Do przerwy 1:5 (męska 7. kolejka) i na dokładkę 1:4 (żeńska 5. kolejka). 2:9 dla Złego – a Wincent wszystko widział, więc pisze, jak było

aaa-zly-plansza

Ostatni weekend potoczył się dla Złych niezwykle dynamicznie. Nie tylko dla drużyn, ale w pewnym sensie i dla klubowego życia. Oto jeden z naszych piłkarzy – jeden z Kamilów – nieszczęśliwie złamał obojczyk i tym samym dołączył do naszej coraz dłuższej ławki szpitalnej. To już nasz trzeci zawodnik z poważną kontuzją, która eliminuje z gry na dosyć długi okres. Na szczęście nie łamią się nasze dziewczyny, a ławka kadry męskiej jest na tyle długa, że możemy wciąż grać, punktować i piąć się w obu tabelach w górę. Problem w tym, że świeżo połamany Kamil to ten z Kamilów, który pełni u nas w klubie także rolę jednego z twórców szalonych relacji meczowych (klasyczny zły multitasking). Na domiar ZŁEGO zespół naszych korespondentów i korespondentek meczowych jeszcze przed wypadkiem Kamila był w ten weekend z różnych powodów poważnie przetrzebiony. Co za pech, że akurat wtedy, gdy nasze drużyny rozstrzelały się w najlepsze. Ratowaliśmy więc sytuację, jak mogliśmy i tak oto narodził się pomysł niezwykły. Poprosiliśmy 7-letniego syna jednego z naszych kibiców, który był z ojcem na obu niedzielnych meczach naszych drużyn, czy byłby tak miły i opisał, co widział. Jesteśmy bardzo dumni z podwójnego raportu naszego małego kibica. Zapraszamy na relację małego Wincenta!

aaa-zly-las
Bardzo Zły las, w którym było sporo Radości

Cześć, jestem Wincent Całe Zło i opowiem wam, jak wygraliśmy w niedzielę wszystko. Drużyna, z którą grali tego dnia nasze chłopaki, mieszka w lesie. Nazywają się PKS Radość, ale nie o te pekaesy chodzi, o których teraz myślicie. To Parafialny Klub Sportowy, czyli że pewnie sponsorem jest pan ksiądz, a może mają też takich parafialnych socios, że co niedzielę wszyscy kibice zrzucają się na tacę i z tego się bierze PKS. Nie wiem do końca, nikt mi nie powiedział, że będę jakieś relacje pisał, jestem trochę Zły z tego powodu, więc nie miałem żadnej Radości w sprawdzaniu tego. W każdym razie przed meczem ten PKS zamknął się w swoim zielonym baraku na skraju lasu i naradzał się w nim bardzo długo. To musiało być dla nich bardzo ważne zebranie, bo czas na rozpoczęcie meczu już dawno minął, nasi fachowo rozstawieni, jak należy, czekali na boisku od 10 minut. Na leśnych trybunach siedziało już nas chyba z 50 czarno-białych kibiców (i trzech takich Radosnych z nami też, i było miło), a tamci nie wychodzili z baraku i nie wychodzili. Tak długo nie wychodzili, że już myślałem, że tyle z tego meczu i na marne jechaliśmy z Tatą za miasto. Wreszcie jednak wydarli się głośno dla nabrania otuchy i wyszli całą bandą odważnie z baraku, a na czele taki tęgi bramkarz, który potem bardzo głośno na wszystkich na boisku krzyczał, ale chyba to nie zadziałało jak powinno. Ale po kolei wam to opowiem może.

aaaa-zly-antonio
Trener Antonio mówi, co robić, gracze mówią, że zrobią.

Od pierwszej minuty rzucili się najpierw strasznie na naszych. Zupełnie jakby się czegoś w swoim zielonym baraku najedli i nawet się bałem, że nam bramkę strzelą. Ale mój Tato powiedział wtedy: Duc dobrze dziś czyści z tyłu. Nie widziałem, żeby Duc (Duc Minh Pham), tego dnia nasz prawy obrońca, coś czyścił, szufelki nie miał, ale muszę powiedzieć, że był naprawdę zawsze tam, gdzie leśni radośnie atakowali, i wyjaśniał z nimi sytuację jak trzeba. W 10. minucie Elias także wbiegł radośnie w pole karne, minął dwóch Radosnych i zrobił to samo co zawsze. I było 0:1 dla ZŁEGO. Nie spodobało się to ludziom z PKS-u. Tak się wkurzyli, że wykiwali w 21. minucie naszego bramkarza, a bronił znowu Janek Tomaszewski, który chyba ciut Źle wyliczył kroki przy wrzutce i jakoś go piłka przeskoczyła – zanim się połapał, to ktoś już tam strzelał na pustą bramkę. I było nagle 1:1 nie dla ZŁEGO. Odtąd nasi nie byli już dobrzy dla radosnej parafii. Atakowali akcja za akcją, aż mi się tamtych żal zrobiło, bo wiedziałem, że Elias nie żartuje i zaraz zrobi znowu to samo co zawsze.

aaaa-zly-wychodza
Idą nasi. Po środku Pazdan, po prawej Kuleczka.

No i zrobił. Znowu ich wykiwał w polu karnym, aż mu podstawili haka. No to im strzelił karnego. I było 1:2 dla ZŁEGO. Tato już cały zadowolony, śpiewać zaczyna, a parafianie rzucili się znowu do przodu. Ale jakiś Zły kibol, który stał zaraz obok mnie, chyba ten co wiersze z hiszpańskiego tłumaczy, mówi, że Adam Pierzchała niby niewidoczny, a czyści tak dobrze jak Duc. No to patrzę i widzę, że Adaś całkiem widoczny, bo skoro go widzę, to jak niby nie-widoczny! Ale czyści dobrze, to już nic nie mówię, bo nie o to chodzi na meczu, żeby się o takie rzeczy sprzeczać, bo powtórek tu nie ma i jak coś się przegapi, to klapa. No to patrzę dalej, a po naszej lewej stronie dobrze nasi kombinują we trzech. Heniek (Henryk Nguyen) kombinuje z Kamilem (Kamil Niemyjski), a na koniec zawsze piłkę ma Elias Shehadee. Tak sobie we trójkę akcję za akcją pod tym lasem wymyślają i co jedna, to bardziej mi się podoba. Czy już wam mówiłem, że boisko było tak nierówne, jakby w nocy grały na nim leśne dziki? Ale mój Tato mówi, że nie trzeba tego traktować jako nieuczciwe zagranie, bo nie tylko nasi, ale i tamci będą musieli się na nim potykać, więc jest fair play. Nie potykał się wcale jakoś Heniek – to ten nasz drugi Wietnamczyk, obok Duca. Bo my mamy w drużynie całkiem dużo Polaków, ale też dwóch chłopaków z Wietnamu w pierwszej jedenastce i cała trybuna jest z nich dumna, bo robią spektakularne akcje. Ten kibol po lewej mówił w przerwie, że Heniek gra trochę jak Philipp Lahm, ten mały dobry Niemiec, który już chyba nie gra w reprezentacji: Heniek też jest mały, z pozoru delikatny, ale nikt mu piłki zabrać nie może, a jeszcze dobrze podaje i ma świetną kiwkę.

aaaa-zly-heniek
Heniek, który gra jak Philipp Lahm.

Potem przyszła 34. minuta i zadziało się coś, czego nie zrozumiałem, to pomyślałem, że może o tym napiszę. Elias dostał żółtą kartkę od sędziego, bo coś brzydko do niego krzyknął. Strasznie mnie to zdziwiło, bo nasze chłopaki nie przeklinają przecież na boisku, a Elias jeśli już przeklina, to na pewno nie po polsku, bo jeszcze nie mówi, tylko pewnie po hebrajsku, jak nie po arabsku, więc ja się dziwię, że ten sędzia pod lasem taki poliglotyczny, wyskoczył z tym jak Filip z Konopii. Tato powiedział: języki zna, to i kartkę w kieszeni znaleźć potrafi. No to Elias przestał przeklinać i zamiast tego 2 minuty potem strzelił trzecią bramkę. Czyli był hattrick. I mój Tato pokłócił się z tym kibolem, czy to był klasyczny hattrick czy nie. Ale mnie się wydaje, że ten hattrick był klasowy. Nie, żebym takie widział w klasie. Ale po prostu mi się spodobał, ten hattrick. I tak się skończyła pierwsza połowa. 1:3 dla ZŁEGO.

aaaaa-zly-czytaja
Kibole Złego. Czytają ważne rzeczy.

W przerwie rozejrzałem się po naszej trybunie i zobaczyłem, że jest nas, dzieciaków, sporo. Lubię te mecze ZŁEGO, bo przychodzi nas zawsze cała banda i tylko nam wolno przeklinać. Bo nie wiem, czy wam mówiłem, ale na meczach ZŁEGO dorośli nie przeklinają, takie było zarządzenie w klubie na spotkaniu tych wszystkich prezesów. I tylko dzieciom do lat 4 wolno przeklinać na legalu, więc oficjalnie mnie też właściwie nie wolno, bo prawie dwa razy za stary już jestem na to przeklinanie, mam w końcu już 7 lat. Ale jak już piszę za nich tę relację, to sobie chyba jednak zaraz poZŁOrzeczę, bo ta piłka nożna to jednak są straszne emocje.

Trener Antonio, który potrafi też grać na skrzypcach i podobno kiedyś zagra po meczu kibicom, jak wygramy ligę, kazał w drugiej połowie grać na bramce Mariuszowi Szymańskiemu i w środku Hubertowi Olewińskiemu, a zakazał Jankowi Tomaszewskiemu i Giorgiemu Komoshvilemu – pewnie dlatego, że Gio tak bardzo zaorał boisko po prawej stronie swoimi szybkimi rajdami prosto w Radosnych parafian. Ta druga połowa to była już taka bardzo Zła. Nasz obronny mur – Ben Supermen (Benjamin Ernst), Zinedine Pazdan (kapitan Kuba Socha) i Wielki Duc – grali tak pewniacko, że Radośni rzadko już okolice naszej bramki odwiedzali. Potem się trochę pogubiłem, bo nagle na boisku grało dwóch kapitanów ZŁEGO, bo i Kuba Socha, i Kuba Gaicki, ale tak już chyba z tą demokracją jest: najpierw wymyślili, że będzie stu prezesów klubu, a teraz coraz więcej kapitanów się już robi. Ale na wszelki wypadek napiszę, że opaskę miał tylko Kuba Pazdan, jakby ktoś chciał zaraz robić aferę o to.

aaaa-zly-flaga
Kibol Złego, co wyszedł z lasu.

Jak wróciłem z lasu, bo prawdziwy kibic też kiedyś musi iść się wysikać, to w środku bardzo fajnie naszą ferajnę rozprowadzał Maliniak (Tomasz Malinowski), na którego kibice krzyczą Kuleczka, po tym znanym filmie dokumentalnym o ZŁYM, w którym ten nasz Kuleczka wystąpił. No i Kuleczka sam o mało bramki nie strzelił. Fajnie raz rypnął, tak technicznie, ale piłka poleciała w las niewiele nad poprzeczką. A potem zaraz znowu Pazdan główką sieknął nad poprzeczką. I to chyba zdenerwowało Eliasa, no bo ile można nad tą poprzeczką,  jak można przecież i pod poprzeczką. No i Elias się wkurzył i strzelił czwartą bramkę w 64. minucie meczu. I było 1:4. W sumie to już dziesiąta bramka Eliasa w lidze, ale mogę się mylić, bo on strzela zawsze po kilka, a u nas na matmie straszne nudy.

aaa-zly-duc-i-kuleczka
Duc właśnie wyczyścił. Z tyłu Kuleczka, co rządzi na całym środku.

Trener Antonio chyba nie lubi tych miłych chłopców z PKS-u Radość, bo nie dość, że 1:4, to on kazał jeszcze wchodzić na boisko naszemu Karolowi Dewastatorowi (Karol Sternicki), a przecież wiadomo, że jak Karol wchodzi na boisko, to oznacza to koniec radości drugiej drużyny. A przecież trener Antonio kazał też grać Hubertowi Olewińskiemu, a ten co? Wziął i strzelił piątą bramkę, na 1:5, no to sami widzicie, że miałem rację. No i tak się w sumie skończyło. Czyli że z lasu wywieźliśmy trzy punkty i wsiedliśmy zaraz do pociągu, aby zdążyć na mecz dziewczyn w Mszczonowie, bo za dwie godziny zaczynały, a jeszcze z tego lasu wyjść trzeba i pociąg znaleźć.

Ja już wam powiem, że w tym Mszczonowie to ja bardzo zmęczony byłem i już nie taki jak na pierwszym meczu, a poza tym nikt mi nie mówił, że będę relacje z meczu pisał przecież. Tato mówi, że powinno być mi głupio przed dziewczynami, bo piękny mecz zagrały, ale ja już nic nie powiem, kto tu się powinien wstydzić, bo nie chcę prać rodzinnych brudów na forum publicznym. W każdym razie… w Mszczonowie zamknęli nas w klatce. Polska gościnność w regionalnym wydaniu nawet mi się spodobała, bo nigdy nie widziałem jeszcze zoo od środka.

aaa-zly-klatka
Jak kibice są Źli to najlepiej zamknąć ich w klatce.

W każdym razie już w 15. minucie Paula (Paulina Łężak) strzeliła gola i było 0:1 dla Pauliny, a dla mnie tego dnia to było już 1:6 dla ZŁEGO. Paulina to ta blondynka, na którą w klubie mówią Leżak i która ciągle strzela gole i mówią o niej, że jest Eliasem drużyny dziewczyn, ale ten kibol nasz, ten co wiersze z hiszpańskiego tłumaczy, mówi, że to głupio tak mówić i mniej głupio jest powiedzieć, że to Elias jest leżakiem naszej męskiej drużyny, a ja już nic z tego nie rozumiem. Ale myślę, że to dobrze, że ona strzela te gole, to może nastrzela tyle co Elias niedługo i będzie Święto Kobiet. My tu gadu-gadu, a tu nagle strzał Aśki Radziędy i już jest 1:7 dla ZŁEGO, to znaczy 0:2 dla Złych Dziewczyn. Nasza klatka oczywiście zadowolona bardzo, a Leżak wymyśla akcję kombinacyjną w polu karnym mszczonowianek i znowu strzela zupełnie jak Elias. 0:3, a nawet 1:8. Ledwo policzyłem te wszystkie bramki, a Paulina łubu-du! i niewiele brakowało, a byłby anty-klasowy hattrick, ale przywaliła w słupek, aż będą go musieli mszczonowianie wyklepać na nowo, jak już się ta ciężka dla nich niedziela skończy. Ale zanim się skończyła, to jeszcze Czarna (Aga Boczkiewicz) strzeliła im na 0:4. No to ja szybko liczę i mi wychodzi, że prowadzimy już 1:9. Teraz się Mszczonowianka na dobre wkurzyła i tym razem łubu-du! w naszą poprzeczkę. To się nie spodobało naszej Dzidce (Sylwia Dzida), bo tak jak dotąd nie strzelała, to zaraz potem zrobiła im to samo: pierdut! w poprzeczkę (przepraszam, poniosło mnie, ale naprawdę tak niewiele brakowało…).

aaa-zly-sektor-gosciNie wiem, czy wam już mówiłem, ale od początku meczu grała nasza trenerka. Bo nasza trenerka czasem stoi i krzyczy, a czasem gra. Mój Tato mówi, że czasem i gra i krzyczy, ale ja bym nie robił z tego wielkiej afery. Tym razem Ruda (Danka Wojciechowska) w drugiej połowie kazała sobie samej zejść z boiska i wprowadziła za siebie Hankę (Hanna Piersa). Ja tak sobie myślę, że trzeba być bardzo zdyscyplinowanym człowiekiem, żeby kazać sobie samemu zejść boiska i potem faktycznie posłuchać samego siebie i zejść, a nie udawać, że się nie słyszy, albo żeby ktoś inny zszedł, bo niby czemu ja, a inni nie. A potem jeszcze kazała zejść Marii Zdunek i kazała wejść drugiej Marii, Marii Grajewskiej, i tak sobie te Marie podmieniała jak gdyby nigdy nic. No i nasze się tak zmieniały i zmieniały, a sprytne mszczonowianki ciach! i strzelają naszym bramkę honorową, na 1:4. Tato mówi, że mszczonowianki pokazały klasę, że zagrały walecznie do końca i że to solidna drużyna, tylko że nasza solidniejsza. Ale się i tak skończyło.

aaa-zly-wincent
Najgorsi kibole ZŁEGO. Ten u góry niechybnie klnie jak szewc!

No to wam powiem jeszcze, bo może się nie zorientowaliście, że w tę niedzielę było 2:9 dla naszych (1:5 i 1:4) i zdobyliśmy 6 punktów na wyjeździe. Podobno nieźle też już wyglądamy w tabelach, ale nie wiem, co to znaczy, niech wam mój Tato wytłumaczy, jak jest taki mądry. I niech następnym razem robi też zdjęcia na meczu dziewczyn, bo co to za pisanie relacji, jak zdjęć do niej nie ma, tylko ta klatka. Jeszcze mnie prosili, żebym napisał takie zdanie, o: Do zobaczenia na meczach w najbliższą sobotę na Szmulkach. No to napisałem. Podobno będą prawdziwi warszawscy Wietnamczycy, nie tylko Duc i Heniek, ale też inni, będzie jakaś Marta od Frej-memów, a wcześniej spacer po Pradze ze Złym przewodnikiem, no i mój Tato w ogóle mówi, że będzie fajnie. To ja już nie mam nic do dodania.

WINCENT CAŁE ZŁO

 

 

 

aaa-zly-dziewczyny
A tu Złe Dziewczyny idą wygrać swój mecz. Ci trzej z przodu z chorągiewkami – nie z naszej drużyny, jakby co.