Ponczo i pączo – o tym, jak podejmować zawadiackich Amigos

Cóż to był za mecz, cóż to był za dzień!

Inauguracja ligi nie mogła się zacząć lepiej dla naszej męskiej drużyny.

Wygraliśmy spotkanie z wiceliderem, na trybunach panowała radosna atmosfera, a nasz piknik meksykański pomimo chłodu odwiedziło ponad 150 osób.

Ale od początku…

Pierwszy mecz rundy rewanżowej 25 marca 2017 r. znów przyszło nam rozegrać ze spadkowiczem z A-klasy, drużyną Amigos Warszawa. Jest to najbardziej doświadczony zespół w stawce, co na boisku widać zarówno po poprawnej taktycznie, jak i mocno agresywnej postawie, w tym także po wywieraniu presji na piłkarzy i sędziego. Jako klub chcieliśmy okazać staropolską gościnność, więc specjalnie dla naszych Amigos-przeciwników (ale i dla naszych amigos na trybunach!) przygotowaliśmy oficjalny Meksyk na Szmulkach – święto tego kraju w wydaniu stadionowym. Przy uprzejmej pomocy meksykańskiej ambasady, restauracji Ye Ye oraz wydawnictwa PWN przywdzialiśmy sombrera i inne meksykańskie akcenty ubraniowe, serwowaliśmy chili con carne i sin carne, a nad naszymi głowami powiewała flaga Meksyku. A do tych propozycji tematycznych dorzuciliśmy kawę i pączki (¿pączos?)– jako element kuchni fusion! Bardzo się cieszymy, że futbol i festyn przyciągnęły ponad 150 pozytywnych osób na trybuny. Piłkarsko wiedzieliśmy, czego się spodziewać po przeciwniku, i zgodnie z oczekinaniami mecz obfitował w ostre zagrania. Już w 10. minucie meczu uparta szarpanina za koszulki zakończyła się podwójną żółtą kartką (otrzymali ją Dariusz Mogielnicki po naszej stronie i Rafał Dziedzic u Amigos), a potem w 30. minucie ostre wejście amigosa zaowocowało kontuzją naszego włoskiego obrońcy Martino Burana (na boisku pojawił się za niego Szymon Lewandowski). W dużej mierze były to najbardziej godne zapamiętania wydarzenia pierwszej połowy. Strzałów nie było wiele, choć i my, i Amigos zaliczyliśmy po dwie groźne próby. U nas raz tuż obok słupka strzelał Elias Shehadee, a niedługo potem Henryk Nguyen miał piłkę na 12. metrze, ale lekko odchylony huknął nad poprzeczką. Mecz się robił niestety diablo zaciekły, a kolejne kartki otrzymali Elias Shehadee (AKS) oraz Adam Woźniak (Amigos).

 

W przerwie dzieciaki rozbiły wspaniałą piñatę z trzema kilogramami cukierków. Taką i tylko taką przemoc na stadionie akceptujemyJ. Rozlosowaliśmy też ufundowane przez PWN 800-stronicowe knigi o zacnej nazwie Nowa historia Meksyku – Patrykowi i Magdzie, szczęśliwym zwycięzcom, serdecznie gratulujemy!

Na drugą połowę wychodziliśmy z jedną zmianą – za Henia Nguyena na placu pojawił się Tomasz Mirowski, a następnie w 70. minucie za Duc Minh Phama wszedł Kamil Półrola. Obraz gry właściwie się nie zmienił, sędzia często musiał używać gwizdka, a na boisku czuć było sporą nerwowość. Wynik wciąż był otwarty, a mecz wyrównany i można się było spodziewać wszystkiego. I faktycznie, w 70. minucie po centrze i zamieszaniu w polu karnym piłka spadła pod nogi napastnika Amigos. Czwarty metr, a nasz bramkarz zbierał się z ziemi po interwencji przy przeciwległym słupku, gol musi paść, stało się… – chyba to musiał sobie pomyśleć już każdy kibic. Ale wtedy nastąpił cud, teleportacja, bilokacja, nie wiadomo co, dość powiedzieć, że Łukasz Salkiewicz – nasz nowy bramkarz w kadrze – wybronił ten strzał. „Kochany jest”, powiedział któryś kibic, a wszyscy nabrali pewności, że Opatrzność jest dziś po naszej stronie (zmotywowana przez obecne tego dnia na stadionie dwie figurki meksykańskiej Matki Boskiej). Doping od tamtej pory nasilił się i w 78. minucie nastąpił kolejny cud: w walce o piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bramkę strzelił Dominik Kajak z Amigos. Na nasze szczęście była to bramka samobójcza. W naszych sektorach kibicowsko-prezesowskich doszło do eksplozji radości, ale niestety rosnąca frustracja amigosów sprawiła też, że mecz zrobił się jeszcze ostrzejszy. Goście nacierali, Zły kontratakował i właśnie 87. minucie piłkę na skrzydle dostał Elias Shehadee. Pognał w swoim stylu przed siebie i korzystając z luki w obronie, wbiegł przed ostatniego obrońcę, który praktycznie nie miał wyboru i musiał naszego zawodnika sfaulować, a sędzia bez zawahania wskazał na wapno. U nas znów wybuchł szał radości, bo oto miał się skończyć horror – przecież przewagi dwóch bramek w 5 minut prawie się nie da stracić? Do piłki na linii jedenastek pewnym krokiem podszedł poszkodowany, mistrz suspensu Elias… który niestety tylko z całej siły obił poprzeczkę! I znowu zrobiło się nerwowo, nasi zawodnicy próbowali grać na czas, ale z marnym skutkiem: schodzący zbyt wolno z boiska Łukasz Sękulski obejrzał żółtą kartkę. A ponieważ była to już jego druga żółta w tym meczu, więc ostatnie trzy minuty musieliśmy grać w dziesięciu. Zawał serca normalnie… Dzwonić po karetkę? Co się stało w tych ostatnich trzech minutach, pamiętamy jak przez mgłę: na boisku chaos i nerwowość, tracący kontrolę nad sobą rywale, trybuny pogrążone w nieustannym pozytywnym śpiewie, by dać chłopakom ten jakże potrzebny zastrzyk energii, aż w końcu jest!, gwizdek, koniec zwarcia. Ostatecznie więc wygraliśmy z wiceliderem 1:0 i wyraźnie skróciliśmy dystans do czołówki. Po meczu czerwoną kartkę dostał jeszcze rozpaczający piłkarz Amigos, który nie wiadomo czemu pretensje miał do naszych piłkarzy, sędziego i wszystkich dookoła, tylko nie do siebie. Nawet smakowitym chili con carne nie mógł się pocieszyć, bo kibice zjedli wcześniej wszystkie porcje:-)

 

Co za dzień… co za emocje. Walka o drugie premiowane awansem miejsce do A-klasy stoi otworem, ale teraz trzeba sukcesywnie wygrywać wszystko! Czy damy radę? Za tydzień w niedzielę jedziemy do Pilawy, gdzie zagramy „mecz o 6 punktów” z wyprzedzającą nas w tabeli Burzą. W Warszawie wygraliśmy, więc rywale są żądni rewanżu i na pewno nie będzie to mecz łatwiejszy od sobotniego. Zapraszamy wszystkich chętnych do wycieczki podstołecznej, by niedzielne popołudnie (2 kwietnia) spędzić na przykład na wycieczce rowerowej po Mazowieckim Parku Krajobrazowym z przystankiem w Pilawie – chłopakom na pewno przyda się gorące wsparcie. Wcześniej, bo w sobotę, swoje rozgrywki z kolei grać zaczynają Złe Dziewczyny i sytuacja jest identyczna: gramy z lepszą o jedną pozycję w tabeli Warszawską Akademią Piłkarską. To sam początek rundy, ale będą to dwa mecze niezwykłej wagi. Mecz żeński odbędzie się przy Kawęczyńskiej 1 kwietnia, ale żarty się skończyły! Do zobaczenia!

 

KG

Wielka i zasłużona radość – to było jeżdżenie na tyłkach przez pełne 90 minut meczu!