W futbolu można kupić wszystko. Także silny opór kibiców (felieton)

ccc-futbol-for-you-and-me

Chyba w końcówce lata 2016 w Niemczech nie było bardziej interesującego meczu piłkarskiego niż ten, który odbył się 20 sierpnia w Dreźnie: spotkanie I rundy Pucharu Niemiec między Dynamem Drezno i zespołem RB Lipsk. Co w tym meczu takiego nadzwyczajnego? Aby to wyjaśnić, cofnijmy się w czasie…

Mało kto zdaje sobie dziś sprawę, że piłka nożna w Niemczech rodziła się niemal równolegle do tej w Wielkiej Brytanii. Tak się jednak składa, że Dresden English Football Club zawiązywał się w 1874 roku, a więc w tej samej dekadzie co brytyjska federacja The Football Association. I właśnie dlatego owo dziesięciolecie traktuje się zarówno jako okres powstawania współczesnego futbolu, jak i narodzin piłki nożnej u naszego zachodniego sąsiada. Dzisiejszy spadkobierca tej tradycji, Dynamo Drezno, istnieje wprawdzie zaledwie od lat 50., ale i tak jest legendą wschodnich Niemiec i liczy 18 tys. zrzeszonych członków.

koszulka-rbTeraz przeskoczmy do roku 2009. Produkująca napój pobudzający „Red Bull” austriacka firma, która dysponowała już całą „stajnią” własnych klubów piłkarskich, postanowiła wejść na dobrze prosperujący „rynek piłkarski” w Niemczech. W tym celu – korzystają z chwytu doskonale nam znanego z krajowego podwórka – odkupiła prawo startu w piątej lidze od mało znanego SSV Markranstädt. Red Bull w miejsce podmiejskiego piątoligowca (co oznaczało jego unicestwienie – R.I.P. SSV…) stworzyła w Lipsku nowy klub o nazwie RB Leipzig. W logo klubu widnieją dwa czerwone byki.

Niemiecki Związek Piłki Nożnej wprowadził niegdyś kilka zasad, które utrudniają wielkim koncernom przejęcie absolutnej władzy nad bundesligową piłką. Cóż… tak przynajmniej się wydawało wielu niemieckim kibicom przez nadciągnięciem redbullowców.

cccc-stadion
Kameralny stadionik w sam raz dla piątoligowego klubu, nieprawdaż?

Jedna z zasad niemieckiej federacji zabrania, by w nazwie klubu widniała nazwa austriackiej firmy. Red Bull podszedł jednak do tej sprawy dość „kreatywnie”. Przedstawiciele przekonują więc, że pełna nazwa zespołu RB Lipsk brzmi RasenBallsport Leipzig. Co z tego, że wyraz Rasenballsport wcześniej w ogóle nie istniał; na polski można go przetłumaczyć jako… „sport-piłki-trawiastej”:-)

Niemiecki Związek Piłki Nożnej wprowadził w przeszłości także zasadę regulującą, by w klubach niższych lig występowali zawodnicy, których cena na rynku piłkarskim nie przekracza budżetu innych klubów z danej ligi. To jedna z prób podtrzymywania choćby namiastki równych szans w profesjonalnym futbolu. Red Bull i tu jednak „zadbał” o to, aby nie naruszać żadnych uświęconych zasad. Otóż firma posiada od 2005 roku także klub w Austrii – RB Salzburg. I to do tego austriackiego klubu kupowani są bardzo dobrzy i kosztowni w utrzymaniu zawodnicy, których następnie… wypożycza się do RB Lipsk. Wszystko według zacnych zasad.

cccc-rb-klubyWydawałoby się, że przynajmniej słynna w Niemczech reguła 50+1  (traktująca o tym, ze tylko 49% klubu może należeć do inwestora, reszta zaś musi pozostać w rękach klubu, tzn. jego członków) będzie zaporą, która powstrzyma lipski klub przed kompletnym podporządkowaniem zarządowi jednej firmy. Niestety nic z tego. W RB Lipsk członkami klubu są wyłącznie ludzie bardzo blisko powiązani z firmą Red Bull. W ten sposób zasada 50+1, która miała zapewnić m.in. to, aby za plecami kibiców nie odbywał się handel klubami, została przez producenta energetyków najzwyczajniej w świecie ośmieszona. Było to oczywiście możliwe tylko w sytuacji, gdy sami kibice (członkowie) klubu zostali wcześniej przez firmę kupieni, a w zasadzie – wyprodukowani!

ccc-rb-fuckMając wszystko, aby być zdecydowanie najlepszym, RB Lipsk przeszedł płynnie i bez problemów całą drogę od piątej do drugiej ligi. I gdy już się wydawało, że perfekcyjny biznesplan prowadzi po płaskiej jak stół szosie prosto do Ligi Mistrzów, nagle pojawiły się wyboje i czas redbullowej czkawki. Niespodziewanie kłopoty zapewnili fani innych drugoligowych drużyn. Kibice wszystkich klubów na tym poziomie rozgrywek zgodnie ustalili, że nie będą jeździć do Lipska na mecze wyjazdowe swoich drużyn. Parę tysięcy miejsc czekających co drugi weekend na gości na Red Bull Arenie, obiekcie wybudowanym w koronie starego stadionu z mistrzostw świata 2006 roku, pozostawało cały sezon puste. Wyjątek był tylko jeden.

Ogólny bojkot kibiców klubów drugoligowych „zbojkotowali” znani ze swej przewrotności kibice hamburskiego FC St. Pauli. Mieli inny pomysł, jak ukąsić Red Bull: przyjechali na mecz swojej drużyny z RB Lipsk w sile ccc-st-pauli 5 tys. kibiców, z których każdy ubrany był w stare, tradycyjne klubowe koszulki piłkarskie z ostatnich 100 lat istnienia klubu znad Łaby. W ten sposób zamiast „demonstracyjnej nieobecności” hamburczycy postawili na „obecność z klarownym przekazem”. Swoją koszulkową oprawą, która obiegła niemiecką prasę, dobitnie pokazali, jakim tradycjom piłkarskim są wierni. Oczywiście wywiesili też na Red Bull Arenie odpowiednie transparenty, m.in. ten o treści: Do dupy jesteście i do dupy będziecie.

ccc-lebMachina Red Bulla pracuje jednak dalej. W sezonie 2015/2016 klub RB Lipsk zrealizował swoje założenia biznesowe i przebił się do Bundesligi. Natomiast pierwszy oficjalny mecz (teraz już) pierwszoligowego RB Lipsk odbywał się właśnie w kolebce niemieckiego futbolu – w Dreźnie. Tak się złożyło, że był to mecz pierwszej rundy Pucharu Niemiec przeciwko miejscowemu Dynamu. Kibice Dynama Drezno jasno dawali do zrozumienia, że RB to ostatni klub na świecie, który powinien mieć prawo eliminowania ich drużyny z pucharowych rozgrywek. W demonstrowaniu bezsilnej frustracji i swojego sprzeciwu wobec istnienia takiego klubu-koncernu posunęli się wręcz do tego, że… wrzucili na murawę boiska głowę martwego byka (nie chcemy nawet wiedzieć, jak ją wnieśli na stadion…).

ccc-rb-hoolsNa boisku Lipsk był oczywiście drużyną bezdyskusyjnie lepszą piłkarsko, ale Dynamo postawiło na waleczność i nie zawiodło. Jakże symboliczny scenariusz napisało życie, że o zwycięstwie musiały decydować rzuty karne. Ostatecznie RB Lipsk, wizytując kolebkę niemieckiej piłki, przegrał mecz jednym rzutem karnym… Kibice wszystkich klubów, jak Niemcy długie i szerokie, zgodnie cieszyli się z tego wyniku, zupełnie jakby to drużyna ich ulubieńców grała i wygrała w tym meczu. Sportowi komentatorzy niemieccy są zgodni w ocenie tego, co wydarzyło się na boisku: Dynamo Drezno zwyciężyło naładowane nienawiścią do RB Lipska. Z czystym sumieniem można chyba napisać, że przeciwnik dodał im skrzydeł…

Fabian Balicki + ZŁY

 

Fabian jest autorem książki o społecznych wymiarach futbolu Więcej niż piłka nożna?, którą można nabyć w naszym e-sklepiku w dziale z publikacjami, oraz członkiem klubu AKS ZŁY. Wspólnie z Fabianem przygotowujemy raz w miesiącu teksty dotyczące zagadnień społecznych z boisk niemieckiej Bundesligi.