Fuks – Zły 0:1. Pułtusk padł, choć zamek stoi (relacja żeńska z 9. kolejki)

wynik

 

 

Ostatni dzień weekendowy października spędziłyśmy w przepięknym Pułtusku. Przepięknym, choć deczko odległym – dlatego należało ponownie skorzystać ze Złotego Dyliżansu, którego woźnica jest wiernym kibicem Złych Dziewczyn. 60 km minęło jak ze złotego bicza strzelił, zwłaszcza że bezlitośni Źli Działacze wymyślili zawodniczkom niebezpieczną rozrywkę na czas podróży: podpisywanie pierwszego historycznego plakatu obu drużyn ZŁEGO na krętej drodze wiodącej przez Legionowo i Serock. No ale co się działo dalej?

rynek_pultusk
Widok na dzwonnicę na rynku. Zamek hen, za plecami fotografki.

 

zimno-ale-pod-dachem
Kibice rozpierzchli się przed zdjęciem i zimnem, no ale dach stoi i na głowy nie pada.

Obyło się bez kontuzji wewnątrzautokarowych, dzięki czemu drużyna mogła zagrać w według trenerki optymalnym na ten dzień ustawieniu: Mariola Kornacka w bramce, Ola Reduch na lewej obronie, Sylwia Swoja i Danka Trenerka na środku defensywy, z prawej Magda Stefańska, w pomocy od lewej Irena Michalak, Paulina Łężak, Sylwia Dzida i Ania Szulecka, w ataku zaś – Aga Boczkiewicz z Kasią Stamburską. Na ławce gotowe do wejścia w każdej chwili były Magda Bryk i Kasia Panda oraz niezawodny Robert, który jednak wejść nie mógł. Za ławką rezerwowych gości wyrastała potężna trybuna pułtuskiego MOSiR-u, na której przycupnęli pozostali pasażerowie czterokołowego „Marzyciela”: kilkanaścioro kibiców i kibicek Złych Dziewczyn, w tym jedna rodzina wielopokoleniowa obecna na wszystkich meczach żeńskiej ekipy (dziękujemy!). Ziąb i groźne chmury nie odstraszyły też fanów drużyny gospodyń – naliczyliśmy ich aż 30, chociaż żywy doping jeśli już, to wychodził raczej z naszego sektora 🙂

Na dzień dobry rozbeczało się niebo, rosząc rzęsistymi łzami całe boisko wraz z rozpoczynającymi mecz zawodniczkami obu drużyn. Upiekło się natomiast kibicom, gdyż obiekt w Pułtusku jest zadaszony – to chyba jedyny taki przypadek w IV Lidzie Kobiet. Na pewno żeńska drużyna Fuksa jest oczkiem w głowie lokalnych decydentów, co nas wyjątkowo cieszy. Kobiecy futbol staje się coraz popularniejszy i zaskakuje atrakcyjnością nawet na najniższych szczeblach. Oby tak dalej!

mobilizujemy_sie
Mobilizujemy się, dziewczyny, mobilizujemy!

Złe Dziewczyny oczywiście myślą o szczeblach wyższych niż najniższe, ale do realizacji takich myśli potrzebne są punkty po prostu w każdym kolejnym meczu. Co prawda w ostatnim spotkaniu nasze rozbiły łochowski bank, a przy pierwszej okazji u siebie pokonały Fuks, po falstarcie rozpoczynając trucht w górę tabeli, ale przecież i w tym pułtuskim meczu należało nabiegać się od nowa, a krótkotrwałe oberwanie chmury nie mogło nas zastopować w żadnym wypadku. Rozpoczęło się wspaniale, bo od trzech bardzo groźnych akcji AKS-u. Dwie pierwsze jeszcze nie przyniosły powodzenia, udało się jednak za trzecim razem: ustawiczne zamieszanie w polu karnych pułtuszczanek doprowadziło do sytuacji, w której bramkostrzelna Paulina mogła skutecznie przepchnąć piłkę za kluczową linię. ¡ Olé ! Po paru minutach więc zrobiło się 1:0 dla Złych i można było powoli myśleć o wycieczce w przerwie na najdłuższy rynek w Europie, zwieńczony z jednej strony potężną wolno stojącą dzwonnicą, z drugiej zaś – gabarytowym zamkiem, w którym dziś znajduje się Dom Polonii.

 

przywitanie
Przywitanie przed meczem. W tle na barierkach dowód na to, że mecze kobiet mogą być wspaniałym nośnikiem reklamowym.

Niewątpliwie był to przełomowy moment meczu, bo fuksiarki musiały odtąd śmielej atakować, co owocowało groźnymi kontrami z naszej strony (niebawem po bramce Dzidka przyfasoliła w słupek, a nieco później klinowy wjazd Czarnej prawym skrzydłem zakończył się niesamowitym strzałem mierzonym w dalszy górny róg… strzałem niecelnym dosłownie o centymetry!). Zagrożenia pod naszą bramką nie było, ale żeby broniąca Mariola nam nie przemarzła całkowicie, trochę rozgrzewającej rozrywki zapewniła jej linia obrony. Dość szybko 9za szybko) wycofana piłka wymagała natychmiastowego wybicia, tymczasem golkiperka skiksowała okrutnie i zrobiło się naprawdę gorąco pod bramką Złych. Na szczęście szybko naprawiła swój błąd i do końca obecności na murawie sprawowała się nienagannie między słupkami. Nasza gra świetnie wyglądała w ataku pozycyjnym: wymieniałyśmy podania, Paula siała popłoch swoimi dynamicznymi dryblingami, a gdy piła docierała do linii ataku, mogłyśmy mieć pewność, że akcja zakończy się przynajmniej groźnym strzałem.

 

trener-tlumaczy
Trener tłumaczy fuksiarkom zasady wybijania piłki z autu.

Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Piłkarki obu drużyn spokojnym krokiem zeszły do szatni, czego nie da się powiedzieć o kibicach i kibickach – wszyscy bowiem, rezygnując z planów zwiedzenia rynku i zamku, popędzili czym prędzej do budynku klubowego, by szybko ogrzać się i łyknąć gorącej herbaty zapewnionej przez gospodarzy z Pułtuska (wielkie dzięki!, bezcenny to pomysł przy takiej zimnicy). Przerwa błyskiem dobiegła końca – sędzia gwizdkiem dał sygnał fanom, by opuścili ciepły kokon MOSiR-u i powrócili na trybuny. Po przerwie mecz długo wyglądał na bardziej wyrównany i zacięty, choć akurat sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. W tej sytuacji kibice ZŁEGO znaleźli nową rozrywkę: liczenie odgwizdanych błędów przy wyrzucie z autu: dwukrotnie przy naszych autach i bodaj osiem razy przy wyrzutach fuksiarek! Sędzia tego dnia był niezwykle skrupulatny, być może afiszował się znajomością przepisów przed blondwłosą sędziną boczną? Z drugiej strony piłkarki obu drużyn chyba zapamiętają na całe życie, że aut należy wybijać oburącz zza głowy, nie odrywając przy tym żadnej z nóg od ziemi.

 

to_nasza_pilkarka
Zamaskowany chuligan? Nie – jedna z rezerwowych piłkarek ZŁEGO dziękująca za doping na meczach rozrzuconych po całym Mazowszu. Ochrona termiczna tego dnia była na ławce konieczna…

Z biegiem czasu gra coraz wyraźniej przesuwała się pod pole karne pułtuszczanek. Leżak była o włos od strzelenia bramki sezonu – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego złożyła się do strzału z woleja z półobrotu niczym Zinedine Zidane onegdaj, ale znów nieco zabrakło. Po chwili odgryzły się fuksiarki, ale Mariola pewnie złapała piłkę. W tej akcji wpadła w nią napastniczka gospodyń, co skończyło się przerwą w grze i interwencją sanitariuszki. Na szczęście Mariola wstała i grała dalej, choć potem zmieniła ją Magda Bryk. Do kontuzji doszło też po drugiej stronie boiska: po fantastycznym lobie naszej piłkarki (piłka spadła dosłownie tuż za poprzeczką!) bramkarka Fuksa, która rozgrywała fantastyczne zawody, krzywo stanęła, wycofując się i rzucając do piłki. Dzielnie wytrwała do ostatniego gwizdka, po którym zbolała padła na ziemię. Chyba Achilles poszedł – poskarżyła się Złemu Reporterowi po meczu, wykazując się znakomitą znajomością mitologii greckiej. Wracając do sportowej oceny jej występu: zrobiła wszystko, by mimo przewagi ZŁEGO Pułtusk nie stracił więcej goli, ale Fuks po prostu nic nam nie strzelił. Pamiętajmy jednak, że to drużyna złożona z samych kilkunastoletnich piłkarek, które mogą grać coraz lepiej. Same jesteśmy ciekawe (i zaniepokojone), jak wielkie postępy poczynią na wiosnę…

 

Ostatecznie ZŁY wygrał na trudnym terenie 1:0 po zaciętym meczu, za co należą się wielkie brawa zarówno pokonanym, jak i zwyciężczyniom. Dzięki kolejnym trzem punktom złapałyśmy kontakt z drugim miejscem w tabeli. Teraz będzie szalenie ważne, aby ostatni mecz również wygrać i mieć obiecujące perspektywy na drugą część sezonu oraz motywację do ciężkich treningów zimą. Ten ostatni mecz już w najbliższą sobotę 5 listopada o godz. 17 na „swoim” stadionie. Ulica Kawęczyńska 44 zaprasza serdecznie w swoje progi każdego i każdą, którzy wierzą, że piłka nożna może być dla wszystkich, a mecze kobiece mogą porywać zaangażowaniem i kunsztem technicznym, zapewniając wspaniałe widowisko. Będzie piłka, sitodruk, koncert i kobiety na stadionach. Widzimy się na Don Pedro!

kibic_opuszcza_archiwa
Wreszcie można wyłączyć Twittera live i applikacje do statystyk meczowych. Przypadkowy kibic ZŁEGO opuszcza gmach Archiwów Futbolowych miasta Pułtuska.

JW