W zimowy sen z 10:0 pod kołdrą. Relacja

14993339_10154732279893385_503168496806939865_n

Ta ostatnia niedziela, była tym razem sobotą. I chociaż Pan Mieczysław śpiewał o utraconej miłości, trudno się oprzeć wrażeniu, że czegoś po tej „ostatniej sobocie” będzie brak. Nim łzy popłyną po policzkach, a smutek zagości na twarzach Złych kibiców, czas przeżyć 10 razy euforię płynącą z radości po strzelonych golach na Don Pedro Arenie, ostatnich golach widzianych w tym roku.

Nie wszystko jednak tej soboty było ostatnie, pojawiły się też rzeczy, które były pierwsze. Pierwszy w historii koncert na meczu AKS ZŁY zaprezentowała nam Agnieszka Olszewska z zespołu Back To The Ocean. Akustyczny one-girl show rozgrzał publiczność w przerwie meczu, a dźwięki muzyki płynęły z naszego niezawodnego tarasu, który daje schronienie w najbardziej ulewnych chwilach. Tym razem taras był sceną, a płyta murawy zapełniona została przez fanów muzyki alternatywnej. Również pierwszy raz była możliwość zrobienia sobie samodzielnie Złej koszulki na naszym meczu – czego się nie robi dla Złych kibiców! I tak oto każdy kibic, który przyszedł ze swoim płótnem, mógł wyjść z meczu z nadrukowanym symbolem „Z”. A możliwe to było dzięki fantastycznej ekipie Kwiaciarnia Grafiki, która mimo przenikliwego chłodu powodującego grabienie dłoni zadrukowywała bez wytchnienia tekstylia.

14900450_1114235022024152_1225313609001065560_n

A sam mecz? Co tu dużo mówić, piłkarki AKS-u wzięły sobie do serca piłkarską prawdę o godnym pożegnaniu z kibicami i wstrzeliwały się raz za razem w bramkę Mszczonowianki. Ewidentnie dziewczyny chciały zapaść w pamięć wszystkim zgromadzonym na stadionie, raz żeby nakarmić głodnych kibiców na zimową przerwę, żeby jakoś przetrwali do wiosny, a dwa coby na wiosnę przyszli z głodem atrakcji.

Tuż po rozpoczęciu meczu, w zamieszaniu w polu karnym Mszczonowa, najsprytniejsza okazała się nasza napastniczka Sylwia Dzida i nim się wszyscy spostrzegli, już było 1-0 dla AKS-u, a na trybunach zawyła syrena, zwiastująca „pożar” w zespole przyjezdnych. Nie minęło 5 minut, w uszach jeszcze nie przestało dzwonić, a padł drugi gol dla Złych. Tym razem po chóralnym ataku całego zespołu; jedynym sposobem na zatrzymanie natarcia Złych był faul przed polem karnym. Piłkę uderzyła Irena Michalak i to w taki sposób, że interweniująca bramkarka Mszczonowianki nie miała żadnych szans na wyjęcie tego strzału. I znów „pożar”, syrena rozbrzmiewa po raz drugi. Cieszą się kibice, cieszą się piłkarki, cieszą się też okoliczni mieszkańcy, bo na Kawęczyńskiej dziewczyny dalej w natarciu. Mecz zdominowany był przez AKaeSiaczki, a najlepiej obrazować to może pytanie kibicki, która pierwszy raz w życiu była na meczu: „dlaczego one grają tylko na tamtej połowie?” – otóż dlatego, droga koleżanko, że Złe miały tego dnia chrapkę na rekord. I dziewczyny szły na ten rekord uparcie, co chwila zawiązywały akcje zaczepne, czy to wrzucając piłkę w pole karne przeciwniczek, czy też robiąc dryblingi niczym z gry komputerowej. Można by na to patrzeć w nieskończoność z rozrzewnieniem, mając w głowie romantyczne chwilo, trwaj!, ale kibic ma swoje obowiązki, a prowadząca w pierwszej połowie doping Ruda, z zespołu Klipsy Panda,ruda nie pozwalała o nich zapominać, co i rusz intonując inną kibicowską przyśpiewkę. I zgromadzeni ludzie z Kulturalnego Klubu Kibica z nieukrywaną radością szli w ten klimat, krzycząc co tchu, że to AKS dzisiaj wygra mecz, a do nieba zabierze ich PKS. Pani na spacerze z psem, za ogrodzeniem Don Pedro Areny, myślała pewnie, że to niedorzeczne, ale przekonałaby się, stojąc wśród nas, że to absolutna prawda, żadna niedorzeczność, ten PKS. Meczowa połowa u Pań trwa 40 minut i już powoli jej czas dobiegał końca, bez końca natomiast mnożyły się akcje Złych. Na wolne pole piłkę dostaje Aga vel Czarna, hipnotyzuje bramkarkę Mszczonowianki i wtacza obok niej piłkę do bramki – 3:0. A skoro gol, to i syrena. Płocki operator syreny strażackiej – ochotniczej chyba – kręci po raz trzeci. I jakby sędzia uznał, że syrena strażacka lepiej się spisuje niż gwizdek: w tym momencie skończył pierwszą połowę meczu.

Przerwę, jak wspominałem wcześniej uświetnił akustyczny koncert Back To The Ocean. Zmarznięci kibice mogli potupać nogami w takt muzyki, i ogrzać się ciepłymi napojami serwowanymi przez niezawodnych Złych Działaczy. Jak zwykle też przy okazji meczów na Kawęczyńskiej 44, można było skorzystać z rozgrzewającego dotyku masażystów Masażowni, którzy uwielbiają masować naszych kibiców, a nasi kibice uwielbiają być przez nich masowani – sytuacja win-win. Takie Złe relacje międzyludzkie lubimy.koncert

Druga połowa to nadal ataki piłkarek AKS-u; dziewczyny nie były gościnne tego wieczoru dla gości. Tuż po gwizdku, Złe wykonują rzut rożny, a z trybun słychać donośne: Róg! Róg! Róg! Gol! Gol! Gol! Czary działają nie tylko w bajkach, Paulina Łężak wrzuca piłkę na głowę Sylwii Dzidy i dziewczyny mogą przebiec obok trybuny mówiąc: Chcieliście? To macie!. Syrena obwieszcza gola kolejny, czwarty już raz. Dosłownie kilka sekund później AKaeSiaczki znów atakują, atak ten kończy się faulem w polu karnym, a to wiadomo co oznacza – rzut karny. Faulowana była Dzida, a do piłki podchodzi Swoja. Swoja bynajmniej nie czuje się nieswojo w takich sytuacjach. Rzut karny pewnie zamienia na gola, 5:0. Strażak już biegnie do pożaru, syrena rozbrzmiewa na Szmulkach piąty raz, to nie Rzym płonie, to Don Pedro Arena oznajmia, że dzieje się tu historia niebywała. Niebywała, bo dziewczynom gra się nie nudzi: żadnego rozprężenia, mecz wciąż toczy się na połowie mszczonowianek, posiadanie piłki prawie 100%, obrończynie z drużyny przeciwnej mają dzisiaj mocny trening linii defensywnej – na pewno poskutkuje w rundzie wiosennej! Pójść za ciosem – to kolejna piłkarska prawda, którą dziewczyny 5 listopada zastosowały w praktyce. Był gol na 5:0, to musi paść i na 6:0, a o to posstrzaltarała się Dzida, która niczym baletnica obtańcowała bramkarkę przyjezdnych i do pustej bramki oddała strzał, który niechybnie rozerwałby siatkę, gdyby ta nie była zrobiona z wytrzymałego tworzywa. Dzida tym samym kolekcjonuje hat trick i zgodnie z tradycją do domu zabrałaby piłkę, gdybyśmy tylko mieli ich nadmiar, ale oczyma wyobraźni widzimy wszyscy, jak Sylwia tę piłkę wynosi ze stadionu. Na ławce Mszczonowa można by już pewnie usłyszeć: Panie sędzio kończ pan ten mecz, ale dziewczyny przyjezdne nie pękają, biegają, walczą i gryzą sztuczną murawę niczym wilki ze mszczonowskich lasów. A na trybunach naszych stoją kobiety, bo to dzień kobiet, chociaż jeszcze nie marzec. Kobiety na stadiony, na traktory, na dźwigi, na wszystko, no bo co? I kobiety to robią, a jakże, mężczyźni też, ramię w ramię zdzierają gardła dla AKS-u. Wynik już na ten moment był hokejowy, ale apetyty jeszcze nie zostały zaspokojone – przynajmniej wedle piłkarek Złego. Maria Zdunek nie czeka na ostatni gwizdek, nie myśli o kolacji, a tym bardziej o ciepłej kołdrze, w głowie ma tylko strzelenie gola, skoro weszła na boisko w drugiej połowie. A myśli trzeba zamieniać w czyny, niektóre przynajmniej i Maria ten czyn uczyniła, strzelając siódmego gola dla AKS-u i kolejny raz tego wieczora dając okazję do rozbrzmienia syrenie strażackiej. „Szmulki płoną, płonie cały kraj, Szmulki płoną, płonie piąty listopad”. 7:0 to niemało, ale tylko zdaniem mszczonowianek, bo chociaż robią co mogą, to AKaeSiaczki są tego dnia nie do zatrzymania. A od 7:0 do 8:0 niedaleka droga, mija kilka minut i mierzonym strzałem, niczym przy stole bilardowym Paulina Łężak pakuje piłkę do siatki. Strażak uwija się niczym w ukropie, żeby nadążyć z oznajmianiem światu, że Złe są głodne i zjadają kolejne gole niczym w Wielkim żarciu pożerane były kolejne dania. Ale Złym nie grozi przejedzenie, bo goli nigdy za wiele, nimi nie można się przejeść. Gole numer 9 i numer 10 to dzieło Joanny Radziędy – i właśnie dublet Asi kończy ten widowiskowy mecz.

feta

Płocki strażak 10 razy uruchamiał syrenę, szmulkowianie 10 razy otwierali okna, żeby zobaczyć, gdzie się pali, a Źli kibice przez pełne 80 minut zdzierali gardła ku chwale Wielkiego AKS-u. Oczu ze zdumienia nie przecierał nikt, bo, że będzie magia na K44, to wiedzieli wszyscy. Chociaż kończy się runda i nadchodzi zima, to ZŁY nie zasypia, bo ZŁY to nie niedźwiedź, ani nie bóbr, to tkanka miejska, osadzona w prawobrzeżnej Warszawie, a zasięgiem obejmująca całą Polskę. Obserwujcie nas, bo w przerwie meczów grać nie będziemy, ale na pewno będziemy dalej robić magię.

Zdjęcia: Bart robi zdjęcia.