Zdunek show na Pułtusk Arena. FUKS – AKS, 2:6

Pablopavo opowiada historię o dziewczynie z fartem, z fuksem, opowiada tę historię z ironią,

przesłanie warszawskiego barda jest gorzkie i kończy się tragedią.

Wynik niedzielnego meczu w Pułtusku z miejscowym FUKS-em

dla grających w nim dziewczyn też skończył się gorzką ironią.

A radością dla nas!

Wyjazd do Pułtuska rozpoczął się pod ruiną budynku Rotunda, która przez lata była ikonicznym miejscem spotkań dla dziesiątków zakochanych, dla tych, którzy dopiero mieli się zakochać, i dla tych, którzy szli się zatracić w Warszawie. Łza w oku Złego Reportera mogłaby się zakręcić na ten widok, gdyby nie był zły, a że był to widok szkieletu, skwitowany został jedynie siarczystym przekleństwem. Kiedy poprzednio Złe Dziewczyny grały z FUKS-em w Pułtusku symbol Warszawy wciąż jeszcze stał nienaruszony. Nieważne. W drodze do miasta fuksiarek rozmowy orbitowały wokół tematów wybitnie niemajówkowych: o przyszłych meczach i organizacji wydarzeń, o tym, jak zrobić rzeczy możliwe i niemożliwe. A widoczny za oknem po drodze Zalew Zegrzyński mienił się żaglówkami tych, którzy w długi weekend mogli i chcieli wypoczywać.

Sam Pułtusk przywitał nas herbatą i kawą, z termosu i automatu. Dziewczyny obu drużyn rozgrzewały się na naturalnej murawie dopieszczonej niczym trawnik przed najlepszą restauracją. Na murawie biegały żwawo piłkarki, zarówno ZŁEGO, jak i „one mające Fuks”, wymieniały pasówki i sprawdzały swoje bramkarki strzałami z dystansu. Garstka kibiców umościła się na krytej trybunie, kibice AKS-u zajęli lewy sektor, miejscowi zaś rozsiedli się po prawej. Szybka wizyta na ławce po listę zawodniczek i po chwili Źli Reporterzy byli gotowi do transmisji na żywo na Twitterze, fotografowania i obserwacji na rzecz czytanego właśnie sprawozdania.

Niemałą konsternację wywołało ustawienie Sylwii Dzidy na środku obrony, na której stoperowała razem z kapitanką Swoją. Wszyscy przyzwyczajeni byliśmy do gry Sylwii D. pod bramką, owszem, ale pod bramką przeciwniczek, nie pod własną. Nie dziwi zatem chwilowy zamęt u towarzysza Ćwierkacza, który z rozpędu ustawił Dzidę na „dziewiątce”, by potem szybko to ustawienie korygować. Sylwia była na widelcu wszystkich zgromadzonych i świetnie sobie z tą presją radziła. Wyprzedzała graczki z Pułtuska zawsze o krok, w walce powietrznej nie miała sobie równych i czyściła wszystko, na co decydowały się piłkarki FUKS-a. Akcje zaczepne w naszym wykonaniu polegały na częstych rajdach skrzydłami Marty Dawidziuk z prawej i Marii Zdunek z lewej strony boiska, a kiedy gra szła środkiem, boczne też nie odpuszczały i oskrzydlały akcje, idąc do końca za piłką. I właśnie po takiej akcji, która rozpoczęła się w środku pola, padł gol:  „Czarna” po dryblingu i zamieszaniu w polu bramkowym przepycha piłkę jeszcze dalej na prawo, gdzie akcję zamyka Dawidziuk. Dobiegając jakimś cudem do piłki, Marta ma już przed sobą tylko pustą bramkę, ale też niemalże zerowy kąt do pokonania. Radzi sobie z tą geometryczną zagadką znakomicie, uderzając piłkę zewnętrzną stroną stopy i mieszcząc ją w bramce odwiniętym rogalem. 1:0!

Niedługo później z linii defensywnej wyrywa się Dzida i pokonując kolejne metry boiska, posyła piłkę do wybiegającej na wolną pozycję Marty, a ta po krótkim podprowadzeniu piłki pod pole karne dośrodkowuje wprost na wbiegającą Marysię i zapewnia gola na 2:0. Akcja dynamiczna i jak z podręcznika: wyjście obrończyni robi przewagę, bo Dzidka kiwa na środku boiska kilka zawodniczek, skrzydłem już pędzi Marta i kiedy jest odpowiednio wysoko, dostaje piłkę, z którą zabiera się sprawnie pod linię pola karnego; z lewej strony akcję zamyka Marysia Zdunek i dostaje od Marty znakomite dośrodkowanie, z którego nie wypada nie skorzystać. Można takie akcje oglądać godzinami!

Po tych dwóch bramkach gra wcale nie zwolniła, wręcz przeciwnie. Złe ataki mnożyły się jeden po drugim. Prym na szpicy wiodły na przemian „Czarna” z Paulą. Raz jedna, raz druga wychodziły na czyste pozycje, jednak zawsze brakowało kropki nad i. Same wyjścia na pozycje strzeleckie zasługiwały na gromkie Ole! Po jednej z akcji sędzia podyktował rzut wolny z prawej strony narożnika pola karnego. W polu bramkowym zagęściło się od piłkarek, można było tam również dostrzec Sylwię Dzidę, która góruje wzrostem nad wszystkimi zawodniczkami. Piłkę z wolnego tym razem uderza Maria Zdunek: posyła loba nad wszystkimi dziewczynami, wraz z bramkarką, i nietknięta przez nikogo piłka wpada do bramki. Marysia cieszyła się z kolejnego gola w tym meczu! W międzyczasie z boiska zeszła Magda Lewandowska, którą na placu zastąpiła Danuta Wojciechowska. Na naszych oczach dochodzi więc do roszady w ustawieniu. Sylwia Dzida przeszła do grania w pomocy, pod linię ataku, na pozycję „dziesiątki”, a jej miejsce w bloku obronnym zajęła Danka. Chwilę po tej zamianie ról wybrzmiewa ostatni gwizdek pierwszej połowy.

W przerwie wyszło słońce i chociaż świeciło dla obu drużyn, to jednak dla ZŁEGO jakby bardziej. Fuksiarki do szatni zeszły szybciej, wiedziały, że czeka je tam dłuższa rozmowa taktyczna, że muszą sobie poukładać nieco inaczej swoją grę, bo nie wychodził im ten mecz zupełnie. Do przerwy 0:3 na korzyść ZŁEGO.

Na drugą połowę dziewczyny z FUKS-a wychodzą z jedną zmianą na prawym skrzydle. I właśnie tą stroną boiska na początku gry rozwinęła się jedna z nielicznych akcji piłkarek z Pułtuska, a kiedy już się zdawało, że akcja spali na panewce, Danka nonszalancko zagrywa w obronie i piłkę przejmuje fuksiarka, która poszła za akcją do końca, i doskonale wie, co z tą piłką zrobić: Mariola w bramce zostaje skutecznie przelobowana, miejscowe mogą się cieszyć z gola na 1:3, a Złe musiały sobie powiedzieć bez owijania w bawełnę, co w tej akcji się wydarzyło.

Po wznowieniu gry ze środka boiska nie było już po Złych widać syndromu straconego gola – jeszcze dwa w zapasie dawały dziewczynom pewność siebie. To z kolei znalazło wyraz w slalomie-gigancie Pauli Łężak, która po wyminięciu bodaj wszystkich piłkarek FUKS-a wychodzi sam-na-sam i z 11. metra posyła lobem piłę do bramki… ale niestety moc obliczeniowa nieco zawiodła, o jakieś 3 centymetry, bo to tylko poprzeczka. Ataki ciągnęły jeden za drugim, dryblingi były coraz efektowniejsze. Nie upłynęło wiele czasu, gdy w pole karne wpada Czarna i upada na ziemię, wytrącona z równowagi, a pełen powagi sędzia wskazuje na wapno oraz wyciąga żółtko z kieszeni, które podnosi nad głowę fuksiarki. Na 11. metrze przy piłce stoi już Swoja, niezawodna kapitanka. Bierze rozbieg, spoglądając w lewy róg – swój lewy róg – a strzela w prawy – swój prawy. Bramkarka zmylona tymi spojrzeniami i stronami nie zdąża z interwencją i robi się 4:1. Przywykliśmy już wszyscy, że Złym ciągle mało i po każdym zdobytym golu grają, jakby było 0:0, albo lepiej nawet – jakby przegrywały i trzeba było gonić wynik. Tuż po wznowieniu gry akcja popłynęła środkiem pola, z którego to podanie otrzymuje Marysia. A że podanie jest prostopadłe i za linię obrony, to Marysia staje oko w oko z bramkarką FUKS-a i płaskim strzałem w prawy róg pakuje piłkę do siatki. Czyli jest upragniony hat trick! Po tym golu nastąpiła mocna mobilizacja w szeregach FUKS-a, gospodynie przycisnęły nieco mocniej z pressingiem i to poskutkowało błędem przy wybiciu piłki przez Mariolę, która podała wprost do fuksiarki, jednak ta zaskoczona w równym stopniu co wszyscy na stadionie i boisku, nie potrafiła z tego prezentu skorzystać. Jedyną, która wiedziała, co się w tamtej chwili wydarzyło, była Mariola, i osobiście piłkę-prezent zabrała, skoro się nie podobał. Końcówka meczu składała się z widoku zmęczonych już gospodyń oraz niestrudzonych rajdów Czarnej. Nieskończona ilość jej dryblingów w tym meczu musiała w końcu znaleźć przełożenie na bramki, matematyka nie myli się w takich sytuacjach i nie pomyliła się też Czarna, która przy entej próbie wreszcie pokonuje bramkarkę z Pułtuska i wpisuje się na listę strzelczyń, jako szósta. Stoper odliczający chwile do końca meczu już prawie się zatrzymał, ale sędzia jeszcze nie zagwizdał i ten czas wykorzystała zawodniczka gospodyń z numerem 10 na plecach: przejmuje zbyt lekkie podanie do Marioli, mija ją i spokojnie pakuje piłkę do pustej bramki. Po tym golu sędzia odgwizdał koniec meczu.

Wygrana z FUKS-em daje Złym Dziewczynom w sumie już 29 punktów w sezonie. Czyli strata do liderek z Baboszewa – po ich niespodziewanej porażce z WAP-em – stopniała do 5 oczek. Przed nami jeszcze sześć kolejek, w tym mecz u siebie z przodującymi Orlętami Baboszewo, zatem sprawa awansu nadal jest otwarta. Z Pułtuska wracamy żwawo, zdążając jeszcze uszczknąć co nieco z majówkowego weekendu, a żaglówki na Zegrzu nadal dryfują.