Czarną Dzidą w FUKS-a. Stylowe 4:1 na Don Pedro Arenie (relacja żeńska z 4. kolejki)

Zwycięska jedenastka

Nic nie jest czarne albo białe. Białe jest często czarnym, który się ukrywa, a czarne to czasami białe, które się dało przyłapać – napisał dwugłowy smok Romain Gary alias Emil Ajar, wkładając te słowa w usta bohatera swojej legendarnej książki. Nie podejrzewamy, aby Złe Dziewczyny ukrywały przed nami do wczoraj swoje umiejętności, ale nie ulega wątpliwości, że tym razem dały się „przyłapać” na niesamowicie skutecznej i porywającej grze. Zapraszamy na relację z sobotniego meczu z FUKS Pułtusk.

Kilka słów o rywalkach. FUKS istnieje od 1996 roku, lecz Kobieca Sekcja Piłki Nożnej powstała tam stosunkowo niedawno. Drużyna dostaje jednak silne wsparcie od kilku znaczących instytucji w swoim mieście i jest to bardzo dobra wiadomość. Pułtusk konkretnie wspiera kobiecy futbol – tak trzymać! Dziewczyny Fuksa mają bardzo młodą kadrę, której przedstawicielki, jeśli tak to się będzie w Pułtusku dalej rozwijało, jeszcze zasilą szeregi reprezentacji kraju.

„FUKSiary”, tak jak większość kobiecych drużyn od IV do I ligi włącznie, grają pod okiem trenera. Nasze dziewczyny prowadzi trenerka – takie były od samego początku Złe założenia i to się świetnie sprawdza. Zresztą Danka Wojciechowska jest grającą trenerką i nigdy nie wiesz, gdzie jej szukać: na ławce, przy linii bocznej czy pod bramką rywalek. To wszędobylstwo jest zresztą w naszym klubie wszechobecne: na trybunach tego wieczora zasiedli nie tylko kibice, ale też na pęczki piłkarzy, prezesów i prezesek naszego klubu. Na czele z trenerem męskiej sekcji.

aaaaa-druga-fotaRywalki wyprzedzały nas przed tym meczem o okrąglutkie 2 punkty i były bezpośrednio przed nami w tabeli z jednym zwycięstwem na koncie. Ale uwaga! Zwycięstwo odniosły w Łochowie nad tamtejszym ŁKS-em, czyli dokładnie tam, skąd Zł(ot)y Dyliżans wywiózł po ciężkiej walce bezcenny remis. Był to więc mecz z bezpośrednimi rywalkami i Złe Dziewczyny niekoniecznie były faworytkami. Ale czy słyszał kto, aby nasze drużyny przegrywały na Szmulkach?!

Skład Złych i obsada pozycji na boisku ważyły się do samego końca. Aby ułatwić nam pisanie relacji, dziewczyny zamieniały się jeszcze w ostatniej chwili koszulkami/numerami. Prawdopodobnie sędzia tego meczu był jedynym człowiekiem na Pradze-Północ, który wiedział, jak one ostatecznie stanęły na boisku. Dzięki zeznaniom świadków udało się jednak sporządzić rysopis pamięciowy naszego wyjściowego składu. Oto on, w systemie 1-4-4-2: Bryk – Reduch, Własny, Dzida, Pilipiuk – Michalak, Radzięda, „Mała” Lewandowska, Łężak – Boczkiewicz i „Mańka” 😉

Nasi kibice ponownie pokazali, że tak zwana Gościnna Dominacja, opisana na naszej stronie w zakładce Kultura Kibicowania nie jest czczą pisaniną. Złe trybuny powitały wybiegające na murawę rywalki przyjacielskim: Pozdrawiamy – FUKS! FUKS! FUKS!.

aaaa-akcjaDanka Wojciechowska w wywiadzie do ostatniego numeru „AKaeSiaka” powiedziała przed tym meczem: Jeśli wykorzystałyśmy limit pecha, to będzie się działo. No to się zadziało! Wyglądało na to, że nieźle wyszkolone technicznie i wybiegane FUKSiary przystąpiły do meczu ze sporym respektem dla naszej jedenastki. Z drugiej strony Złe weszły w grę z tak dużą wiarą we własne umiejętności, że nawet najstarsi kibice AKS-u takiego początku nie pamiętają. W każdym razie od pierwszych minut mecz rozgrywał się po właściwej stronie boiska. Już w 6. minucie przeprowadzamy pierwszą groźną akcję lewą stroną i oddajemy groźny strzał na bramkę rywalek (obroniony). Dwie minuty później dochodzi do podobnej sytuacji, tym razem jednak wybita piłka wychodzi na 16. metr, gdzie dopada ją Sylwia Dzida i spokojnym i technicznym uderzeniem w prawy długi róg nie daje szans FUKS-bramkarce. 1:0 po ośmiu minutach. Brawo Dzidka! Na trybunach euforia – wreszcie dziewczyny wchodzą dobrze w swój mecz.

Spodziewamy się ostrego ataku FUKS-a. Ale nasza obrona stoi wysoko i gra tego dnia bardzo pewnie. FUKSiary wyprowadzają dwie szybkie kontry, ale są czyszczone, zanim pada strzał na bramkę Magdy Bryk. Martwimy się trochę o Magdę. Marznie nam dziewczyna w tej bramce. Gra szybko wraca na połowę rywalek. Mijają kolejne cztery minuty, podczas których wcale nie oddajemy inicjatywy. Gramy atakiem pozycyjnym, piłka szybko chodzi od nogi do nogi. Świetnie się to ogląda. Kibice wymieniają co i rusz uwagi pełne uznania dla oglądanego poziomu. Jedna z akcji wjeżdża w pole karne dziewczyn z Pułtuska i kończy się to faulem na naszej zawodniczce. Do piłki podchodzi nasza „piątka”, czyli Sylwia Własny. W siatce! 2:0 w 12. minucie. Spektakularny początek.

aaaaa-super-akcja
avanti! wyprowadzamy atak z własnej połówki

Teraz jednak FUKSiary włączają doładowanie. Kontry są coraz groźniejsze. Około 20. minuty oddają pierwszy celny strzał na naszą bramkę. Obawiamy się o gotowość Magdy, która ma w tym meczu mało kontaktów z piłką, a wiadomo, czym może się skończyć taka dłuższa rozłąka i nieoczekiwany powrót śliskiej futbolówki. Ale póki co jest dobrze. Do 24. minuty. Wtedy to FUKS ma niewinny rzut wolny z lewej strony boiska, Magda wychodzi dosyć ryzykancko z bramki, źle oblicza odległość i zostaje zaskoczona lobem prosto do siatki. 2:1. Bez dwóch zdań piękna, sprytna bramka Wiktorii Zacharek z FUKS-a. Złe Dziewczyny – my też chcemy takie bramki z wolnego! 😉

W odpowiedzi następuje festiwal rzutów rożnych dla nas. Każda wrzutka robi zamieszanie na polu karnym rywalek. Jak już się FUKSiary opędziły od rożniaków, to zaczęła je nękać Paulina Łężak. Popularna „Leżak” w przeciągu dwóch minut wyprowadziła prawym skrzydłem dwie indywidualne akcje i obie skwitowała celnymi strzałami na bramkę. Tam czekała na nie bardzo sprawna bramkarka z Pułtuska. Wydawało się, że wynikiem 2:1 zakończy się pierwsza połowa, gdy w 43. minucie po kolejnym ataku pozycyjnym na polu karnym rywalek odnajduje się Maria Zdunek. 3:1! SuperMaria! Pierwsze ligowe trzy punkty wyglądają powoli zza horyzontu.

Przerwa. Sprawdzamy. Na Twitterze w trakcie tej relacji liczba śledząco-obserwujących osiąga 200 twitto-osób. Co zrobisz, trzeba z tym żyć, trzeba z tym grać. Tymczasem na trybunach nieoczekiwana wizyta! Oto dziewczyny z WARSAW HELLCATS warszawskiej drużyny roller derby wpadają, aby przybić piątki i pogadać. Nie znaliśmy się wcześniej, no ale już się znamy. Dwie kompletnie inne gry zespołowe, ale jest wyraźna chemia między klubami. Więc serdecznie pozdrawiamy Piekielne Kotki i zapraszamy na kolejne mecze w cieniu Bazyliki NSJ 🙂

aaaaa-paulina-lezak
FUKS ambitnie kontruje

Druga połowa – jak pierwsza: Złe dziewczyny wychodzą w tym samym składzie i atakują od pierwszej minuty. Czarna (Agnieszka Boczkiewicz), Mańka i Dzidka nasuwają na bramkę rywalek jak nawiedzone. Hmm… Dogrywa najczęściej Leżak. No właśnie. Paulina jest pozornie niewidoczna w tym meczu, jak na jej dotychczasowe statystyki sama niewiele strzela na bramkę, ale robi niemiłosierną robotę w środku boiska. 80% naszych akcji przechodzi przez nią, czyści też jako defensywna pomocniczka, wspiera koleżanki, gdzie tylko się da. Gdyby nas było stać na chipy do pomiaru przebiegniętych kilometrów, Paulina prawdopodobnie miałaby tego dnia najwyższy wynik – i to mimo bardzo ruchliwej gry naszych skrzydłowych i w zasadzie całej drużyny. Poza Magdą Bryk, naszą bramkarką. Magda – biegaj no! 😉

W 60. minucie groźnie strzela z głowy Maria, a niewiele później po zamieszaniu na polu karnym FUKS-a nasza Dzidka ponownie odnajduje się w roli snajperki i z najbliższej odległości trafia do siatki. 4:1 w 64. minucie meczu! Na trybunach słychać śpiew: Naszym klubem AKS! – Tutaj każdy równy jest! – Dzisiaj, jutro, zawsze ZŁY! – Bez prezesów, tylko my! To będzie długa noc na Szmulkach. Jeszcze tylko dziewczyny muszą to dowieźć do końca.

aaaaa-smieszny-out
ona jeszcze na linii a polu karnym FUKSa już zamieszanie

Danka Wojciechowska dokonuje pierwszych zmian, ale zmianie na pewno nie ulega obraz gry. Kontrolujemy mecz, prowadzimy bardzo składne ataki pozycyjne i po skrzydłach, a FUKS coraz rzadziej gości pod naszą bramką, bo 30 metrów przed nią stoi niczym mur nasza pewna defensywa. Z takimi tyłami można swobodnie grać do przodu. Więc gramy do końca. Jeśli akurat Leżak nie rozprowadza akcji środkiem boiska, wypuszczając nasze snajperki bardzo ciekawymi prostopadłymi podaniami w pole karne, to świetnie rozumiejące się w tego dnia Dzidka z Czarną grają dwójkowe akcje, które kończą się albo dośrodkowaniem Dzidki z lewej flanki albo jej strzałem na bramkę. Te dwa schematy rozgrywania ataku powtarzały się w drugiej połowie tak często i naprzemiennie, że odnosiło się wrażenie, jakby ta drużyna grała ze sobą już trzeci mundial z rzędu. Mało tego, gdy rywalki zdawały się już przyzwyczajać do obu groźnych kombinacji naszej ofensywy, Złe niespodziewanie puszczały szybki atak prawym skrzydłem, aby natychmiast pozbawić FUKSiary konceptu. I za chwilę znów sunie prostopadłe podanie Pauliny Łężak środkiem, albo dwójkowa akcja lewą stroną, którą zapisujemy w repertuarze rozwiązań taktycznych naszej drużyny jako „Czarna Dzida”.

aaaa-super-paulina
Dzidka i Leżak napędzają Złą ofensywę

Trybuny domagały się od popularnej Dzidki hat tricka, ale trenerka, mając pewność, że ten mecz mamy pod kontrolą, postanowiła dać zagrać naszym rezerwowym. Na kilkanaście minut przed końcem strzelczyni dwóch bramek schodzi z boiska, a na trybunach trwa już od kwadransa taka radość, że kibice nie są w stanie zdecydować, czy klaskać, czy śpiewać, czy wypuścić biały dym na tę okazję. No tak, zapomnieliśmy poinformować: taką mamy tradycję na Don Pedro Arenie, że jak ogłaszamy nadejście zwycięstwa, wypuszczamy biały dym nad Szmulki, aby cała dzielnica mogła się dowiedzieć.

aaaaa-ruda
kto upilnuje grającą trenerkę?

Wystarczyło się chwilę zagapić, a tu już nasza trenerka nie paraduje w dresie przy linii, ale szaleje w biało-czarnej koszulce w polu karnym rywalek. Doprawdy, nie do upilnowania taka trenerka. Danka daje zmianę zmęczonej koleżance i jeszcze raz podrywa nasze do ataku. W 85. minucie na listę strzelczyń próbuje się wpisać niezmordowana Paulina. Najpierw lutuje na bramkę z osiemnastu metrów (wybronione), a w kolejnym ataku trafia w słupek. W 87. minucie niebezpieczny faul na „Rudej” (to znowu nasza trenerka – tym razem rozgrywała w środku boiska, choć są i tacy, którzy twierdzą, że widzieli ją w tym samym czasie spacerującą po ulicy Ząbkowskiej). Chwilę leży na murawie… ale wstaje. Uff, nie trzeba jej będzie wieźć taryfą na pomeczową fiestę, bo znowu trzeba by robić zrzutę. Taki klub demokratyczny to jednak ciągłe ‚kaszkiet z głowy i zrzutka na trybunach na kolejne nieprzewidziane koszty’.

Ostatecznie nikt nie odniósł kontuzji (pozdrowienia dla Szymona z drużyny męskiej!), a my wygrywamy 4:1. Danka Wojciechowska zapytana po meczu, co się zadziało, że od 10 dni dziewczyny dają się „przyłapywać” na tak płynnej, kombinacyjnej i skutecznej grze, odpowiedziała: Nie zmieniłam składu, ale inaczej ustawiłam dziewczyny na boisku. Danka! Nawet nie jesteś sobie w stanie wyobrazić, jak nam się ta „ustawka” podoba! Dzięki niej mamy nie tylko pierwsze trzy punkty, ale też drużynę, która nam się coraz fajniej rozpędza. Po tym, co zobaczyliśmy w tę sobotę, podejrzewamy, że wracamy do walki o topowe pozycje. Rzut oka na tabelę? Utwór AKS ZŁY, cztery tygodnie na liście i skok z szóstego miejsca na trzecie!

aaaaa-koniec
są trzy punkty. są gwiazdy wieczoru. jest biały dym nad Szmulkami

Niniejszym zapraszamy na kolejne mecze. Za tydzień wyjazd do… Mszczonowa (rywalem LKS Mszczonowianka), a już za dwa… wielce oczekiwany rewanż z WAP! Ponieważ jest to także relacja podsumowująca cały ZŁY-DWU-MECZ, to przytoczmy kilka terminów, które po tej sobocie weszły do naszego klubowego słownika:

ZŁA SOBOTA to taki dzień, w którym nasz klub zgarnia pełną pulę: 2 zwycięstwa, 5 bramek, 6 punktów; dzień taki kończy się zwykle klubową fiestą, w której bierze udział cały Zły półświatek: piłkarki/piłkarze, fanki/fani, prezeski/prezesi.

MAGICZNA DON PEDRO to arena, na której nasze drużyny od 270 minut nie straciły nawet punkcika; nasi rywale dostają tu bramki w ostatnich kwadransach meczu (metoda Złych Chłopaków), a nasze rywalki zostają trafione czarną dzidą prosto w serce (metoda Złych Dziewczyn).

TUMULT NA SZMULKACH to masa krytyczna występująca, gdy kilkaset czarno-białych kibicek i kibiców ogląda od świtu do zmierzchu mecze obu Złych drużyn na Szmulowiźnie.

SZTUCZNA MGŁA NAD BAZYLIKĄ to zjawisko występujące przy Złej Sobocie, gdy na Magicznej Don Pedro pojawi się Tumult na Szmulkach i odpali Biały Dym, aby czcić sukcesy swoich drużyn (Arena Don Pedro sąsiaduje z majestatyczną Bazyliką Najświętszego Serca Jezusowego).

4:1. Amen.

ARIEL

aaaaa-sam-koniecwynik-dziewczyn