Z Legionem znów ZŁY suspens na wyjeździe (relacja męska z 5. kolejki)

wynik_legion_ii

Sobotni mecz na zalanym słońcem Targówku był idealną scenerią dla ostatniego tego lata meczu męskiej drużyny ZŁEGO. Pogoda dopisała, kibice AKS-u też, a wieczorem czekał nas jeszcze benefitowy koncert, innymi słowy – bajka! Wszyscy byliśmy więc w sielskich nastrojach i nic nie zapowiadało ciężkiej przeprawy, jaka stała się naszym udziałem. Precyzując: udziałem naszych piłkarzy. Ale po kolei…

 

legion_dzieci_kregle
Dzieciaki już ustawione jak kręgle. Co zrobić, by przetrwały? Pozwólmy na uderzanie piłki w stronę naszej bramki… No tak, to był powód! Słowo skauta!

Ubiegłotygodniowe okazałe zwycięstwo nad Orłami z Parysowa mogło uśpić naszą czujność. Wprawdzie w meczu z Legionem II Warszawa nie byliśmy faworytem (to rezerwy klubu grającego w o wiele wyższej lidze), ale niejeden kibic i kibicka wierzyli, że damy radę. Nie wiadomo, jak rysowały się nastroje u kibiców gospodarzy, faktem jest, że Źli na trybunach stanowili większość. Na boisku miało się jednak wrażenie, że z liczbą piłkarzy jest odwrotnie. Co ciekawe, boisko na Targówku od prawej strony nie jest ogrodzone. Obok znajduje się kolejne, na którego murawie w czasie naszego meczu trenowały dzieci. Tak, tak, rozgrywki B-klasy i trening juniorów młodszych za jednym zamachem. Oczami wyobraźni widziałam, jak piłka po strzale któregoś z seniorów wpada w środek grupy dzieci… Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i każdy z zespołów nie wykraczał poza swój plac gry.

 

Pierwsze minuty meczu upłynęły pod znakiem badania się obydwu zespołów. Nie minęło ich jednak wiele i Legion przystąpił do zmasowanych ataków. Już w 13 min. nasz bramkarz po dobrze wykonanym rzucie rożnym i dobitce przeciwnika wykazuje się pewną interwencją. Przez następne chwile piłka nie opuszcza naszej połowy. Zawodnicy Legionu co i rusz męczą naszą obronę, która na szczęście pilnuje swoich posterunków i nie pozwala na stratę gola. Jak tylko futbolówka przebijała się na środek boiska, to od razu zawodnicy w czerwonych koszulkach zawracali ją na Złe pole karne. Przewaga gospodarzy nie podlega dyskusji. Kibice w barwach black&white też to widzieli i śpiewem usiłowali poderwać podopiecznych Antonia Shehadee do walki.

 

 

legion_poloz_bramki
– Panowie, mecz wyjazdowy. Co robimy?   – Przewróć bramkę, a nuż nic nie wpadnie w ostatniej minucie?

Tymczasem gospodarze straszą kolejnymi dośrodkowaniami. Złe Chłopaki odgryzają się kontrą, niestety nieudaną. Piłeczka wraca w pobliże naszej bramki, gdzie nasz golkiper Mariusz Szymański efektownie pada na murawę – o tyle dobrze, że z piłką w dłoniach. Po chwili rusza kolejna akcja Legionu i w naszym polu karnym któryś Zły fauluje zawodnika Legionu. Sędzia nie ma wątpliwości i dyktuje karny, którego na bramkę zamienia… sam legionowy bramkarz, Franciszek Dmochowski. To była 24 min., ja jednak wolę ją pamiętać z powodu gromkich okrzyków bojowych biało-czarnej publiki.

 

Po golu Legion nie spoczął na laurach, a po Złej drużynie było widać, że jest naprawdę zła. I to nie na wynik, i nie złością sportową, a tego dnia po prostu piłkarsko. Niestety w tamtej chwili nie wyglądało to dobrze. Gospodarze wzmogli ataki na naszą bramkę. Wprawdzie nasz skrzydłowy Gio Komoshvili próbuje kontry, ale ta zupełnie mu nie wychodzi. Na jedną naszą akcję Legion odpowiada kilkoma. A to wolny, a to piękne dośrodkowanie czy przerzuty na skrzydło. Jeszcze wtedy niecelne. U nas z kolei bezradność próbuje przerwać Mati Ositek, tylko że od obrony Legionu odbija się jak od muru. A że naszym zawodnikom brakuje pary w nogach, kolejny gol dla rywali jest tylko kwestią czasu. W 29. minucie Legion bije piłkę z rzutu rożnego, a ta po strzale Michała Lichoty wpada do bramki. 2:0 dla naszych boiskowych przeciwników, a szans na poprawę gry AKS-u jakoś nie widać… Grunt, że na trybunach doping się wzmaga, a szeregi kibiców ZŁEGO zasilane są kolejnymi wielbicielami futbolu.

 

Na boisku Legion poczuł krew i nie ustaje w atakach. Po kolejnym rożnym – który to już dla rywali w tym meczu?! – na szczęście wybijamy piłkę. Po półgodzinie gra się uspokaja i toczy w środku pola. Za krótko… po paru chwilach znów przenosi się w nasze pole karne. I wtedy pojawia się światełko w tunelu. Dotąd niewidoczny Elias Shehadee przedziera się skrzydłem na pole karne przeciwnika. Na plecach „dźwiga” dwóch zawodników Legionu i mimo tej asysty oddaje strzał. Pierwszy celny strzał AKS-u w tym meczu! Niestety piłka toczy się obok słupka, ale przynajmniej zawodnicy przypomnieli sobie, że przecież wiedzą, jak się kopie piłkę. Wśród biało-czarnych szalikowców niosło się „…kto tak pięknie w piłkę gra…”, a nasi bianconeri dalej atakują. W 37 min. następuje kolejna próba, ale Mati Ositek nie doskoczył do główki i dobrze rokująca akcja rozpłynęła się w nicości. Nawet zazwyczaj spokojny trener w końcu się zdenerwował i zaczął głośno poganiać chłopaków. Zwłaszcza że gra znowu przenosi się na naszą połowę. 38 min. i nasz bramkarz broni kolejny groźny strzał. Tylko jego umiejętnościom zawdzięczamy stratę jedynie dwóch goli! 40 min. meczu, a po bezbarwnej kopaninie piłkarzy widać, że marzą już o przerwie. A jednak nie! W 43 min. ZŁY zrywa się do akcji, ale bramkarz przeciwników jest nie do przejścia i pewnie chwyta piłkę. Kibice śpiewem domagają się więcej. Pod koniec I połowy jest jeszcze rzut rożny, oczywiście dla Legionu. Na szczęście Kuba Socha główkuje i oddala niebezpieczeństwo utraty „bramki do szatni”. Szkoda, że z naszej strony też szansa się oddala – niby jest kontra, ale zabrakło ostatniego podania. Po chwili Gio biegnie skrzydłem, ale znów nie ma komu podać i wycofuje piłkę, a sędzia kończy I połowę.

 

legion_trener_wyglada
Antonio wygląda lepszej gry w II połowie. No i są widoki, że ją dostrzeże!

Zapowiadało się, że nasi zawodnicy usłyszą w szatni mocne słowa od trenera. Czy przerwa pomoże? – zastanawiali się kibice. Stali bywalcy meczów AKS-u przyznawali, że tak słabej gry zawodnicy w czarnych koszulkach jeszcze nie zaprezentowali. Po chłopakach nie widać znanej z poprzednich meczów sportowej agresji. Zawodnicy nie realizują taktyki, wyćwiczone schematy nie działają. Czy więc w drugiej części gry czeka nas pogrom?

 

Wraz z końcem przerwy w drużynie AKS-u grę tego dnia kończą Mateusz Ositek, którego zmienia Bartek Łukasiak, i Duc Minh Pham, za którego wchodzi Henio Nguyen. Początek II połowy zwiastuje podobny przebieg wydarzeń na boisku co w I połowie: atakuje Legion, a nasz szkoleniowiec znowu podnosi głos. Kibice też krzyczą – AKS! AKS! Zły broni się pewnie. Po jednej z akcji bramkarz łapie piłkę, a po drugiej obrońca Kuba Socha popisuje się ładnym wślizgiem i wykopem. W kolejnych minutach wreszcie gramy akcja za akcję. Jest też pierwsza zmiana w ekipie gospodarzy, numer 10 (Kamil Kuleszczyk) schodzi z boiska i zastępuje go zawodnik z numerem 19 (Dawid Lewandowski). „Dziesiątka” zawsze wygląda groźnie, a tu schodzi… Jakiś wybieg? Niekoniecznie, oto bowiem mamy rzut wolny po faulu na naszym zawodniku – jeszcze bez efektu. Pod naszą bramką uwija się za to niezawodny Kuba Socha i też wybija co trzeba. Po paru sekundach rusza Zła kontra, ale strzał Eliasa paruje bramkarz Legionu i piłka przechodzi obok słupka. Już po chwili gra toczy się pod naszą bramką, a tam, cytując klasyka, „ofiarnie broni” Socha. Gdyby nie on i Mariusz na bramce, to w plecy mielibyśmy pewnie z cztery razy więcej bramek. Jest i czas na naszą akcję, ale Elias znowu nie daje rady obrońcy przeciwnika. Trener „Totinho” krzyczy: Jedziemy!, a niezmordowani kibice jadą ze śpiewem. Piłkarze tym razem nie odstają. Zła gra jest już w tym momencie dużo lepsza niż w pierwszej odsłonie widowiska, ale ciągle brakuje kropki nad i, a właściwie dwóch – tych wyrównujących.

 

Po 20 minutach II połowy w drużynie Legionu następuje druga zmiana – zawodnik z numerem 6 (Albert Sikorski) zastępuje tego z numerem 17 (Piotra Muchę). Tymczasem AKS bije rzut wolny, niestety chybiony. Nie poddajemy się jednak i ponownie strzelamy na bramkę Legionu, ale – do kruca! –  obok bramki. Teraz akcja gospodarzy, nie udaje się, ale my nie potrafimy tego wykorzystać. Gra toczy się w środku boiska, potem przenosi się na skrzydło. I gdy jesteśmy już pod bramką Legionu, piłka ląduje na trybunach. Wreszcie zdobywamy rzut rożny, źle go wykonujemy, na szczęście mamy jeszcze aut. Szybka wrzutka, pod bramką przeciwników się gotuje, niestety tylko chwilowo. W odpowiedzi Legion kąsa skrzydłem, ale broni niezłomny Szymański.

 

Kibice intonują AKS, warszawski klub bojowy. Za to go kochamy!, ale na boisku  waleczniejszy jest Legion. I gdy zewsząd słyszymy narzekanie, że nasza druga linia nie istnieje, ZŁY podrywa się do ataku. JEST! W 75 min. Bartek Łukasiak zdobywa bramkę kontaktową. Źli kibice szaleją! To jeszcze nie koniec, piłkarze AKS-u nabierają wiatru w żagle i walczą o remis. Trener jest znowu w nerwach, bo dwie akcje Eliasa nie przynoszą zmiany rezultatu. Najpierw piłkę spod nóg wyłuskuje mu bramkarz rywali, a potem nasz napastnik odbija się od obrońców Legionu. Szkoda, bo była szansa na piękną bramkę z woleja!

 

legion_socha
Bohater wielu zdań z niniejszej relacji. Balet Kuby S. – i nadzieja jest.

Mecz się rozkręcił na dobre. Dzieje się pod jedną i drugą bramką, ale za chwilę cieszyć się będzie tylko jedna drużyna. Wolny dla ZŁEGO, kibice zaczynają fałszować przebój Free from desire, a tu jak na zawołanie Kuba Socha is on fire! Znaczy się – jest gol dla Złego! Gol stadiony świata – po strzale z wolnego, jakiego nie powstydziłby się Roberto Carlos czy inny David Beckham. Po uderzeniu w samo okienko bramkarz Legionu nie miał szans. 2:2! Biało-czarne trybuny szaleją, mnie prawie spada z kolan laptop, na którym skrobię tę relację. Kibice skandują nazwisko naszego obrońcy, a mecz zaczyna się od nowa!

 

Po wznowieniu gry wyprowadzamy kolejny atak, ale zawodnik Legionu fauluje. Jest żółta kartka i rzut wolny. Nie wykonujemy go jednak tak dobrze jak przy golu Kuby i akcja przenosi się pod naszą bramkę. W 80 min. trener ZŁEGO zmienia dwóch graczy. Hubert Olewiński zastępuje Kubę Gaickiego, a Łukasz Sekulski – Tomka Malinowskiego. Na murawie wet za wet. Z naszego wolnego gola nie było, choć piłka pięknie szybowała, ale niestety obok bramki. Legion też atakuje, jednak nie tak groźnie jak w I połowie. Kolejny, już chyba tysięczny strzał gospodarzy z rzutu rożnego przejmuje Kuba Socha i wypuszcza Eliasa do przodu. Nasz piłkarz nie dobiega do piłki, a bramkarz Legionu niczym Manuel Neuer wyszedł na pozycję stopera i przerwał kontrę. Kurczaki!

 

Mecz ma się ku końcowi, ale obie drużyny nie zaprzestają ataków. Bramka wisi w powietrzu, tylko dla której ze stron? Odpowiedź poznajemy już chwilę potem. Michał Kurowski daje się wyrolować napastnikowi gospodarzy i faulem ratuje sytuację. Wolny dla czerwonych zostaje dobrze rozegrany – jest strzał, ale nasz bramkarz łapie piłkę. Po chwili robi się ogromne zamieszanie i niespodziewanie piłka wpada do naszej bramki. Zawodnicy w czarnych koszulkach podnoszą ręce, ale sędzia wskazuje na środek pola. Piłkarze AKS-u przekonują go o faulu na bramkarzu. Na nic protesty, na nic krzyki, niewzruszony arbiter wyciąga żółtą kartkę i za kwestionowanie jego decyzji karze Złego zawodnika – Łukasza Sekulskiego. Boisko kipi od emocji, nasi piłkarze nie mogą powstrzymać złości i kopią murawę, ale trzeba rozpocząć grę od środka. Atakujemy, ale zawodnicy gospodarzy grają na czas. Kibice ZŁEGO intonują Gramy do końca! – Legion też bierze sobie te pieśni do serca, czy tam nóg i przeprowadza tysiąc pierwszą groźną akcję. Po rogu dla Legionu była szansa na kontrę. Niestety ani ona, ani kolejny rzut wolny nie przynoszą rezultatu i to nasi przeciwnicy schodzą do szatni bogatsi o trzy punkty.

 

Piłkarze dziękują kibicom za doping, a ci żegnają ich brawami. Niektórym puszczają nerwy i słownie dostaje się też sędziemu. Miny zawodników AKS-u mówią wiele, są zmęczeni i zdenerwowani. Czas na zimny prysznic. W szatni trener ZŁEGO potwierdza, że ostatnia bramka nie powinna zostać uznana i zrezygnowany macha ręką. To był ładny dzień na Targówku, ostatecznie niezła gra, ale wynik gorszy. Football, bloody hell!

LOLA

legion_podziekowania_z_kibicami
Miny niemrawe, bo punktów ni ma… Ale my i tak kochamy ten moment: podziękowania dla zacnych aktorów za sobotni B-klasowy spektakl od licznie zgromadzonej widowni. Piąteczka, chłopaki! Widzimy się za tydzień.