5:0. Po Orle pozostał na lotnisku tylko cień (relacja męska z 4. kolejki)

mecz_4_orzel_parysow

Zgodnie z ubiegłotygodniowymi obietnicami w ten weekend zabraliśmy się ostro do odrabiania strat po feralnym 2:3 w meczu z Interem. Jako że klub to my wszyscy, kibice ZŁEGO, to w ten sobotni wieczór zamiast szaleć z jasnym pełnym nad Wisłą lub penetrować wieczorową Pragie, poszliśmy Złą chmarą, by dopingować naszych bianconeri – tym razem na obiekcie OSiR Targówek… na Bródnie.

Pogoda sprzyja nam od początku sezonu, więc inaczej nie mogło być i w tę sobotę: wieczorne słońce zachęcało do kibicowania. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem mieliśmy okazję zauważyć, że nasi przeciwnicy podchodzą do pojedynku na luzie. Fajeczka przed meczem? Można i tak, natomiast my nie polecamy – zdrowie przede wszystkim. Po krótkiej chwili biało-czarni i czarno-zieloni zawodnicy rozpierzchli się po boisku – żartobliwie określanym „lotniskiem” z powodu okalającej je bieżni (obok jeszcze widniał nieco niepokojący napis „lodowisko”…). Ostra rozgrzewka, ostatnie uwagi trenerów, wykrzyczane hasła bojowe i start – zaczęliśmy jakże oryginalny mecz.

Oryginalny, gdyż na boisku od początku pierwszej połowy było bardzo sobotnio, wakacyjnie wręcz, choć to przecie już wrzesień. Mając porównanie z zeszłotygodniowym dynamicznym meczem z Interem, pierwszy kwadrans spotkania na Targówku dla zawodników obu drużyn stanowił właściwie przedłużenie rozgrzewki. „Uważne badanie się obu ekip”, rzekliby starzy wyjadacze sprawozdawstwa sportowego. Odwrotnie natomiast było na trybunach – jak zawsze głośno, radośnie i z uśmiechem. A tym razem nawet z bębnem i syreną, ku naszej uciesze. Gadżety weryfikowały możliwości naszych gardeł – żeby je przekrzyczeć, trzeba było zdwoić wysiłki strun głosowych. Dzięki bębnowi mogliśmy jednak dodać jeszcze więcej mocy do naszych pieśni zagrzewających. Rolą syreny było stuningowanie ekspresji naszej radości na trybunach, gdy biało-czarni zdobywali gola – a wiele było takich okazji w trakcie tego meczu. Odkryliśmy również nieznane dotąd możliwości echa, które na olbrzymim stadionie szeroko niosło nasze radosne przyśpiewki po bródnowskich osiedlach.

29569365456_878ca46521_z
Mateusz Ositek strzelał już bramki w letnich sparingach. Teraz rozkręca się w lidze. Dwa gole w meczu z Orłami. Brawo Mati!

Nasi zawodnicy zaczęli spokojnie, ale jednak nie próżnowali. Już w 8. minucie Elias Shehadee przypuścił pierwszy groźny atak na bramkę. Potem nasz drybler przy wsparciu kolegów powtarzał te ataki bardzo skrupulatnie – mniej więcej co dwie minuty. Dopiero w 15. minucie Orłom udało się wywalczyć rzut rożny, który jednak nie przyniósł im nic nowego poza odśpiewaniem przez trybuny pierwszej zwrotki starego hitu „Widziałem orła cień”. W skromnym mniemaniu piszącej te słowa śpiewaliśmy nie gorzej od Jerzego Stuhra w wersji z filmowego Kilera.

Po leniwym pierwszym kwadransie gra zaczęła nabierać tempa i rumieńców. Przeciwnik pojął, że ze Złym żartów nie ma – no chyba że przed meczem – i w końcu zaczął grać trochę ofensywniej i agresywniej. Nasza riposta była jednak bezlitosna, bo właśnie wtedy – w 21. minucie – Elias strzelił pierwszego gola. Trybuny zagrzmiały radością, okoliczne bloki mimowolnie odpowiedziały, a biegacze krążący po bieżni nawet z zaciekawienia odwrócili głowy (pozdrawiamy panią w fioletowej koszulce, która dzielnie robiła okrążenia przez cały mecz. Długie wybieganie przed maratonem? Ściskamy kciuki!)

Raptem dwie minuty później nasz kolejny młody zawodnik, Mateusz Ositek z numerem „10”, zorganizował atak na bramkę przeciwnika. Piłka ku rozpaczy Złych fanów spotkała się ze słupkiem. Być może zawinił tu zbyt skromny doping, dlatego idąc tym tropem, odtąd skandowaliśmy personalia Matiego tak głośno, żeby z Bródna przekaz niósł się nawet na naszą Pragę! Na efekty nie trzeba było długo czekać:-) Już po pięciu minutach Zły zdobył kolejną bramkę, ponownie za pomocą… prawej?… lewej?… Nieważne, ważne że precyzyjnej nogi Eliasa. Jeśli nasz goleador nie zwolni, to po sezonie każda z jego nóg będzie miała oddzielny fanpejdż na Facebooku.

29605400615_d13a28ec3e_z
Po takim meczu i takim dopingu ciężko jest się rozstać. 10 minut po końcowym gwizdku sędziego, a Zła drużyna wciąż przed naszą trybuną. Jest pięknie!

Niedługo później Michał Kurowski wspólnie z Jankiem Tomaszewskim wybronili atak przeciwnika. Zawodnik przeciwników w koszulce z „czternastką” z rozpaczy dosłownie wyskoczył z butów – chwilę mu zajęło, zanim mógł wrócić do gry. Pod koniec pierwszej połowy drużynie z Parysowa zagroził jeszcze Kuba Socha, potem w końcu to Orzeł się rozbudził i wykonał pierwszą zagrażająca Złemu skrzydlatą akcję. Na szczęście golkiper Tomaszewski czuwał i razem z Kubą wspaniale wybronili korzystny dla nas wynik.

Już w piątej minucie drugiej połowy stało się jasne, że weekendowo leniwy nastrój meczu się ulotnił. Orły dzielnie pikowały na naszą bramkę i niebezpiecznie długo wokół niej krążyły. Dzielnymi akcjami oddziobywał się Mateusz Ositek, który cały czas usiłował przesunąć grę na połowę przeciwnika i w 60. minucie zaczął bezlitosne bombardowanie orlej bramki. Skrzydlaci jednak się nie dali i ostro sprawdzali formę naszego bramkarza – a to po akcji, w której ostatecznie odgwizdano spalonego, a to kolejnym groźnym atakiem w 66. minucie. Jednak już chwilę później Mateusz przejął piłkę i trzeci raz w tym mecz padł gol dla Złego. Szaleństwo na trybunach stało się faktem: syrena trąbi, bęben dudni, a kibice skandują imię strzelca. Nasz trener postanowił posłać na „lotnisko” kolejnych śmiałków: po zmianach na boisko wleciał Adam Pierzchała. 71. minuta meczu pozbawiła znaczenia ostre ataki Orłów, bo właśnie wtedy padła czwarta bramka dla Złych Chłopców, brawurowo wbita przez Kubę Sochę. Orły starały się jeszcze atakować, jednak interwencje Janka Tomaszewskiego podcięły im skrzydła, a w 78. minucie Mati Ositek już ostatecznie ostudził ich zapał, poprawiając wynik na pięć bramek dla Złego. Na boisku więc spokój grabarza, na trybunach za to – euforia sięgająca zenitu.

Mecz zakończył się wynikiem 5:0 dla Złego, a po optymizmie Orłów z początku meczu pozostał już tylko cień. Naszym zdaniem nie docenili Złych piłkarzy i ich nieustającego dążenia do zdobywania bramek, napędzanego bardzo Złym dopingiem. Obu drużynom bardzo dziękujemy za ten mecz (od naszych mamy nadzieję na więcej takich!), a  OSiR-owi Targówek – za wspaniałe przyjęcie Złej ferajny. W szczególności dziękujemy Ivanowi Mezhui za fotorelację z tego meczu, dzięki niemu mamy tak fantastyczne zdjęcia. Orzeł wylądował, Zły wzlatuje w górę tabeli. Do zobaczenia za tydzień!

29605401345_ebe743bfeb_z
Jak tak dalej pójdzie, to Minh Duc Pham dostanie pseudonim ‚Kameleon’. Co mecz, to Duc na nowej pozycji. I na każdej świetnie wykonuje swoje zadania!