Sunday, bloody Sunday… Złe Dziewczyny – Orlęta Baboszewo 2:5 (relacja żeńska z 2. kolejki)

Orlęta_Baboszewo

Niedzielne poranki mają swoją specyfikę. Tak śpiewał o nich Johnny Cash: Zadymiłem swój umysł zeszłej nocy (…). Potem przeszedłem przez ulicę i poczułem niedzielny zapach smażonego kurczaka, i boże, to zabrało mnie z powrotem do czegoś, przypomniało mi to coś, co straciłem jakoś gdzieś, po drodze. Kibice, którzy w niedzielny poranek 11 września spotkali się na śródmiejskim dworcu w Warszawie, mogli nucić tę balladę po drodze na stadion w Rembertowie i nie byłoby to za grosz przesadzone. Ulica Strażacka, prowadząca na rembertowskie boisko, swą szerokością łatwo pomieściła najwytrwalszych fanów, którzy jedząc prowizoryczne śniadanie, zmierzali na mecz Złych Dziewczyn. W rozmowach kibiców przewijały się przewidywania co do gry, wyniku i potencjału rywalek, z którymi AKS ZŁY miał się mierzyć niedzielnego przedpołudnia.

Rywalkami AKS-u był zespół Orlęta Baboszewo z miejscowości liczącej około 8 tysięcy mieszkańców. Siedzący na trybunach kibice już w trakcie meczu zachodzili w głowę, jak w równie niewielkiej miejscowości udało się wyselekcjonować zespół tak dobrze grających dziewczyn.

Mecz miał się rozpocząć o godzinie 11, ale ze względów formalnych pierwszy gwizdek rozbrzmiał dopiero kwadrans później. Formalnymi względami był tutaj, cóż, brak sędziów i konieczność ich wyznaczenia wśród osób zgromadzonych na stadionie. Wedle regulaminu rozgrywek sędziów nominuje gospodarz – w tym przypadku AKS ZŁY, natomiast drużyna przeciwna akceptuje wybór bądź nie. Sędzią głównym został trener żeńskiej drużyny z III ligi, który przyszedł na mecz ZŁEGO z Orlętami w roli kibica, a skończył biegając po boisku z gwizdkiem w ręku. Formalność spełniona, można więc grać.

prezentacja drużynMecz rozpoczął się od wysokiego pressingu Orląt; dziewczyny z Baboszewa rzuciły się na rywalki niczym orlątko na pierwszą w życiu zdobycz. Baboszewskie piłkarki nie odstępowały AKaeSiaczek na krok, nie pozwalając im na spokojne rozgrywanie piłki. Pressing ten przyniósł skutek – Złe Dziewczyny straciły piłkę i pozwoliły na dośrodkowanie w pole karne, które skończyło się interwencją w obronie i rzutem rożnym. Po kornerze Złe wykonały szybką kontrę, jednak ta skończyła się spokojną interwencją bramkarki. Chwilę później Orlęta Baboszewo strzeliły pierwszą bramkę, która padła po zamieszaniu w polu bramkowym gospodyń. Strzelczynią bramki okazała się Agnieszka Rosińska.. Stracony gol zupełnie zdekoncentrował nasze, czego konsekwencją było szybkie zgubienie piłki i utrata kolejnej bramki. Orlęta wyprowadziły kombinowany atak prawym skrzydłem, a dośrodkowana z linii końcowej piłka przeleciała przez całe pole karne i spadła pod nogi Darii Piskorskiej, która mierzonym strzałem z zimną krwią pokonuje naszą Magdę Bryk. Dwie bramki w dwie minuty – i po niespełna 10 minutach meczu AKS przegrywał 0:2. Ataki dziewczyn z Baboszewa nie ustały po strzeleniu goli – przyjezdne chciały bardzo mocno zaznaczyć swoją obecność w Warszawie. Kolejne minuty to frontowe ataki Orląt, które mniej więcej w 20. minucie meczu doprowadziły do trzech rzutów rożnych z rzędu. Złe Dziewczyny uwijały się w obronie, jak tylko mogły. Zmasowane ataki Orląt pozwalały wychodzić co rusz z kontratakami, z których jeden zakończył się groźnym strzałem Agnieszki Boczkiewicz – jednak strzałem niecelnym.

Przerwa na wodę po upływie 20 minut gry pozwoliła obu drużynom nieco odetchnąć, a kibicom wymienić się spostrzeżeniami na temat meczu. Dominowało przede wszystkim wielkie uznanie dla obu ekip, że pomimo gry w pełnym słońcu panie starały się grać w tempie rodem z angielskiej Premiership.

Po prowizorycznej przerwie gra się nieco wyrównała. Złe miały szansę wyprowadzić kilka ataków pozycyjnych, które kończyły strzałami. Strzały niestety były niecelne – niestety ponad bramką lub obok niej. Po półgodzinie gry nasze zawodniczki miały dwie bardzo groźne akcje. W jednej z nich Paulina Łężak wyszła sam-na-sam z bramkarką Orląt, jednak w decydującym momencie skierowała piłkę obok prawego słupka. Chwilę później kolejny raz mocno zaznaczyła swoją obecność na boisku, szyte na miarę dośrodkowanie z prawego skrzydła wylądowało na głowie Agnieszki Boczkiewicz, która kontrującym strzałem – w imię zasady „poślij piłkę tam, skąd przyleciała” – uderzyła w przeciwny róg bramki. Piłka wylądowała na poprzeczce, odbiła się od linii bramkowej i wyszła z powrotem w boisko, a Orlęta szybko pozbyły się gorącego kartofla, wybijając piłkę daleko w głąb pola. Tuż po tej akcji sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy. Zmęczone piłkarki natychmiast udały się w stronę okolicznych drzew, które dawały upragniony tego dnia cień. Kibice podjęli tę samą decyzję i także udali się pod drzewa w poszukiwaniu wytchnienia – od emocji i od słońca.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków Orląt. Najwyraźniej ich cień był chłodniejszy od cienia Złych dziewczyn, Orlęta nacierały bowiem raz za razem, jakby dopiero rozpoczęły mecz. Ataki baboszewskiego zespołu ostudził strzał z dystansu Złych – i chociaż niecelny, to brawa zdecydowanie należały się zawodniczce za odważną decyzję. Następne minuty to  huraganowe ataki na bramkę Magdy. Na wysokości zadania stanęła jednak linia defensywna, która heroicznymi interwencjami – m.in. perfekcyjnym wślizgiem – ratowała Złe od utraty gola. Ale co się odwlecze, to nie uciecze – takie natarcia musiały w pewnym momencie skończyć się golem dla Orląt. Po kolejnym ataku na strzał z 16. metra zdecydowała się Izabela Kuligowska. Piłka przeleciała nad interweniującą golkiperką i wpadła do naszej bramki. 0:3 to trudny do przyjęcia wynik dla naszych zawodniczek biegających bez wytchnienia. Gra odrobinę się wyrównała – prawdopodobnie przez podświadome cofnięcie się Orląt do obrony. To dało szansę na przeprowadzenie akcji strzeleckiej w wykonaniu gospodyń. Została poprowadzona lewym skrzydłem i zaowocowała podaniem po ziemi na 16. metr, a ustawiona tam Paulina strzeliła z pierwszej piłki. Niecelny strzał, ale akcja bardzo ładna – widać było zmysł kombinacyjny w tej akcji. Chwilę później Złe dziewczyny miały rzut rożny i kolejną okazję na gola, jednak interweniowała defensywa Orląt i piłka uderzona głową przez naszą zawodniczkę została wybita w głąb pola. Możliwość wykonania tych kilku ataków pod rząd uśpiła czujność piłkarek z miasta Tyrmanda. Orlęta ruszyły znów w pobliże pola karnego, a tam jedna z zawodniczek spróbowała dryblingu, który skończył się faulem na 30. metrze. Dobre dośrodkowanie w pole karne dotarło do Natalii Mak, która wykazała się przytomnością umysłu i w gąszczu nóg zareagowała najszybciej i wpakowała piłkę do bramki. Po tym golu sędzia zarządził drugą przerwę na wodę.

Następne minuty to wymiana ciosów, atak za atak. Jedna z takich wymian to swoista epickość. Złe dziewczyny wykonują rzut rożny, oddają strzał z główki obok bramki; następuje szybkie wznowienie gry i atak Orląt zakończony strzałem w słupek – to była akcja meczu. Gol nie padł dla żadnej ze stron, jednak tempo wykonanych sekwencji robiło niekłamane wrażenie. Znakomitą akcją Złe Dziewczyny wykazały się w 36. minucie meczu: Natalia Dzida otrzymała prostopadłe podanie ze środka pola między dwie obrończynie, obie wyminęła jednym zwodem i mierzonym strzałem w prawy róg pokonała bramkarkę z Baboszewa. Jest upragniony przez kibiców i kibicki gol dla AKS-u! To podrywa kibiców do dopingu i piłkarki do dalszej walki. Jest 1:4, ale dziewczyny nie skapitulowały– dalej robiły swoją robotę i chwilę później wywalczyły rzut wolny z okolic 20. metra, który skończył się strzałem w poprzeczkę po dośrodkowaniu na głowę Sylwii. Ta sama zawodniczka co rusz odnajdywała się w sytuacjach bramkowych. Po chwili dziewczyny wykonały idealną kopię pierwszej bramki. Znów piłka ze środka pola posłana między obrończynie, tam na linii spalonego ustawiona jest Sylwia Dzida, która bierze na plecy jedną z obrończyń, przedziera się w pole karne i stojąc oko w oko z bramkarką, ładnym kropnięciem w prawy górny róg strzela drugą bramkę w meczu.orlęta_baboszewo

Doprowadzenie do wyniku 2:4 wlało w serca kibiców i piłkarek nadzieję do osiągnięcia korzystnego rezultatu. Dziewczyny skupiły się na ataku, osłabiając nieco obronę – w głowie na pewno pobrzmiewało „nie ma czego bronić, trzeba atakować”. Rozluźniona defensywa pozwoliła filigranowej Natalii Mak na rajd lewą stroną boiska, przedryblowanie naszych obrończyń i oddanie strzału nad bramkarką. Piłka zatrzepotała w naszej siatce po raz piąty. Złe próbowały się jeszcze odciąć Orlętom, jednak już do końca meczu nieskutecznie.

Cały mecz przebiegał w szybkim tempie jak na panującą temperaturę. Akcje były żywe, a dziewczyny właściwie nie przystawały na boisku. Na szczególną uwagę zasługują gole wszystkich strzelczyń. Zdobyte bramki odznaczały się niebywałą wręcz urodą. Na brawa zasługują zarówno zawodniczki, jak i sędziowie tego meczu – zwłaszcza „przypadkowy kibic”, który stał się tego dnia rozjemcą zawodów w Rembertowie. Dodatkowym urokiem meczu były popisy trenerskie przy bocznej linii. Zarówno trenerka Danuta Wojciechowska, jak i Sławomir Adamski dali doskonały one (wo)man show, energicznie co chwila dając wskazówki swoim zawodniczkom. Wielki szacunek dla pana Sławka za okrzyki po faulach jego zawodniczek: „Przeproś!”. Etos fair play to jest to, co Źli lubią najbardziej.

Za użyczenie zdjęć, serdecznie dziękujemy naszym rywalkom: Orlęta Baboszewo – Sekcja Kobieca, www.facebook.com/OrletaBaboszewo/