Remis na dziko! Złoty Dyliżans wywozi punkt z Łochowa (relacja żeńska z 3. kolejki)

Rozwiązań na spędzenie jednego z ostatnich ciepłych weekendów w tym roku może być wiele. Warszawiacy mogą pójść nad Wisłę – na plaże albo schodki, wyruszyć do parków na piknik, udać się na wieś w środku miasta czyli do ogródków działkowych, słoiki – wyjechać po zapasy do rodziców. Źli Kibice natomiast uznają, że najlepszym sposobem na taką niedzielę jest turystyka piłkarska, a w tym konkretnym przypadku – wyjazd Złotym Dyliżansem (!) do Łochowa oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Zapraszamy do lektury, w jak niecodzienny sposób ekipa ze Złymi na pokładzie ponownie wyruszyła po chwałę czwartoligowych kartoflisk:-)

 

lochow_zloty_dylizans
Złoty Dyliżans na pustynnych równinach mazowieckiego Dzikiego Zachodu. To się nazywa stylowa klubowa fura!

Złoty Dyliżans naszego supportera Marcina Althamera wyruszył spod Don Pedro Arena z lekkim poślizgiem – w końcu niedziela jest po sobocie, a wiadomo nie od dziś, że sobota to sobota, a kolega jest od tego i wypada czasem spotkać się z nim. Zaspani kibice i kipiące energią piłkarki od początku dostosowali się do aury i wykazywali pogodę ducha. I w atmosferze piłkarskiego święta – jak zwykle w ostatnich tygodniach – rozpoczynają wspólny dzień.

 

W samym Łochowie atmosfera równie sielska. Mazowieckie pola i łąki rozbłyskiwały w słonecznych promieniach wrześniowego popołudnia, a obraz ten przywodził na myśl jednoznaczne skojarzenia: wsi spokojna, wsi wesoła, który głos twej chwale zdoła? Okazało się, że były to głosy piłkarek i kibiców AKS ZŁY. Te pierwsze swoimi komunikatami na boisku dawały odczuć, że drużyna łapie coraz lepszy kontakt, a dziewczyny biorą sobie do serca rady trenerki Danki i rozmawiają ze sobą na boisku, jak przystało na profesjonalistki – wszak komunikacja to w piłce nożnej rzecz niewątpliwie istotna. Kibice nie byli dłużni piłkarkom i w chwilę później zawiązał się dwugłos nieklasyczny: kibice krzyczeli co tchu, a piłkarki odwzajemniały energię płynącą z trybun. A na samych trybunach tego dnia głos mieli również miejscowi kibice, którzy tak jak AKaeSiacy czuli więź ze swoimi piłkarkami. Piękną łochowską gwarą kibice ŁKS-u zagrzewali swoje dziewczyny do gry o trzy punkty.

lochow_meczycho_z_remiza
Jesteśmy zachwycone lożą VIP na łochowskim stadionie! To stamtąd w I połowie widać było przewagę ŁKS-u. A ponieważ często był pożar w naszym polu karnym , nasi kibice zastanawiali się, czy budynek aby nie jest też lokalną remizą.

I zawodniczki z Łochowa początkowo nie zawodziły zgromadzonych – zwłaszcza w 16. minucie, gdy zawiązują dynamiczną akcję prawym skrzydłem, przegrywają piłkę przez środek pola, gdzie dryblująca zawodniczka Łochowa wpada niczym burza w pole karne, mijając heroicznie broniącą piłkarkę ZŁEGO. Ta niestety niefortunnie podcina łochowską dziewczynę i sędzia bez namysłu wskazuje na wapno. „Karny to jeszcze nie gol”, jak mawiają klasycy polskiego komentatorstwa piłkarskiego, jednak w tym wypadku strzał z jedenastego metra został zamieniony na bramkę. Rozbudziło to w naszych dziewczynach emocje i od utraty bramki nie schodziły praktycznie z połowy przeciwniczek, narażając się kilkukrotnie zresztą na bardzo niebezpieczne kontry, które na szczęście kończyły się niecelnymi strzałami. Jednak skupienie się na atakach przyniosło oczekiwany skutek – oczekiwany zarówno przez same piłkarki, jak i głodnych goli kibiców. W 30. minucie pada gol dla AKaeSiaczek, jednak sędzia dopatruje się spalonego – który w zgodnej opinii warszawskich kibiców i działaczy był arbitr-alną halucynacją. Również i to nie podłamało tego ZŁEGO, ataki z naszej strony sunęły jeden za drugim. Po jednym z nich piłkarska AKS-u pada w polu karnym i sędzia tym razem odgwizduje rzut karny na korzyść przyjezdnych. Tuzy polskiego komentatorstwa znów chłodziłyby nastroje znaną maksymą, jednak kibice ubrani w czarno-białe barwy widzieli już piłkę w bramce… Niestety rachunek prawdopodobieństwa tym razem wziął górę nad niepodlegającą regułom matematyki piłką nożną i ten rzut karny zostaje obroniony przez bramkarkę z Łochowa. Co się odwlecze, to nie uciecze, a co wisi, nie utonie, a AKS i w ataku, i w obronie – właściwie to w obronie jakby mniej, ale trzeba oddać dziewczynom, że ciąg na bramkę miały imponujący. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy grająca trenerka Danuta trafia do siatki przeciwniczek – tylko że i tym razem słońce zakrzywia optykę i sędzia podnosi rękę do góry, wskazując spalonego.

Niedzielne trybuny w przerwie meczu nieco opustoszały, a niektórzy kibice udali się do oddalonego o kilkaset metrów sklepu i zaopatrzyli w prowiant pozwalający napełnić brzuchy, aby zapewnić sobie energię na kolejne 40 minut dopingu. Przerwa w meczu to również idealny moment na zapoznanie się z wydarzeniami kulturalnymi. I tak okazuje się, że w Łochowie w piątek 16 września miał miejsce koncert Mamadou & Sama Yoon na deskach miejscowego domu kultury. Zespołu znanego działacza, który od lat poprzez muzykę i działania artystyczne przybliża polakom wartości płynące z różnic kulturowych . Jak widać wielokulturowość zatacza kręgi nawet w zbożu i dociera w różne zakątki naszego kraju. W Łochowie zatem wrześniowy weekend mijał pod znakiem kulturalno-piłkarskiego święta.

lochow_nasze_szczelajo
Piękne złożenie się do strzału. Efekt bramkowy nadszedł jednak dopiero w końcówce. Piorunujący!

Druga połowa rozpoczęła się od ataków Złych. Napełnieni energią kibice mogli znów uskrzydlać dziewczyny, a te mogły na tych skrzydłach co chwila podlatywać do łochowskiej bramki i swoją grą stwarzać tam zagrożenie. W rezultacie pozostawione luki w obronie skutkują utratą gola po raz drugi. Łochowianki podwajają więc prowadzenie, do końca meczu zostaje jednak 30 minut, a to w piłce czas pozwalający odmienić losy – może nie świata, ale na pewno meczu. 180 sekund później do rzutu wolnego ustawionego na około 20. metrze przed bramką ŁKS-u podchodzi Sylwia Własny i cudownym technicznym uderzeniem strzela w okienko bramki gospodyń. Gol niebywałej urody wprawił w osłupienie nawet miejscowych kibiców i przez kilka chwil łochowska gwara ustąpiła miejsca warszawskim przyśpiewkom. Złe serca szybciej zaczęły pompować krew, czując, że wynik remisowy jest na wyciągnięcie dużego palca u stopy. Dziewczyny dążyły do wyrównania, co rusz powodując zamieszanie pod bramką łochowianek. Ambicję AKaeSiaczek widziało się bez mrużenia oczu, a to wprowadziło ; to ona wprowadzała niemałe zamieszanie w łochowskich szeregach. I gdy na boisku sunął atak za atakiem, a gra stawała się coraz dynamiczniejsza, na trybunach rozpoczęło się astronomiczne przetasowywanie kibiców. Znikające za drzewami słońce prowokowało pojawienie się wrześniowego chłodu, zapomnianego w trakcie mijającego już lata. Kibice przesuwali się na krzesełkach wraz z cyklem słonecznym – okazuje się, że Źli Kibice to gatunek ciepłolubny. I gdy już się przegrupowali, oczywiście wrócili do dopingu.

Na boisku trwała dominacja ambicji nad założeniami taktycznymi. Dziewczyny ze ZŁEGO parły do przodu, ile sił. To właśnie ta determinacja doprowadziła w ostatnich sekundach meczu do rzutu rożnego pod bramką ŁKS-u Łochów. Pierwszy rzut rożny został po zamieszaniu w polu bramkowym skasowany przez skomasowaną obronę ŁKS-u, ale sędzia wskazał kolejny raz na chorągiewkę w lewym narożniku boiska. Drugi rzut rożny w doliczonym czasie gry może przynieść jeden z najdramatyczniejszych scenariuszy w tej dyscyplinie sportu. Wszyscy w Łochowie wiedzieli, że ta akcja będzie ostatnią tego popołudnia, czas gry bowiem właśnie się skończył, a sędzia już szykuje się do zakończenia zawodów. Ostatnia akcja. Kibice wstają z miejsc. żeby obserwować to zdarzenie z możliwie najlepszej perspektywy. Czas zatrzymuje się w miejscu, gwara łochowska i warszawska cichną, piłka szybuje w pole karne, spada pod nogi Ani Szuleckiej, która w tej atmosferze zawieszenia zdaje się być władczynią czasoprzestrzeni: zamraża wszystkich w bezruchu, a sama oddaje szaleńczy strzał na bramkę Łochowa. Jest! Pada gol dla AKaeSiaczek. Czarno-biała brać skacze i krzyczy z radości, gwara łochowska zamienia się w gwarę szewską, a nasze dziewczyny rzucają się sobie w objęcia. I tak oto staje się rzecz historyczna, która musiała się w końcu stać, za ten wysiłek, za serce wkładane w każdy mecz, za pecha, który musiał się wreszcie odwrócić. Ten jeden punkt, wydarty w ostatnich sekundach meczu, smakuje wszystkim bez wyjątku, bo to punkt zarobiony ciężką pracą, wywieziony z odległej mieściny na wschodnim skraju Mazowsza. Możemy to dumnie ogłosić, że pierwszy punkt dla żeńskiej sekcji klubu AKS ZŁY stał się faktem.

Powrót Złotym Dyliżansem rozgrywa się w „VIP roomie” na końcu autokaru, w salonce, wokół okrągłego stołu. Szeleszczące opakowania po batonach energetycznych dają akompaniament radosnym śpiewom piłkarek i kibiców. Wiszący w tylnej szybie „pasiak” niesie radość wracającym do stolicy weekendowym turystom, którzy na koniec niedzieli mogą sobie zrobić wieńczące odpoczynek selfie z drogi. Półtorej godziny później Zła ferajna rozchodzi się do swoich domów i żegna się w całkiem dobrym nastroju. Ta niedziela nie była ostatnią. Dziewczyny wracają do gry!

lochow_maly-kibicZdjęcia: Bart robi zdjęcia