Złe umieją się zrewanżować (relacja z 6. kolejki)

Gdy po przegranym meczu z KS Glinianką męska drużyna ZŁEGO zrezygnowana opuszczała boisko, nikt nie przeczuwał eksplozji radości, która za niespełna 3 godziny miała nawiedzić K44. Najpierw jednak…

… najpierw była rozgrzewka. W jej trakcie między nogami piłkarek plączą się najmłodsi fani klubu. Złym Dziewczynom to nie przeszkadza. Cel jest jeden: 3 punkty w meczu z Warszawską Akademią Piłkarską i odczarowanie boiska na K44. Jako że był to weekend z kulturą wietnamską, meczom towarzyszyło wiele kulturalnych i… kulinarnych wydarzeń. Kibice rozgrzewali się przy pikantnych daniach kuchni wietnamskiej, podziwiali rozwieszone na płocie memy znanej artystki Marty Frej i przeglądali stoiska z książkami. A dzieci? Jak już wspomniałam, ganiały za piłką lub rysowały pod okiem naszych wspaniałych animatorek.

Na krótko przed meczem odbyła się oficjalna, że się tak wyrażę, uroczystość. Nasz konferansjer zaprosił na boisko Martę Frej i naszych piłkarzy pochodzenia wietnamskiego – Henryka Nguyena i Minh Duc Phama. Artystkę zapytano, dlaczego stoi na naszej ultrasowskiej trybunie i dopinguje Złe drużyny, podczas gdy po drugiej stronie rzeki odbywa się renomowany Kongres Kultury. Marta odpowiedziała, że najbliżej jej do żywej kultury, tworzonej i przeżywanej przez ludzi. Wspomniała również, że jest to jej pierwsza wystawa na obiekcie piłkarskim, i to w trakcie meczu, więc tym bardziej jest dla niej ważnym wydarzeniem. Opowiedziała też o swojej współpracy z AKS-em, o tym, że projektowała okładki książek piłkarskich (powieści Pressing i publicystyki Futbolowa Rewolucja. Kibice wkraczają do gry), nad którymi patronat objął AKS ZŁY. Przypomniała, że dla kibiców naszego klubu zaprojektowała baner stadionowy pod szyldem „Kulturalnego Klubu Kibica”. Wystawa w trakcie meczu była więc dla niej kolejnym krokiem w relacjach z nami. Marta, jeśli to czytasz: jeszcze raz dziękujemy za Twój talent! A co powiedzieli nasi piłkarze? Na początek parę słów o meczu – był ciężki, a przeciwnik postawił ciężkie warunki. Po chwili Heniek dodał, że bardzo dobrze czuje się w tym klubie i jest bardzo dumny z tego, że reprezentuje nasze barwy. Obaj podziękowali też za coweekendowy doping i świetną atmosferę na trybunach. Na koniec zapytaliśmy ich, czy znają też jakieś kobiety ze społeczności wietnamskiej w Warszawie, które grają w piłkę. Okazało się, że nie, ale obiecali nam, że będą starali się je do tego zachęcić. Czas naglił, przyszła pora rozpoczęcia meczu Złych Dziewczyn, więc… odpaliliśmy racę. Tak, tak, a właściwie zrobiła to Marta Frej wraz z naszymi zawodnikami rodem z Hanoi. Artystka przyznała przy tym, że bardzo podoba jej się ta widowiskowa część stadionowej kultury, zwłaszcza jeśli odbywa się to tak jak na Kawęczyńskiej, czyli symbolicznie, w oddaleniu od publiczności i z poszanowaniem zasad bezpieczeństwa.

Dym z racy jeszcze nie opadł, a Złe Dziewczyny już zaczęły grę z WAP-em. Na trybunach znowu niosło się gromkie Kto tak gra, kto tak pięknie w piłkę gra? Niewielu kibiców pamiętało, że ten mecz to rewanż za wrześniowe spotkanie z 1. kolejki, które nasza drużyna przegrała 1:3. Było więc za co się rewanżować. Mecz toczył się w wyrównanym tempie, akcja za akcję. Początkowo żadna z drużyn niczym specjalnym się nie wyróżniła, ale po chwili WAP przechylił szalę na swoją korzyść. W 12. minucie akcja Marty Zagumnej doprowadziła do stanu 0:1 dla gości. W nasze szeregi wkradły się lekkie nerwy, co dalej wykorzystywały przeciwniczki. Na szczęście piłka bita z rzutu wolnego wykonywanego przez piłkarki WAP-u nie znalazła drogi do bramki. Na szczęście nasze zawodniczki otrząsnęły się i śmielej zaczęły atakować połowę rywalek. Strzał Sylwii Dzidy okazał się niecelny, ale Złe Dziewczyny nie poddawały się i parły do remisu. Piłka wciąż dłużej była obecna na połowie WAP-u. W 22. minucie Maria Zdunek wrzuciła futbolówkę w pole karne, ta odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Jest 1:1 i mecz zaczyna się od początku. Na K44 wybuch radości, ale pogoda chyba nie była zadowolona, bo jak nie lunęło… Kibiców szybko zmiotło pod dach DOSiR-u, ale dziewczyny grające w piłkę nic sobie z tego nie robiły, nadal biegały tak szybko, jakby chciały wyprzedzić spadające na nie krople deszczu. Jestem pewna, że wiele ten cel osiągnęło. Na boisku po chwili nastaje przerwa wymuszona kontuzją jednej z rywalek, a kibice przekrzykują się w deszczu. Najwytrwalsi fani, którzy mokli na krzesełkach pod gołym niebem, zaczepiają śpiewem tych spod dachu: Kto wygra mecz? Kryta odpowiada! Ledwo sędzia wznowił grę – i padł kolejny gol. W 24. minucie po rajdzie prawą stroną boiska Paulina Łężak podaje do Agnieszki Boczkiewicz, która umieszcza piłkę w siatce. Na trybunach wybucha fiesta. Na boisku też, ale już po chwili dziewczyny wracają na środek boiska. Nasze nie zwalniają tempa, co i rusz cisną przeciwniczki. Strzał z dystansu i późniejszy strzał głową wyłapuje bramkarka WAP-u. Jej koleżanki też tanio skóry nie chcą sprzedać – wykonują groźny rzut rożny, ale prosto w ręce naszej golkiperki Magdy Bryk. Jedna z zawodniczek WAP-u nie wytrzymuje trudów spotkania i kładzie się na boisku. Pierwsza podbiega do niej zawodniczka AKS-u i podnosi jej nogi wysoko w górę. To się nazywa duch fair play! Po chwili koleżanka w pomarańczowej koszulce podaje jej inhalator i można wznawiać grę. Trwa ona tylko kilka sekund i po chwili sędzia zaprasza na przerwę. Nareszcie reszta kibiców może z czystym sumieniem schować się pod dach.

dsc04724

Druga połowa również zaczęła się przy akompaniamencie deszczu. Co najważniejsze kibiców nie ubyło. Niektórzy z nich wyszli nawet spod zadaszonej strefy komfortu i na krzesełkach podjęli głośny doping. Gra zaczęła się od mocnego uderzenia ZŁYCH. Rożne, wrzutki na pole karne, minimalnie chybione strzały… czego tam nie było! Kontry WAP-u rozbijała za to nasza obrona. Ale wróćmy na połowę rywalek, 50. minuta i po kolejnym rogu Sylwia Dzida strzela trzeciego gola dla AKS-u! Kibice drą się wniebogłosy, a dziewczyny tarzają się w mokrej trawie. Tego meczu nie możemy już przegrać. Wszyscy czują, że czwarta bramka jest możliwa. Póki co na boisku chwilowy spokój. Warto pochwalić nasze zawodniczki – nawet wtedy nie traciły piłek i przytomnie rozgrywały akcje. Źli koledzy po fachu mogliby się czegoś od nich nauczyć. Przynajmniej w zestawieniu dwóch meczów z tego dnia.

dsc04656

W 61. minucie zwarcie zawodniczek ZŁEGO i WAP-u skończyło się dla naszej piłkarki – Aleksandry Reduch – żółtą kartką. Nie zatrzymało to jednak ataków AKS-u. Nasze dziewczyny imponowały a to zagraniem piętką, a to dobrym startem do piłki. Przyjemnie się to oglądało. Prawie zapomnieliśmy o tym, że przeciwniczki też chcą coś ugrać, ale przypomniał nam o tym ich strzał z wolnego – na szczęście niecelny. Deszcz nie przestaje padać, a kibice śpiewać. Trener męskiej drużyny bacznie obserwuje boiskowe poczynania koleżanek. Czyżby szukał inspiracji? Na moją uwagę, że pewnie tak właśnie jest, odpowiada uśmiechem. Szkoda, ze nie może którejś z dziewczyn wypożyczyć do swojej drużyny… Chłopcy ze Złego mają problemy z kartkami, przyszły mecz będzie więc dla nich nie lada wyzwaniem. Wracajmy jednak do piękniejszej odsłony futbolu, zwłaszcza że przewaga AKS-u jest bezdyskusyjna. Na K44 zapada zmierzch i rozbłyskują światła. W 80. minucie nasza bramkarka zwleka z wybiciem piłki i dostaje żółtą kartkę. Już drugą dla naszego zespołu w tej połowie. Po chwili ta sama Zła Dziewczyna musiała wyjść poza linię pola karnego, by szybkim wybiciem piłki uratować wynik. Wydaje się, że lekka dekoncentracja wdarła się w nasze szeregi. Nie jesteśmy już tak skupione jak we wcześniejszych minutach. Aż tu nagle niespodzianka: nasze zawodniczki rozbijają obronę WAP-u i Joanna Radzięda strzela czwartą bramkę! Na trybunach niezmordowani kibice śpiewają: 1-2-3-4, małooo!

To prawda, obejrzałoby się jeszcze trochę takich spektakularnych goli, ale sędzia kończy mecz i 3 punkty zostają na Kawęczyńskiej! Po chwili zaczepiam jednego z kibiców, samego Henia Nguyena, i podpytuję o wrażenia na temat Sajgonu na Szmulkach. Dobra organizacja pikniku. Jest tu naprawdę fajna atmosfera i dopisali kibice. Było trochę przedstawicieli społeczności wietnamskiej, ale mniej, niż się spodziewałem. Niech ich usprawiedliwieniem będzie to, że najczęściej w sobotę pracują – dodał. Światła gasną, deszcz powoli uspokaja się. To było dobre zakończenie dnia ze ZŁYM.

LOLA