Relacja z debaty ‘SPOŁECZNY WYMIAR FUTBOLU’ (7.09.2016) Część pierwsza, wymiar teoretyczny

debata-panelisci

warszawskie Muzeum Etnograficzne – 7.09.2016

Od czasu do czasu można pogadać o futbolu nieco inaczej. Czasem wręcz trzeba. Mimo nietypowej jak na wydarzenia futbolowe lokalizacji, w Muzeum Etnograficznym ciężko było znaleźć wolne krzesło. Zamysłem dyskusji było przywołanie refleksji nad miejscem i rolą futbolu we współczesnym świecie. Temat rzeka. A jednak, skutecznie nad Wisłą omijany.

Ambitne pytania padają już w zapowiedzi:  Co oznacza odpowiedzialność społeczna piłki nożnej? Czy siła oddziaływania futbolu wykracza poza stadion? Czy futbol wpływa w jakimś stopniu na to jaki jest świat, w którym żyjemy, czy to świat zewnętrzny wywiera piętno na obliczu futbolu? Pytano też o rolę klubu piłkarskiego w codziennym życiu lokalnej społeczności. I oczywiście to najbardziej niewdzięczne: kto jest w tym kontekście problemem, a kto dąży do jego rozwiązania – organizacje międzynarodowe, federacje krajowe, kluby, piłkarze, media czy kibice?

Postawienie tych pytań w niejednym europejskim kraju byłoby klasycznym faux paux. W Niemczech, UK czy Hiszpanii odpowiedzi na nie padają bezpośrednio. Mianowicie, w każdą środę, sobotę i niedzielę na wielu ligowych stadionach. Kto nie dotarł tam na mecz, w domu może otworzyć którykolwiek z ambitniejszych magazynów piłkarskich i w każdym z nich znajdzie się garść kompleksowych, okołofutbolowych dyskusji o charakterze kulturowym, społecznym, filozoficznym.

debata-widownia-glos-z-tyluPostawienie tych pytań w kontekście polskim jest niczym spacer po polu minowym. Nie wiadomo gdzie postawić stopę i czy w ogóle warto ją stawiać aby nie stracić całej motywacji.

Tym samym, debata skazana była od początku na huśtawkę nastrojów. W tych jej fragmentach, w których udawało się zamknąć oczy i przenieść na stadiony świata, rozmówcy tryskali inspirującymi przykładami. W momentach, gdy prowadzący wzywał zgromadzonych do powrotu na ziemię, nastroje siadały.  Wypowiedzi się rwały, wkradały się salonowe przekleństwa, oddając tym samym dosyć dobrze opisywany temat.

Trzech dziennikarzy, reprezentujących trzy różne redakcje i tyleż pokoleń – Stefan Szczepłek (Rzeczpospolita), Michał Okoński (Tygodnik Powszechny) i Michał Szadkowski (Gazeta Wyborcza) – nie miało szans inaczej rozmawiać o społecznym wymiarze futbolu, jak stojąc w klasycznym rozkroku: z głowami w obłokach entuzjazmu i po kolana w rozpaczy. Prowadzący debatę Jacek Purski miał małe szanse zapobiec kolektywnemu rozdwojeniu jaźni. Mimo to, debata ukuła kilka ciekawych tez.

Pytanie bez odpowiedzi i żółta kartka w zawieszeniu

Na kilka dni przed debatą jedna z animatorek kobiecej piłki nożnej w W-wie, zresztą także szeregowa prezeska klubu AKS ZŁY, zapytała organizatorów na Fb, dlaczego dyskusję o społecznym wymiarze futbolu prowadzą miedzy sobą sami panowie. Pytanie pozostało, tymczasowo, bez odpowiedzi. W efekcie, delegacja Złego przybyła na dyskusję w przemieszanym, naturalnym dla Złego, damsko-męskim składzie. Pytanie uważamy zaś na tyle istotne, że w podsumowaniu tej relacji, spróbujemy odpowiedzieć na nie sami.

debata-widownia-od-tyluDyskusja długo nie mogła dotknąć kwestii zasadniczych. Prowadzący, dobrodusznie odraczając wymiar kary, poprosił trzech melomanów futbolu o szybki przegląd własnych wspomnień ze stadionów świata i ujęcie ich w kontekście tematu debaty. Wspomnień było bez liku – Meksyk, Korea, RPA… i rewelacyjnie się ich słuchało. Najciekawsze dotyczyły momentów, w których futbol determinowały życie i śmierć Jana Pawła II. Biorąc jednak pod uwagę, że oto, doszło do długo oczekiwanej debaty o społecznym wymiarze futbolu, czasu mało, a aspektów bez liku, z niepokojem spoglądaliśmy na zegarki i zastanawialiśmy się, czy błyskotliwej trójce uda się wreszcie ugryźć temat. Żółta kartka za grę na czas wisiała już w powietrzu, ale po pół godzinie była tylko wspomnieniem.

Kultura futbolowa

Trafnym zakotwiczeniem dyskusji  okazały się konstatacje trójki dziennikarzy w temacie miejsca futbolu w kulturze poszczególnych krajów. Futbol jest częścią masowej kultury. Ba, w krajach takich jak UK stoi nawet w samym jej centrum. Daje to dużo większe możliwości transmitowania poprzez piłkę nożną rozmaitych wartości w głąb społeczności. Warunkiem jest oczywiście to, że ma się co transmitować i że są w futbolowym światku struktury, projekty, czy grupy ludzi gotowych czynić tę powinność. Tym samym, jeden z pierwszych wartościowych wniosków debaty brzmiał: futbol zajmuje w polskiej kulturze zupełnie inne miejsce niż w kulturach zachodnich. Mamy więc do czynienia z podwójnym problemem. Po pierwsze, futbol, mimo swojej popularności, znajduje się w Polsce na peryferiach społeczeństwa (i tu zabrakło chyba refleksji wokół tego co lub kto go tam spycha). Po drugie, nawet gdyby niespodziewanie podryfował w kierunku tzw. społecznego centrum, nie bardzo byłby w stanie, w takiej formie, w jakiej się dziś przejawia, cokolwiek wartościowego społeczeństwu zaoferować (tu refleksja zaś taka, że jeżeli chodzi o kulturę młodzieżową to, owszem, futbol w Polsce zadryfował w samo jej centrum, co jest niestety na ten moment bardziej problemem niż szansą). Podano przykład Legii, która grając w LM mogłaby teoretycznie odegrać wielce stymulującą rolę, wykorzystać społeczną atencję. Paneliści zgodnie uznali ten scenariusz za nierealny, gdyż negatywny klimat, jaki ten klub wytworzył wokół siebie na przestrzeni ostatnich lat, uniemożliwia mu stanie się jakimkolwiek pozytywnym przykładem czegokolwiek i dla kogokolwiek. Wyłączając rzecz jasna grupę własnych, wiernych fanów. Warto zaznaczyć, że debata miała miejsce na trzy tygodnie przed sławetnym meczem Legii z Borusią Dortmund.

debata-sluchaczeReprezentacja a kluby

Przedyskutowano krótko rolę reprezentacji oraz potencjał jej graczy. Reprezentacja wydaje się odzyskiwać utracony autorytet w naszym społeczeństwie. A więc też potencjał by promować godne naśladowania postawy. Problem strukturalny polega na tym, że repra pojawia się w eterze raz na parę tygodni z jakimś swoim meczem, konferencją prasową, po czym znika. Jej oddziaływanie jest tym samym bardzo ograniczone. W przeciwieństwie do tego, które mają kluby, stadiony klubowe i piłkarze klubowi, nieustannie będący na ustach kibiców. I tu wydaje się być pies pogrzebany: relacje panujące w klubach same w sobie są problemem. Piłkarze są temu podporządkowani i dodatkowo nie mają we krwi przejmowania odpowiedzialności poza swoim kawałkiem boiska. Z kolei kibice, albo się od ciężkiej atmosfery w klubach odcinają (ci bardziej rozsądni), albo mają w tym swoją działkę – i jednocześnie niechlubną rolę.

Relacje medialne i ich odbiór przez kibiców

W centrum debaty wylądowało pytanie o sposób, w jaki media relacjonują wydarzenia piłkarskie. Czy kompresowanie relacji z meczów do wyniku, przebiegu gry i układu tabeli, przy jednoczesnym unikaniu odniesień o charakterze społecznym, nie leży u źródeł problemu? Z tak postawioną tezą tylko w części zgodził się Michał Okoński, argumentując, że w piłce nożnej chodzi jednak w pierwszej kolejności o to co działo się na boisku i o wynik. Z drugiej strony podkreślił, że w trakcie meczów w Polsce, owszem, mają miejsce pewne wydarzenia o szerszym charakterze społecznym, jednak ciężko o nich relacjonować gdyż sprowadzają się one zbyt często do czysto PR-owych zabiegów klubu i ich autentyczność jest wątpliwa. Jednocześnie, to co pozostaje do relacjonowania poza przebiegiem meczu, to wystąpienia kibiców, często stricte polityczne, które rozsądniej jest jednak pominąć niż nagłaśniać. Wniosek płynie z tego taki (tu już my, nie redaktor Okoński), że gdyby kluby lub kibice, zaczęli tworzyć progresywną futbolową kulturę, to z wielkim prawdopodobieństwem, jak na zachodzie Europy, znalazłaby ona swoje odbicie w medialnych relacjach sportowych, a tym samym zaczęła wpływać na ogólną percepcję futbolu w kraju. Jest to więc już jakiś trop, którym można podążać.

debata-stefan-szczeplekStefan Szczepłek był jeszcze bardziej powściągliwy w swoim optymizmie. Zadał dosyć bolesne, pewnie dlatego, że trafne pytanie: czy ten trzeci, społeczny wymiar (poza oglądaniem meczu i tzw. ‘trzecią połową’) jest w ogóle polskim kibicom klubowym potrzebny? Czy nie jest tak, że wolą się po prostu poklepać pod stadionem? Pytanie zawisło w powietrzu i ciężko było wywietrzyć z niego salę. Próbował to uczynić ktoś związany z Legią Warszawa (kibic bądź wysłannik działu PR klubu) wskazując, że Legia prowadzi coraz więcej działań dających przykład kibicom, m.in. odwiedziny piłkarzy w domach dziecka. Problem polega chyba na tym, że działania te, jakkolwiek szlachetne by nie były, są dosyć rzadkie a także kompletnie nie wpływają na klimat i poczucie odpowiedzialności społecznej tak wpływowego klubu jak Legia. Pytanie jakie się więc nasuwa brzmi: czy ktoś w tym klubie ma jakiś pomysł na to jak to zmienić? Z drugiej strony żaden z pozostałych warszawskich klubów z tradycjami, nie skorzystał z okazji aby przedstawić w trakcie debaty swój punkt widzenia. Szkoda.

Literatura piłkarska z chybionym przekazem

Podkreślono wyraźnie, że w kraju ukazuje się niezliczona ilość książek o piłce nożnej. Wydawałoby się więc, że i sam rynek jest chłonny, więc wiele ważnych, czy intrygujących tematów jest w nich omówiona,  a naród zaproszony do debaty nad nimi. Niestety, cała trójka była zgodna co do tego, że zdecydowana większość wydawanej w kraju futbolowej literatury jest w tym kontekście chybiona. Większość pozycji to niewiele wnoszące para-biografie piłkarskich gwiazd koncentrujące się wyłącznie na ich życiorysach, transferach, skandalach, konfliktach z innymi gwiazdami, wzlotach i upadkach ich karier. Marginalnie, jeśli w ogóle akcentowane i omawiane są w nich natomiast wartości, które piłkarze sobą reprezentują bądź reprezentowali. Jest to więc, w większości, niewiele wnosząca, wyłącznie komercyjna i stricte konsumpcyjna literatura.

debata-panelisci-2W Polsce generalnie bida z ciekawymi, wokoło futbolowymi, tekstami. Wyjątkiem jest tu wychodzący od niedawna magazyn ‘Kopalnia Futbolu’, w którym regularnie publikują biorący udział w debacie dziennikarze. ‘Kopalnia’, w której faktycznie każdy tekst jest świetnie oszlifowanym diamentem, jest jednak pismem  niszowym, wychodzącym w nakładzie kilkuset egzemplarzy i czytanym głównie przez futbolowo-kanapową bohemę. A to oznacza, że cały potencjał tego magazynu rozpływa się bez echa. Tak przy najmniej zaprezentowano z podium obecną rolę tego pisma. Jeden z panów Michałów, Okoński lub Szadkowski, postawił też kolejną, bolesną tego wieczoru, tezę: Może po prostu jest tak, że nie ma wciąż w tym kraju grona odbiorców, do którego pismo to jest skierowane? Z zaskakującą informacją pojawił się w tym miejscu głos jednego z szeregowych prezesów AKS ZŁY, który zakomunikował, że magazyn ‘Kopalnia’ jest bardzo poczytną publikacją wśród kibiców Złego. Mało tego, pismo sprzedawane jest też na samym stadionie, na każdym meczu 8 ligi męskiej (B-klasa) i 4 ligi kobiecej. Wynikałoby z tego, że popyt na tego typu publikacje jest. Należy natomiast dotrzeć z nimi do właściwych środowisk. Tymi środowiskami są prawdopodobnie grupy kibiców, organizujące się gdzieś na peryferiach głównych młynów Ekstraklasy, i być może młodzi piłkarze. Grupą taką są też prawdopodobnie szerokie rzesze ludzi czujących obecnie niechęć do futbolu, których być może właśnie ‘Kopalnia’ jest w stanie przyciągnąć do piłki nożnej. A wraz z nimi może też zacząć zmieniać jej oblicze. Póki jednak odbiorcy ci nie zostaną precyzyjne zaadresowani, ‘Kopalnia’ może być faktycznie skazana na próżnię, a syndrom polskiej piłki nożnej, która robi wszystko aby odpychać, nie przyciągać, pozostanie nieśmiertelny.

debata-zly-przy-mikrofonieA gdyby futbol był kobietą?

Na naszym fanpage’u całkiem niedawno napisaliśmy:

„Futbol jest z plasteliny. Staje się taki jacy są ludzie, którzy go tworzą. Piłkarze, piłkarki, kibice, działaczki, właściciele i zarządy klubów. My lepimy futbol na swój własny kształt gdyż forma jaką zastaliśmy jest dla nas niepojęta”

To mniej więcej to samo co: zmieniając futbol, zacznijmy od nas samych. Od każdej czynności, którą wykonujemy w styczności z futbolem. Taką stycznością była i ta debata. Fakt, że zabrakło na podium kobiety, pokazuje, że nawet ci, którzy chcieliby ten polski futbol zmieniać, sami sobie podstawiają nogi. Przesadzamy?

Zdominowanie futbolu przez mężczyzn, tak absolutne, zwłaszcza w Polsce, prowadzi do normalizacji rytuałów, które stają się „kulturą futbolową po polsku”. Pasjonowanie się ustawkami na kartofliskach. Polowania na szaliki w centrach miast. Nieustający festiwal bluzg na trybunach. Grożenie piłkarzom. Przemoc jako wspólny mianownik wszystkich stadionów w kraju. Trybuny rozebrane od pasa w górę napinające mięśnie (w ramach dopingowania swojej drużyny?!). Czy wyobrażamy sobie te wszystkie momenty w sytuacji gdy na trybunach zasiada 30-50% kobiet? Gdy są liczne wśród grup inicjujących doping? Tak jak chociażby na meczach naszego zafajdanego klubu? Nie chcemy przez to powiedzieć, że kobiety nie potrafią lub nie lubią bluzgać ani, że nie wkurzają się na graczy drużyny przeciwnej gdy ci faulują. Ale w jakiej skali?! Ustawki na polu? Nagie i napięte torsy? Kradzieże barw klubowych? Czujecie różnicę?

Gdzieś trzeb,a więc zacząć rozbrajać tę męską okupację. Dlaczego nie w takich miejscach jak trybuny Złego, czy na debacie o społecznym wymiarze futbolu w Muzeum Etnograficznym? A może w kolejnym wydaniu tej debaty, która miała charakter bardziej pragmatyczny i w której też wzięliśmy udział. Nasza relacja niebawem.

Zapraszamy też do przeczytania kilku słów, które napisaliśmy jeszcze w 2015 roku zakładając nasz klub: AKS ZŁY – społeczna odpowiedzialność

Zapewniamy, że nie jest to nasze ostatnie słowo w tym temacie.

debata-sluchacze-2-z-lewej