Baboszewo zmroziło marzenia (relacja żeńska z 7. kolejki)

baboszewo_tablica_wynik

Polska, 2016 n.e., połowa deszczowego października, żmudny tydzień pracy w nogach. W taki weekend na pewno warto udać się na jakąś relaksującą wycieczkę. A co, gdyby chodziło o wycieczkę z kibicowaniem własnemu projektowi sportowo-społecznemu, połączoną z podróżowaniem na miejsce prawdziwym wehikułem czasu? Brzmi kusząco, prawda? W tym sezonie takie możliwości i wrażenia zapewnia tylko kobiecy AKS, grasujący weekendami po całym pięknym i mało znanym Mazowszu.

W poprzednich odcinkach żeńskiej sagi ZŁEGO poznałyśmy Rembertów, Łochów i Mszczonów, tym razem przyszła kolej na oddalone o ponad 80 km od stolicy Baboszewo. Choć początkowo sądziłyśmy, że w tym przypadku słowo „kolej” nie może łączyć się z przymiotnikiem „żelazna”, był to błąd – do Baboszewa można dotrzeć, łapiąc PKP na Raciąż i Sierpc (stacja właściwa wypada między Arcelinem a Kaczorowem).

Mimo wszystko podczas tej podróży na północne rubieże Mazowsza po raz kolejny sięgnęłyśmy po asa w rękawie, w jednej z poprzednich relacji bardzo słusznie określonego mianem Złotego Dyliżansu. Co ciekawe, nasz niezapomniany autokar ma związki przede wszystkim z południowym Mazowszem i jest tam kojarzony raczej ze słowem „Marzyciel” – tak bowiem nazywał się projekt artystyczny Pawła Althamera, który wraz z mieszkańcami Broniowa i Ostałówka przekształcił zwykły podstarzały autokar w mobilną galerię i miejsce spotkań (niewielką świetlicę). Pojazd został pomalowany na złoto, z zewnątrz ozdabiają go wykonane przez artystę płaskorzeźby. (…) Podróż Marzycielem to zaproszenie do innego rodzaju zbiorowego doświadczenia. Chciałoby się dodać – do innego wymiaru. Nasza mobilna galeria wozi Złe Dziewczyny na niektóre mecze, a przy tym kreuje niepowtarzalną atmosferę i możliwość przeżycia wspólnotowych wrażeń. W przyszłości serdecznie polecamy wiernym fanom Złych Dziewczyn podróż naszym wehikułem czasu! Jak donosi strona www, z której pochodzi powyższy cytat, projekt inspirowany był książką Tomasza Rakowskiego Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Czy była to dobra wróżba na sobotę? Czy okażemy się łowczyniami bramek i zbieraczkami punktów, czy górę weźmie niemoc?

 

baboszewo_panorama
Wyludnione ulice Baboszewa w godzinach meczu. Spodziewana frekwencja – 2000, czyli wszyscy.

 

Lider kobiecej IV Ligi wyrósł w miejscowości liczącej 2 tys. dusz rozlokowanych wokół placu z imponującym kościołem pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. Większość promieniście rozchodzących się ulic prowadzi pomiędzy ciekawą zabudowę mieszkalną – poza jedną uliczką, którą niespodziewanie wieńczy Baboszewo Arena.

baboszewo_my_tu_gramy_czy_pozujemy
Zaraz, my tu gramy czy pozujemy?

Arena ta niestety nie spełnia wszystkich wymogów stawianych przed stadionami Ligi Mistrzów, choć niewątpliwie zapewnia niezapomniany klimat i aksjomaty filozofii #againstmodernfootball. Gdy nasz Złoty Dyliżans dotoczył się na parking samochodowy położony półtora metra od linii bocznej boiska, zrozumieliśmy, że nasz artystyczny wehikuł ponownie przeniósł nas w czasie. Tym razem w epokę radosnego futbolu, w którym nie liczy się komercja i zbytki, a czysty hart ducha i ambicja, kibice

baboszewo_widok_z_lozy
Widok na kartoflisko z loży VIP.

zaś nie siedzą w wygodnych VIP-lożach, lecz stoją oparci o barierkę przy linii bocznej i zagrzewają miejscowe do walki, jednocześnie rozcierając skostniałe z zimna ręce. Dzielne dziewczyny liderującego zespołu trenują i grają na boisku o naturalnej nawierzchni i nienaturalnie zygzakowatych liniach. Sama murawa, nie ukrywajmy, pozostawia wiele do życzenia – muldy i leje zdecydowanie musiały promować grę spontaniczno-radosno-chaotyczną lub w golfa, a nie zorganizowane składne akcje zespołowe. Wszystko to pachniało meczem w stylu szkockim, a może wręcz irlandzkim, zważywszy na ilość kniei i zielonych równin wokół. Sprawdziły się słowa towarzyszące projektowi Marzyciel: Używane przez niego [Pawła Althamera] pojazdy stają się nie tylko narzędziami umożliwiającymi fizyczne przemieszczanie się z miejsca na miejsce, lecz także wehikułami przemiany.

baboszewo_grozne_wyrzuty_z_autu
Wyrzuty z autu siały popłoch wśród baboszewianek.

Wkrótce wybrzmiał pierwszy gwizdek i rozpoczął się mecz między prowadzącymi w tabeli młodymi orlątkami (dolary przeciw orzechom, że średnia wieku nie mogła przekraczać 18 lat!) a doświadczoną ekipą ZŁYCH, po falstarcie plasującą się na trzecim miejscu w tabeli i uparcie ścigającą czołówkę. Początek zapowiadał, że może być przepięknie: ekipa akaesiaczek uzyskała wyraźną przewagę pozycyjną, gra toczyła się na połowie Baboszewa, a najwięcej zrywów czynił lokalny porywisty wiatr, a zaraz po nim – kąsająca z przodu Irena Michalak. Cóż z tego jednak, skoro baboszewiankom wystarczył jeden rzut wolny, wykonany lekko, ale precyzyjnie i przy słupku. W trudnych warunkach pogodowych Magda Bryk nie dała rady wybić piłki i zrobiło się 1:0 dla liderek. O, losie okrutny i niesprawiedliwy…

baboszewo_sektor_gosci_zewnetrzny
Sektor gości w Baboszewie – zewnętrzny…

Po tej bramce gra wyraźnie się wyrównała, Orlęta już nam nie ustępowały w grze, a raczej narzuciły swój styl futbolowy, doskonale przystosowany do warunków boiskowych: długa piłka do przodu na dobieg, pędzimy i pracujemy łokciami, aby być pierwszą przy piłce. Ewidentnie nie pasowało to naszym taktycznie ułożonym zawodniczkom, którymi z boiska dyrygował duet Danka-Sylwia, czyli grająca trenerka oraz kapitanka w obronie. Potem miałyśmy jeszcze kilka akcji, w jednej z nich celny strzał oddała Mariola, a chwilę później już kompletnie zakotłowało się pod baboszewską bramką, ale jakimś cudem liderki wykopały piłkę podrygującą kilka sekund niemal na samej linii bramkowej. W międzyczasie część kibiców i kibicek nie wytrzymała przenikliwego zimna i porywistego wiatru i… zaczęła oglądać mecz ze środka Złotego Dyliżansu, w którym było po prostu nieco cieplej. Tak oto słowa opisujące dawny projekt Althamera teraz stały się ciałem, o autokarze powiedziano bowiem wtedy tak: Jego pasażerowie przede wszystkim będą mogli obserwować z okien wybrane przez artystę fragmenty rzeczywistości. Percypowanie najbliższego otoczenia, odkrywanie go na nowo (…). Oto sztuka znalazła swoje potwierdzenie tuż przy baboszewskim klepisku.

baboszewo_sektor_gosci
…Sektor gości w Baboszewie – wewnętrzny 🙂
baboszewo_widok_na_lawke_orlat
Nie ma nic za darmo. Walczymy!

Do przerwy wynik nie uległ zmianie. A wtedy ponownie stało się coś niesamowitego, coś, czego w okolicach pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej raczej dotąd nie widziano! Udostępniona szatnia – przyboiskowy barak pozbawiony ogrzewania – nie znalazł uznania w oczach i płucach naszych zawodniczek, które… wraz z kilkunastoma naszymi kibicami i kibickami schroniły się przed przenikliwym ziąbem wewnątrz Wehikułu Przemiany. Nigdy jeszcze w dziejach ludzkości tak wielu fanów nie słyszało z tak bliska narad taktycznych swojej drużyny tak precyzyjnie. To oczywiście zintegrowało kibiców z zawodniczkami jeszcze bardziej i wzmocniło doping w drugiej połowie. Wszystkich pokrzepiło też dotarcie na „trybuny” najwierniejszych fanów drużyny, m.in. naszej zawodniczki Niny prosto ze Szwajcarii (!) oraz wykładowcy nauk ekonomicznych, który nie zawiódł nawet na tak odległym meczu wyjazdowym. Szacunek, podziękowania i wyrazy uznania!

baboszewo_po_golu_kolejki
Po pięknym wykończeniu – piękna radość.

Otuchę ewidentnie poczuły też nasze zawodniczki, które skorzystały z piętnastominutowej Przemiany i idealnie weszły w drugą połowę. Po paru minutach wzajemnego kąsania się obu drużyn w środku pola nagle przesunięta do ataku Sylwia Dzida po wybornym prostopadłym podaniu znalazła się samotnie w polu karnym Orląt. Mogła strzelać w prawo, mogła w lewo, tymczasem zgrabnie wykonała perfekcyjny lob nad rękawicami bramkarki, a piłka fantastycznie wpadła tuż obok słupka. 1:1! Kibice i kibicki poderwali się z odrętwienia (niestety było coraz zimniej i wietrzniej!) i zachęcali do kolejnych ataków. Okrzyki odbiły się chyba szerokim echem w Baboszewie, bo przybyło około 50 gapiów lokalnych, choć i tak głośniejszy doping zapewniały Orlątka na ławce rezerwowych, jeszcze głośniejszy – ferajna wspierająca Złego, a najgłośniejszy – rozstawiająca zawodniczki po boisku surowa kapitanka Sylwia.

baboszewo_smutek_po_przegranej
Nie tak miało być, nie tak…

Wszystko zmierzało w wymarzoną w Marzycielu stronę, gdy z dobrego humoru niespodziewanie wyrwała nas kontra Orląt. Młoda baboszewianka popędziła samotnie na naszą bramkę i trafiła do siatki. 2:1 i znów bramka stracona w chwili, kiedy to raczej my byłyśmy bliższe strzelenia kolejnej. Ponownie wytrąciło to nasze panie z równowagi i choć udało się stworzyć kilka pięknie zapowiadających się akcji „z klepki”, to jednak w kluczowym momencie zawsze wkraczały boiskowe muldy bądź zdecydowane interwencje baboszewianek – i z takich akcji wynikało niewiele. Zasmuceni i zziębnięci kibice i kibicki nie doczekali się kolejnych bramek, a z racji zgrabiałych z zimna dłoni nawet ćwierkana relacja wyraźnie oklapła w końcówce. Unoszące się nad Baboszewo Areną przed i w trakcie meczu czarne kruki wykrakały, że rozdziobią nas Orlęta, bo nie wrony, i chwilowo zmrożą nasze marzenia o pierwszym miejscu w tabeli.

Tak oto lider IV Ligi Kobiet uciekł nam o kolejne trzy punkty, natomiast wszyscy jesteśmy bogatsi o odwiedziny w kolejnym niesamowitym miejscu, z którego wszyscy cało i zdrowo wrócili do warszawskiej rzeczywistości – rzecz jasna na pokładzie złocistego Wehikułu Przemiany. Okazja do zrewanżowania się baboszewiankom będzie dopiero wiosną. Oczywiście wielkie znaczenie będzie miał kolejny mecz: z ŁKS-em Łochów na Kawęczyńskiej w sobotę 22 października o godz. 17:30. Postaramy się, żeby było ciepło. Przybywajcie!

baboszewo_rozdziobia_nas_kruki
Na zdjęciu – główni winowajcy porażki. Wykrakali…

JW