Złe Dziewczyny, dobra gra. Podsumowanie gry damskiego ZŁEGO jesienią w IV Lidze Kobiet.

Piłkarska jesień kobiet z AKS-u w IV lidze zaczęła się 03 września 2016 r. w warszawskim Rembertowie. Zainaugurowała ją porażka 1:3 z Warszawską Akademią Piłkarską. Dziewczyny z akademii, radziły sobie wówczas znacznie lepiej od akaesiaczek, wszędzie było ich pełno, przewyższały nasze zawodniczki wybieganiem i zgraniem. W tym meczu dało się ewidentnie dostrzec, że to był pierwszy mecz Złych o stawkę. Honorowego gola w tym spotkaniu zdobyła, jak się później okazało   bramkostrzelna, Paulina Łężak.

Zaliczyliśmy niewesoły debiut, niestety w następnej kolejce, w której to znowu AKS grał w Rembertowie (w roli gospodyń, ale jednak na wyjeździe) dziewczyny poniosły drugą porażkę. Tym razem rozmiar przegranej był nieco wyższy. Orlęta Baboszewo ograły Złe aż 2:5. Mecz ten miał swoją specyfikę. Chociaż był to 11 września, panowała mocno letnia temperatura, a mecz rozgrywany o godzinie 11 toczony był w pełnym słońcu. Lejący się z nieba żar miał pewien wpływ na dynamikę gry naszych dziewczyn. Zainkasowanie pięciu goli z pewnością zabolało drużynę i zgromadzonych kibiców, ale takie porażki są wliczone w każdy sport. Zdarza się, że dzięki nim drużyna odbija się od dna i właśnie tak było z AKS-em.

Po porażce z Orlętami, dziewczyny pojechały na skraj Mazowsza do dalekiego Łochowa. I w tym meczu akaesiaczki pokazały charakter i choć długo przegrywały jedną bramką to grały do końca. W 84. minucie Anna Szulecka dała Złym gola i tym samym jeden punkt. Zwiastowało to przebudzenie drużyny, bo nic tak nie krzepi nadziei, jak uratowanie wyniku w doliczonym czasie gry. To było przełomowe 2:2.

Kolejne trzy mecze przyniosły komplet 9 punktów i za każdym razem rezultat 4:1. W pokonanym polu znalazły się Fuks Pułtusk, LKS Mszczonowianka i Warszawska Akademia Piłkarska. Ten ostatni mecz był już rundą rewanżową, i trzeba przyznać, że dziewczyny podeszły do spotkania wyjątkowo ambitnie. Odgryzły się akademiczkom z nawiązką jednego gola. Szczęście naszym zawodniczkom przyniósł stadion na Kawęczyńskiej, czyli nasza Don Pedro Arena. Wreszcie udało się im na nim zadebiutować i kobiety od razu zaczęły śrubować zwycięską serię. Listę ofiar otworzyły właśnie FUKS i WAP. Na oba spotkania przyszło kilkaset kibiców i kibicek, a mecze te stanowiły niejako kontynuację meczów drużyny męskiej, rozgrywanych tego samego dnia tylko wcześniej. Szczególnie wartym wspomnienia wydarzeniem był opisywany tu rewanż z WAP w trakcie niesamowitego dnia wietnamskiego, pełnego wydarzeń kulturalnych i kulinarnych, które nawiedziło mnóstwo fanów i rozmaitych gości. Poza tym seria trzech zwycięstw z bilansem bramek 12-3 była imponująca. Ukształtowany słabymi wynikami na początku rundy charakter zaczął być widoczny i przekładać się na lepsze wyniki na boisku. Było jasne, że do Baboszewa dziewczyny jadą po rewanż za porażkę 2:5.

I w Baboszewie Złe Dziewczyny już nie odstawały tak mocno od rywalek, jak w pierwszej konfrontacji z tą drużyną. Gra była wyrównana, chociaż już w 10. minucie AKS stracił gola. Jednak tuż przed przerwą niezawodna Sylwia Dzida doprowadziła do remisu. Niestety i tym razem Orlęta okazały się silniejszym zespołem i po decydującej bramce drugi raz w rundzie pokonały Złe. Jednak tym razem różnicą tylko jednego gola.

22 października do Warszawy przyjechały dziewczyny z Łochowa. Po pierwszym meczu mogły mieć nadzieję, że rewanż ułoży się po ich myśli. Nie spodziewały się jednak, że na Don Pedro Arenie, wszystkim przyjezdnym gra się wyjątkowo ciężko. Piłkarki Łochowa dały sobie tego jesiennego wieczora nastrzelać 8 goli i z pewnością wracały do domu w podłych nastrojach. Rekordowa ilość bramek to zasługa m.in. Pauliny Łężak, która ustrzeliła w tym meczu swojego pierwszego hat tricka w Złych barwach.

W kolejnym, przedostatnim już meczu rundy, Złe Dziewczyny wyjechały do Pułtuska, by skromnie wygrać tam 1:0. Gola na wagę trzech punktów zdoyła Paulina Łężak. I to 1:0 można uznać za taktyczne uśpienie przeciwniczek ze Mszczonowa przed ostatnim meczem. Jednak punktem odniesienia dla mszczonowianek nie powinien być mecz z Fuksem, tylko domowy mecz z łochowiankami rozgrywany wszak przy Kawęczyńskiej 44.

Ostatni mecz rundy odbywał się już w mocno jesiennej aurze. 5 listopada był zimnym dniem, ale na boisku i trybunach tego nie było widać . Nie był to już dwumecz AKS-u, gdy jednego dnia grają drużyna męska i żeńska – panowie już zakończyli rundę, a mecz miał wybitnie żeńską wymowę. Klub organizował akcję „Kobiety na stadiony”! Koncert, masaże i warsztaty z sitodruku, dzięki czemu udało się przyciągnąć na trybuny mnóstwo kibiców i zwłaszcza kibicek, stanowiących tego dnia zdecydowaną większość na trybunach. Dziewczyny ze ZŁEGO chciały mocno zapaść w pamięć tak licznie zgromadzonej widowni i ponownie urządziły strzelecki spektakl. Mecz wyglądał niczym trening gry ofensywnej. Przy hucznym akompaniamencie kibiców i kibicek AKS wygrał 10:0. Hat trick ustrzeliła Sylwia Dzida i dzięki temu meczowi została najlepszą ligową strzelczynią drużyny wyprzedzając Paulinę Łężak (szczegóły poniżej). Dziewczyny rozegrały tego wieczoru naprawdę galaktyczne spotkanie i w pełni kontrolowały przebieg gry.

W statystykach jasno widać, że Don Pedro Arena to miejsce, gdzie dziewczynom gra się znacznie lepiej niż na wyjazdach. Na 5 meczów domowych – mając w pamięci, że jeden domowy rozgrywany był de facto na wyjeździe, bo w odległym Rembertowie – dziewczyny odniosły 4 zwycięstwa. Wyjazdowy bilans prezentuje się nieco słabiej i nad tym ewidentnie drużyna musi popracować w rundzie wiosennej; w delegacjach akaesiaczki odniosły

dwie wygrane, dwie porażki i jeden remis. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że przy K44 dziewczyny strzelają wyjątkowo gęsto – aż 26 z 37 ogółem strzelonych goli padło na własnym stadionie.

Najwięcej zdobytych bramek po zakończeniu rundy jesiennej ma na koncie Sylwia Dzida – 9, druga w kolejności jest Paulina Łężak – 8, trzecie w klasyfikacji są Maria Zdunek i Joanna Radzięda – zdobyły po 4 gole. Jeśli chodzi o ten element gry, to na listę strzelczyń w rundzie jesiennej wpisywało się aż 12 zawodniczek.

Akaesiaczki w 10 meczach straciły 15 goli, trzy razy zachowując czyste konto.

W klasyfikacji fair play, dziewczyny ze Złego należą raczej do elity, nie są takie złe, jakby mogło wynikać z nazwy. Żółtych kartek uzbierały raptem pięć, czerwonej natomiast ani jednej.

Podsumowując, widać wyraźnie, że w trakcie rundy dziewczyny nabrały rozpędu. Pierwsze trzy mecze były potrzebne na przetarcie, dwie porażki i remis dały piłkarkom Danuty Wojciechowskiej jasny obraz, co jest konieczne do poprawy w grze o punkty. Dziewczyny tę grę od czwartego meczu sukcesywnie poprawiały, i to nie przypadek, że najwyższe ligowe zwycięstwo w rundzie odniosły na koniec.

Na rundę wiosenną patrzymy więc z ogromnymi nadziejami.