ZŁY – GKP 1:1 w prawie nowym garniturze. Wznosimy zasłużony toast kefirem! (relacja męska z 10. kolejki)

chlopaki-targowekWitajcie. Na imię mam Leon, nie jestem zawodowcem, jestem za to ojcem Wincenta Całe Zło, którego relacja z meczu z PKS Radość wywołała tyle Złych emocji. Otóż Wincent teraz cały przeziębiony, nie mógł taki zasmarkany przyjść na sobotni Dwu-mecz na Pragie. Może to i dobrze, bo kibice z Targówka przeklinali jak krawiec ze Szmulek i tylko uszy by mu zwiędły, a przecież jeszcze się tych wszystkich bluzgów w życiu chłopak nasłucha i nie musi wyczerpać limitu w trzecią sobotę miesiąca i to akurat na Don Pedro Arenie. Ale jaki syn, taki ojciec. Wincent śledził relację na Twitterze, a ja osobiście śpiewałem Złe Piosenki na Szmulkach. A że oczy też ze sobą miałem, to już wam piszę, co się tam nawydarzało, bo nikt się tak dobrze na futbolu nie zna i o Złych Chłopakach tyle nie wie.

zly-sie-namawia
Zły młynek

Źli grali znowu wcześniej niż Złe. Nie, że ważniejsi są czy coś, tylko dziewczyny lubią się wyspać, więc chłopaki idą na pierwszy ogień. A rywal był ciekawy, i to z trzech powodów. Po pierwsze, będąc sobie drużyną z czuba tabeli, nie oddaje punktów na prawo, a tym bardziej nie na lewo. Po drugie, licznie zjawili się fani rywala. Ci kibice zza miedzy to znana w mieście grupa artystyczna, w poezji śpiewano-krzyczanej dobrze wytrenowana – bardzo nas to wszystkich ucieszyło, bo rzadko kiedy możemy pokibicować na dwa głosy. Po trzecie, okazał się ten Targówek ciekawy, bo po upadku podnieśli go sami kibice, co z kolei Złym kibico-prezesom bardzo imponuje. Można powiedzieć, że gdyby nie odmienne zamiłowania do kultury i sztuki, to GKP jest klubem strukturalnie najbliższym Złemu modelowi. Jakby się ktoś nie połapał, bo czasem tak się zdarza w dzisiejszym świecie, mowa tu o roli kibica we współczesnym futbolu.

duc-dyryguje
Ustawiamy obronę przed dośrodkowaniem. Duc pokazuje napastnikowi GKP gdzie ma się ustawić

Szatnia naszych Złych Chłopaków przed tym meczem przypominała puszkę Pandory w getrach. Kto miał wiedzieć, ten wiedział: wykosiło nam sześciu zawodników z pierwszego garniaka. Elias Shehadee został eksmitowany z boiska za żółte kartki. Pokopani i pogięci są Karol Sternicki, Adaś Pierzchała i Szymon Lewandowski. Także „Kuleczka” i „Pazdan” (Tomek Malinowski i Kuba Socha) nie byli tego dnia dysponowani. Nie, nie… u nas bramkarze wcale nie rozpijają reszty, po prostu „Pazdan” i „Kuleczka” z ważnych przyczyn osobistych nie mogli wyjść na trawę. Podobno pojechali na grzyby, ale czy to jest prawda, to ja już sam nie wiem.

Nastała więc sobota, a Zły cały giętki i chwiejny się wydawał, no bo przecież pozbawiony kręgosłupa: bez superstrzelca, bez filaru obrony, bez ogarniaczy środka pola i bez najtwardziej grającego skrzydłowego (co mogło się w tym meczu bardzo przydać). Czyli wyszło nam się pokazać na Szmulkach w drugim garniturze. Z tymi podmianami garniaków to zawsze jest taki myk, że można się przystroić w całkiem nowych chłopaków. Szansę na grę dostało kilku dotąd rzadziej grających (Piotrek Kowalczyk, Paweł Rowiński), a kilku z pierwszego składu (Bartek Łukasiak, Heniek Nguyen, Łukasz Świderski, Ben Ernst czy Minh Duc Pham) musiało wziąć na barki ciężar odpowiedzialności za to całe boiskowe zamieszanie. Jeszcze inni musieli załatać dziurę po Eliasie (Gio Komoshvili, Hubert Olewiński). Jak się zaraz przekonacie, drugi garnitur nie tylko dobrze leżał na Złym ciele (o aferze z zaginionymi koszulkami pisać nie będę, bo by się Wincent tylko za głowę złapał), ale też świetnie się Szmulkom zaprezentował. Elegancki trener Antonio ma w ten sposób już dwa całkiem wytworne kubraki w szafie. Nic, tylko stroić się w nie co sobota.

ben-w-akcji
Łukasz, Ben i Piotr pod bacznym okiem trenera

A więc trener Antoni rzucił naszych na sztuczną trawę w ustawieniu 1-4-5-1, gdzie dwóch pomocników miało mocno defensywne wytyczne (Kamil Niemyjski i Piotrek Kowalczyk), a scenariusz był taki: grać na 110%, grać wysokim pressingiem, grać pewnie w obronie, grać i kontratakować, grać na słabe punkty przeciwnika, grać z siebie wszystko, grając grać walczyć, grać i wygrać. Jakoś tak. Mam też wyciek ze Złego sztabu szkoleniowego, że podglądał sobie rywali i rozpoznał piętę ich Achillesa. Takie szczwane metody mamy, a co! Ale nie będę wam teraz o nich pisał, bo przecież jeszcze runda rewanżowa przed nami, a potem A-klasa i Liga Mistrzów i nie będziemy robili z siebie cwaniaków, bo się to obróci przeciwko nam i do mnie potem będą same pretensje.

gio-i-heniek
Gio z Hali i Heniek suną z kolejną kontrą

Drużyna wlazła w mecz cała skoncentrowana i namotywowana. Od początku widać, że skanseny pierwszego składu – kapitan Kubuś, wspierający go w obronie Duc i Ben czy grający z przodu Hubert – przejęli na siebie ten tobół odpowiedzialności i grali bardzo pewnie, nie wyprawiając żadnych błędów, a jeszcze nie dawali pograć zielonym ludzikom z Targówka. Ale i inni robili swoją robotę. Nasz bramkarz Mariusz Szymański, ten, co jak tylko zaczęliśmy grać w lidze, to wziął i o piłkę sobie palce połamał i potem nie wiadomo było, czym ma tę piłkę łapać… więc on to bronił jak nawiedzony. Kilka razy rzucał się zupełnie jak ci bramkarze w telewizorze, co często w hełmach czołgistów występują. Trener Antoni mówił, że Mariusz, jak już znowu miał po pięć sprawnych palców u ręki, poprosił o specjalne treningi przed tym ważnym meczem. Kto był, ten widział: po specjalnym treningu cały nam zaowocował, nieziemsko wyciągając nam jakieś strzały z główki z 5 metrów. Znowu Piotrek Kowalczyk, którego forma była przed meczem naszym największym „strach-ma-wielkie-oczy” ostatnio będący w rozjazdach, odegrał ważną rolę przy niebezpiecznych wrzutkach Targówka i to na jego wybiciach kończyła się większość tego typu prób rywali wepchnięcia się pod naszą bramkę. Łukasz Świderski, który też przecież nie miał dotychczas tak wielkiego ciężaru na sobie na tej ligowej trawie, od początku krył agresywnie biało-zielonych, tak że rozegrać za wiele nie mogli. Natomiast co on wyprawiał z piłką, gdy tylko miał ją w rękach?! Jego 30-, 40-metrowe wyrzuty z autu to nowy ofensywny fetysz Złej gry. Normalnie nam się chłopak na tym meczu wyautował. Aż szkoda, że Wincent nie mógł tego zobaczyć.

heniek-i-piotr
Drużyna dyryguje się sama

 

Z kolei to, co robił Duc na boisku, zasługuje na notę 11 w skali 1-10. Niesamowity progres tego ambitnego zawodnika, powiedział po meczu trener Antoni. To ja może przypomnę, bo tu sami nieoczytani przecież czytają, że Duc wskoczył do kadry za pięć dwunasta i przez to w pierwszych meczach grał co i rusz w innym sektorze trawnika. Wreszcie trener przywiązał go do prawej obrony i w meczu z Targówkiem to niewyobrażalne, co on tam wyprawiał. Kompletnie zniechęcił ten Targówek do przedzierania się lewą stroną, ani razu nie dał się skubany przejść i jeszcze asekurował kolegów. Teraz czekamy, aż od wiosny zacznie napierać skrzydłem na bramkę rywali i będzie z niego całkiem nieZły Piszczek. No i gdy ten Duc i ten Mariusz z dziesięcioma palcami zrobili największy progres w tych tygodniach, a Ben Superman i captain Kubuś grają coraz pewniej w defensywie, to można prawie zapomnieć, że nie ma tam „Pazdana”! Ale jakby był to by było jeszcze lepiej.

pole-karne-tlok
Mariusz jak już ma wszystkie palce to wyczynia cuda w swojej bramce

I to samo w środku boiska: bestialska gra pressingiem całej naszej pomocy nie tylko wybijała GKP z koncepcji, ale i zatarła dziury po doświadczonych Adamie i Tommym Kuleczce. To jeszcze wam tylko napiszę, że świetnie prezentował się nasz niski Heniek. Znowu pokazał, że swoje warunki fizyczne rekompensuje techniką i przeglądem tego, co się dzieje na trawie. Dryblingi i zdolność do przetrzymania piły w nerwowych momentach bardzo się przydały drużynie. Heniek tak się zaangażował w ten mecz, że pod koniec to już machał ręką w stronę trenera, żeby go zdjąć, bo mu się uda zaczęły kurczyć w oczach i biedak ledwo chodził po trawie. No to go Antonio w końcu zdjął. Ale serducho chłopak zostawił, kilka akcji wypracował, waleczny był i bojowy i za to go kochamy.

No i jak tak graliśmy, bardzo uważnie i agresywnie i wysokim pressingiem i z kontry, to się skończyło tym, że Gio władował im bramkę, zrobiło się 1:0 i na trybunach wszyscy poszaleli. Nasz Gio, znowu – może wytłumaczę, bo chodzą ludziska na te mecze, a nic nie wiedzą – to mistrz piłki halowej jest i tam to on wyprawia istne cuda. Ale trzeba mu było dać trochę czasu, aby się połapał, że te boiska na trawie to ścian nie mają i dłuższe są, i wiatr wieje, i kałuże są i wszystko. No i chyba już załapał, bo pokazał, że nawet gdy Elias stoi uśmiechnięty w szaliku na trybunach, to ktoś zrobi robotę za niego. Na przykład taki Gio z Hali.

Ta bramka pozwoliła Złym kontrolować mecz i wyhamowała Targówek, który jak na Szmulki przyjechał, to najpierw zapomniał chyba, że ma w swoim garniaku dziury i musi je dokładniej łatać, a nie tylko łubu-du, watahą na naszą bramkę. No to się gra wyrównała. I dopiero w drugiej połowie, po błędzie naszych, jak Bartek atak pozycyjny wyprowadzał i mu się czarno-biały z żółtawo-zielonkawym pomyliły, GKP wyrównało. Trener Antoni szybko zareagował i na trawę wbiegł Michał Kurowski, aby lepiej w środku boiska te kolory rozróżniać. Potem weszli też Paweł i Matti (Mateusz Ositek). Zmienili wykończonych tym ciągłym pressingiem (ale się mnie uczepiło to słowo…) Heńka i Huberta, całych pokurczonych w nogach. W samej końcówce na boisku pojawił się jeszcze Kacper Wlaźnik, który zbiera cenne doświadczenie, co by w rundzie wiosennej nas do A-klasy wprowadzić. Czyli no, awansować.

zbieranie-grzybow
Kto nie miał już sił to przynajmniej zbierał grzyby. Walka do końca!

 

Muszę się przyznać, że mecz mimo emocji i silnego dopingu kibiców (kibiców GKP przyjechało tramwajem 33, a kibicek i kibiców Złego było pewnie jakieś 80 sztuk) przebiegał bardzo fair, a piłkarze obu drużyn tyle żółtych kartek wyłapali nie dlatego, że gra była brutalna, tylko przez ten bestialski pressing z obu stron oraz takie właśnie skłonności sędziego. Choć sam sędzia też był fair, jak mu się kartką w jedną stronę machnęło, to za chwilę i w drugą pomachał, i tak w koło Macieju, ale nie żeby chciał rolę głównego aktora spektaklu przejąć, co to to nie. Jeśli coś nie było fair, i zresztą bardzo by się Wincentowi nie spodobało, to gdy w naszego sfaulowanego i leżącego w trawie zawodnika celowano kartonikiem po kefirze z sektora kibiców z Targówka. To rzucanie bluzgami przez cały mecz, gdy obok stoją dzieci chcące futbol pokochać, było jakieś takie bez fasonu. Ale śmieciem w sfaulowanego, leżącego z głową w mokrej trawie człowieka?! No i w ogóle: kefirkiem w piłkarza? A kultura gdzie? Reprymenda od kolegów zasłużona. Nie to należy się ludziom, którzy dla widowiska, dla nas wszystkich, nadstawiają piszczele. Niezależnie w której grają drużynie. Gdy piszczel trzeszczy, jakiś szacunek się należy. Tym bardziej, że obie drużyny wykopały tego dnia naprawdę ciekawe widowicho, trzymające w napięciu do ostatniego gwizdka. Zresztą trybuna Złych fakt ten doceniła. Oklaski były po zakończeniu i dla bianco-neri, i dla zielonych ludzików.

nasi-w-wrzutka
Złota polska jesień, Złe chłopaki i Piotrek Kowalczyk, który rządzi przy dośrodkowaniach

1:1 to wynik, który nie zadowolił przeziębionego Wincenta Całe Zło. Jak wróciłem do domu, to już w drzwiach dostałem w głowę kefirem, że bez trzech punktów wracam, a się cieszę. Jednak mając na względzie dotychczasowe wyniki rywala oraz w biegu szyty Zły garnitur, wziąłbym takie 1:1 przed meczem w ciemno. Trener Antonio, bo żaden z niego Antoni, tylko Antonio, no pomyliłem się, powiedział po meczu, że chłopaki pokazali kolektywnego ducha walki, że jest zadowolony z postawy wszystkich piłkarzy, że kilku bardzo pozytywnie go zaskoczyło, a cicho dodał, że gdyby miał choć 2-3 dodatkowych zawodników z pierwszego składu, to spokojnie zgarnęlibyśmy tego dnia wszystkie punkty, jakie się należały lepszym na boisku – czyli nam.

Przed chłopakami jeszcze jedna kopanina tej rundy, wyjazd na mecz z sympatycznym MKSN Mazowsze, z którym już się sparowaliśmy na wiosnę na Don Pedro Arenie. Do Złego składu ma wrócić co najmniej 2-3 graczy, bo sezon na grzyby już się kończy. Na trybuny wraca z kolei Wincent. To będzie pożegnanie męskiej drużyny i wy wszyscy przyjdźcie licznie, hę?! Trzeba będzie podziękować chłopakom za walkę przez całą jesień i za te okrągłe 16 punktów, bo na tyle przecież na koniec rundy liczymy!

po-meczu
Tu się należą wzajemne podziękowania. Captain & coach prowadzą swoja drużynę pod trybunę