bałagan i Legion strzelił bramkę już w 10. minucie (konkretnie Bartosz Brośkiewicz – gratulacje). Panie trenerze, jak tak można?!

Treneiro: We were lucky a bit. Legion mógł strzelić dwa–trzy gole w pierwsza połowę. Brakowało intensywność w środku boiska.

Dobrze, spróbujmy dalej z tymi gamoniami… Może powiecie coś, jak pogoda wpłynęła na ten mecz. Był potworny żar, słońce oślepiało, susza taka, że nawet my na trybunach musieliśmy się dwa razy chować pod daszek w cień. Jak ten upał wpłynął na waszą grę?

Treneiro: Nie gadaliśmy o pogodzie w szatni. Nie interesowało nas to. Fokus był tylko o wygranie meczu. Przede wszystkim żebyśmy strzelali bramki z każdej sytuacji.

Pazdan: Szczerze mówiąc, kałuże, zwłaszcza w drugiej połowie, przekładały się na naszą korzyść (co on bredzi?! nie było żadnych kałuż, nie słuchać go!– przyp. red.). W grze defensywnej w trudnych warunkach, przy przecięciu podania, odbiorze lub zwykłym wybiciu zawsze jest łatwiej niż przy konstruowaniu akcji ofensywnej. Chyba że napastnicy mają przewagę liczebną lub w umiejętnościach indywidualnych. Powiedzmy, że ich zawodnik z dychą (Piotr Żegliński – gratulujemy) miał dobry zwód do prawej nogi, ale to tyle. My mieliśmy lepsze karty w talii.

Kuba kapitan: Pogoda nie rozpieszczała i kałuże raz uratowały nas przed utratą bramki. Kto wie, może właśnie ta aura pomogła nam wygrać?

Ben: Na początku musieliśmy się trochę przyzwyczaić do gry na moczydle, a z każdą minutą graliśmy pewniej, stopowaliśmy Legion wcześnie i nasza linia pomocy wygrywała sporo piłek. Tak doprowadziliśmy do wyrównania.

Pazdan: ­­Według mnie pogoda nie miała aż tak dużego znaczenia jak przed dwoma tygodniami w Parysowie. Obie drużyny grały otwartą piłkę, a pogoda była taka sama dla jednych i drugich. Dużo trudniej gra się w błocie przeciwko drużynie, która broni się wszystkimi zawodnikami. W sobotę ani pierwszy, ani drugi czynnik nie występował.

No dobrze, ale udało się wykonać cokolwiek z tego, co trener chciał, czy znowu każdy sobie rzepkę skrobie?!

Duc: Na szczęście szybko udało się odrobić straty, najpierw dzięki Eliasowi. Drugiego gola strzelił Kamil Borkowski, który zaliczył wymarzony debiut na prawym skrzydle. Do bramki Kamil dołożył asystę – przy bramce Szymona Lewandowskiego – na 3:1. Potem…

Już, już, starczy, starczy! Druga połowa.

Kuba kapitan: Jak się grało z tyłu, to były dwie bardzo różne połowy. Pierwszy raz w tym sezonie losowanie strony z początku meczu miało aż takie znaczenie, bo zdecydowanie łatwiej atakowało nam się na suchą stronę boiska w drugiej połowie.

Ben: Nieźle szła gra ofensywna skrzydłami, ale też długimi prostopadłymi piłkami. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy tylu kontr, bo byłoby ciekawiej.

Dobra, widać od razu, że z obrońcami o piłce za wiele nie pogadasz. Przechodzimy do linii pomocy. Nie było Kuleczki, to znaczy Maliniaka, to znaczy Tomka Malinowskiego, naszego dyrygenta, nie było. Jak zatkaliście miejsce po Kuleczce? Nieprosta sprawa, Kuleczka wypełnia sporo miejsca… w grze drużyny, ma się rozumieć.

Treneiro: Dla każdej osoby jest substitute. Nie myślałem za dużo o tym, jak zastąpić Tomka, bo mam kilka zawodników, którzy mogą grać w środku pola. Elias też wrócił i pomagał w środku.

Świetnie, trenerze… tyle, jeśli chodzi o założenia taktyczne. A co się działo w rzeczywistości?

Ben: Ze względu na brak Maliny zamiast grać z tyłu krótkimi podaniami i powoli budować akcje, staraliśmy się wejść w grę poprzez walkę i grać długimi, prostymi podaniami „ponad lustrem wody”, aby nie prowokować żadnego ryzyka z tyłu.

Szymon Lewandowski (Lewy): Kluczem był środek pola i pressing w pierwszej połowie, było trochę nerwowo, ale z każdą kroplą spadającą na boisko było lepiej. W drugiej połowie nasze przygotowanie fizyczne wyraźnie górowało i z konsekwencją dążyliśmy do swego.

Ty, Lewy, co ty w ogóle robisz w ZŁYM? Nie powinieneś z tym łysym w Bawarii tam trochę jeszcze popracować?

Lewy: Do ZŁEGO trafiłem przez Duca. Graliśmy razem w drużynie orkiestry, którą prowadził Krzysiu Kawałowski, który też jest już Zły tak jak Borek, Tomek Mirowski i Kamil Półrola (wszystkie drogi prowadzą do ZŁEGO! – przyp. red.) Zajebiście jest współpracować z takimi ludźmi – drużyna ZŁEGO to fajna grupa zawodników na czele z trenerem, który profesjonalnie podchodzi do tematu.

Słyszał pan, panie trenerze?! Nie dość, że klnie jak szewc, to jeszcze ma dredy na głowie!

Lewy: Przyznaję, w mojej grze wciąż jest sporo niedokładności. Ale po podróżach po różnych formacjach Antonio wystawił mnie tam, gdzie czuję się najlepiej, i chciałem udowodnić, że to dobre rozwiązanie. Długo czekałem na bramkę z różnych przyczyn (co prawda, to prawda, połamali nam Lewego na samym początku rundy jesiennej – przyp. red.), ale udało się. W 51. minucie byłem tam, gdzie powinienem być, to znaczy tam, gdzie Antonio wpajał mi na treningu, żebym był. Myślę, że worek się rozwiązał, przynajmniej psychicznie w mojej głowie. Muszę jeszcze poprawić komunikację z Eliasem i będzie z tego jeszcze trochę radości i goli.

No tak, z workiem w głowie jeszcze ciężej niż na głowie. O masz, a ten to kto?! (przez drzwi zagląda nieśmiało młody człowiek…)

Kamil Borkowski (Borek): Chciałem tylko powiedzieć, że mecz z Legionem był moim debiutem w ZŁYM.

(wszyscy siedzą, nikt nie reaguje, w tej sytuacji młody człowiek mówi dalej)

Borek: Nie sądziłem, że trener da mi szansę akurat w tym spotkaniu, choć czułem, że w maju nadejdzie dla mnie moment prawdy. Trenuję z drużyną od lutego, także nareszcie mogę powiedzieć, że mam kondycję i jako taką wiedzę taktyczną, żeby na boisku nie zawieść zaufania Antonia. A jednak jak tylko dowiedziałem się, że wyjdę w pierwszym składzie, serce nie przestało walić, choć były jeszcze dwa dni do meczu. Największy spokój miałem w południe szóstego maja, później im bliżej pierwszego gwizdka, tym bardziej napięcie w żyłach rosło. Dość powiedzieć, że na rozgrzewce miałem wrażenie, że każdy krok powoduje trzy razy większe zmęczenie niż na normalnym treningu. Stres robił swoje, a ja czułem, że nie dam rady.

O kur…

Borek: W końcu jednak, kiedy opóźniony burzą mecz się zaczął, adrenalina wyparła ze mnie strach i powoli zaczęły brać górę schematy taktyczne, no i ten rodzaj euforii, jaki towarzyszy mi od zawsze na boisku.

Uff… Ty, czekaj, podejdź no tu… czy to ty strzeliłeś bramkę na 2:1 i potem miałeś asystę przy golu Lewego? Ty, nie no, wchodź, opowiadaj!

Borek: Szczęśliwie udało mi się znaleźć we właściwym miejscu o właściwym czasie i po podaniu od Eliasa strzeliłem bramkę na 2:1. Potem tuż po przerwie zmusiłem bramkarza rywali do niefortunnej interwencji i Szymi władował na 3:1. Ta bramka, choć nie moja, ma dla mnie tym większą wartość, że strzał oddałem swoją słabszą, lewą nogą, którą jednak udało mi się na treningach na tyle wzmocnić, że nie wahałem się jej użyć. Więc to prawda, gol i asysta, lepszego wejścia do drużyny nie mogłem sobie wymarzyć. Nawet deszcz wyprosiłem, choć nie miałem na myśli takiego oberwania chmury.

A-ha! Mamy go! No dobra, co było potem?!

Borek: Później niestety złapały mnie skurcze, ok. 60.-65. minuty, i trener Antonio zarządził zmianę. Wiem już zatem, że kondycja mięśni nóg to mój kolejny etap pracy.

No raczej. Panie trenerze, będzie coś z niego, czy tylko asysty i skurcze?

Treneiro: Borkowski jest bardzo szybki. Tylko na początek na treningach nie miał kontrola nad piłkę. Kazałem mu robić kilka ćwiczenia indywidualny i zrobił to po każdemu treningu. Jest ambitny i głodny gry. Pracuje ciężko na treningu.

Bogu dzięki. A więc po bramkach Eliasa Shehadee, Kamila Borkowskiego i Szymona Lewandowskiego schodziliśmy na przerwę z wynikiem 3:1. I to było wporzo.

Ben: Bardzo mnie ucieszyło, że nasz debiutant Kamil wpakował od razu bramkę i zaraz potem miał asystę. Także cieszę się, że Szymon (Lewy, Szymi) po ciężkiej kontuzji tak szybko wrócił do zespołu. To prawdziwy wojownik i super widzieć go strzelającego bramkę. Mamy jeszcze jedną mocną stronę: robimy zmiany i wchodzą cały czas zawodnicy tej samej jakości co ci, którzy schodzą.

Treneiro: Bartek nie mówił, że ma kontuzji, i startowałem z nim, i z jego strony było kilka łatwe ataków. Zmiana Bartka i Henryka na Półrolę i Sochę dała więcej do drużyny. Poza tym robiłem zmian w pozycjach po zmianie Bartka – Duc grał lewa obronę i Gaicki na prawa obronę. Socha i Ben grali razem w środku obrony.

No to pan namieszał, panie trenerze. O, jest Elias! Załapałeś się wreszcie do pierwszego składu, co? Opowiedz o swojej pierwszej bramce, tej z 19. minuty.

Elias Shehadee (Elias): Pierwsza bramka padła po podaniu od Bartka po lewej stronie. Wpadłem na pole karne sam na sam z bramkarzem i posłałem gałę po ziemi w prawy długi róg.

Konkret! Coś jeszcze się działo na boisku czy raczej nudy?

Elias: Tak, dostawałem w tym meczu więcej podań niż dotychczas. Być może dlatego, że ten przeciwnik nie znał mnie jeszcze zbyt dobrze, więc nie byłem tak kryty jak w poprzednich meczach, grałem też bardziej pośrodku.

Dobrze, o drugiego gola nie będziemy pytali, bo to był tylko gupi karny, każdy widział. Stałeś tyłem do bramki z dwoma obrońcami na plecach, odwróciłeś się gwałtownie, widzieli, że cię nie upilnują i posłali cię na glebę. Potem cała trybuna pobiegła, aby obejrzeć karnego z bliska, ciach!, bramka, 4:2 i pozamiatane. Nic ciekawego. Opowiedz, jak ci się grało w tym skwarze?

Elias: Grałem już w podobnych warunkach. Boisko dawało radę, więc nie był to jakiś wielki problem, choć trochę zabawy czasem było. Bardzo podobało mi się, że mecz zaczął się o godzinie dziewiętnastej, nigdy nie grałem o tak późnej porze.

Nocny marek… No dobra. A jak oceniacie kibiców? Jak zaczął się ten piekielny skwar, to część wymiękła i uciekła do domów. Reszta nie potrafi śpiewać, każdą piosenkę odpalają trzy razy, a jak już zaczną śpiewać, to dzieci w płacz i też chcą już do domu… Taka publiczność to jest dla was bardziej jak dwunasty zawodnik czy jak czerwona kartka przed meczem?

Lewy: Sama przyjemność trenować i grać dla takiej publiczności.

Pazdan: Serdecznie dziękuję kibicom…

No raczej…

Pazdan: …za ich obecność na sobotnim meczu pomimo brzydkiej pogody. Tak jak drużyna spisali się na medal! Wasza obecność na każdym meczu jest nie mniej ważna niż naszych obu drużyn (jemu chodzi o to, że mamy jeszcze kobiecą – przyp. red.)

Duc: Tak jak prosił trener, w sobotę każdy z nas zostawił serce na boisku. Mam nadzieję, że widać to było w naszej grze i że fani to docenili.

Kuba kapitan: A ja chciałbym podziękować dopingującym, bo naprawdę pomagali nam przez dziewięćdziesiąt minut mimo deszczu.

Elias: I would like to thank everybody, it’s really pleasure to play for AKS because you feel loved and appreciated.

Treneiro: Kibice naszym dwunastym zawodnikiem! Najlepsi! Ogromną dziękowania dla nich. Myślę, że byłoby fajnie wydrukować kilka bluzek dla kibiców z numerem 12!

Zrobi się, panie trenerze. Tylko żeby dalej wygrywali, nie? Dobrze, chce ktoś podsumować, bo trzeba kończyć tę donikąd nie prowadzącą gadaninę?

Pazdan: Mieliśmy lepsze karty w talii!

Borek: Stres robił swoje, a ja czułem, że nie dam rady.

Duc: Wprowadziliśmy do życia drużyny małą zmianę.

Ben: Duc to jest prawdziwa gaśnica.

Lewy: Worek się rozwiązał w mojej głowie.

Elias: Nigdy nie grałem o tak późnej porze.

Treneiro: Ustawiłem drużynę 4-4-1-1.

Kuba kapitan: Trener bardzo zadowolony.

O boski Don Pedro, skąd oni się wzięli?! Dziękuję panom serdecznie za taką rozmowę. Starczy.

Do naszego wirtualnego pub-roomu nie zmieścili się wszyscy nasi zawodnicy. To byłby dopiero raban. Ale jeszcze ich dopadniemy po kolejnych meczach, spokojna głowa. Lecz przede wszystkim nie pojawił się nasz bramkarz Jan Tomaszewski, gdyż zaraz po meczu poszedł powstrzymać Anglię. Tam jakiś Brexit czy PollTax, dokładnie nie wiadomo, w każdym razie sprawy najwyższej rangi. Jeden z naszych obrońców, niestety nie możemy za żadne skarby zdradzić który, gdyż bardzo, ale to bardzo prosił o anonimowość, powiedział tak: „Świetny mecz rozegrał nasz bramkarz. Jan Tomaszewski. W pierwszej połowie popisał się rewelacyjnym refleksem przy sytuacji sam na sam z jednym z zawodników Legionu. Moim zdaniem to był kluczowy moment w meczu”. Te słowa powiedział nikt inny jak Minh Duc Pham, żeby to było jasne. Ale my też to widzieliśmy. Janek powstrzymał Legion, broniąc z gradem lecącym mu prosto w oczy. Wiemy więc, że mamy kadrę pełną solidnych bramkarzy, którzy na zmianę, nawet w Gruziński Dzień na Szmulkach, gdy dopadnie nas potworny upał, wyciągną piłkę z kałuży.

Serdecznie dziękujemy naszym piłkarzom i trenerowi za tę jedyną w swoim rodzaju relację meczową. ZŁY!