Sukces przez kasę? To się może skończyć różnie… (felieton)

HFC Falke e.V.

@@@

Hamburg jest położonym nad Łabą pięknym miastem portowym w północnych Niemczech. To właśnie port i handel sprawiły, że jest miastem zamożnym i mieszka tu najwięcej milionerów w całych Niemczech. Według urzędu finansowego jest ich nad Łabą aż 860. Dla przykładu: w Berlinie jest ich „tylko” 580.

Miasto szczyci się swą zamożnością, lecz nie może się niestety pochwalić futbolem na poziomie europejskim. Skąd my to znamy… W Hamburgu są wszakże dwa rozpoznawalne kluby, ale żaden z nich nie gra na europejskiej arenie. Jeden z nich mało interesuje się sukcesami na arenie międzynarodowej – więc pomińmy go w tym momencie – drugi zaś na początku lat 80. potrafił dwukrotnie zostać mistrzem Niemiec i chciałby wrócić do dni swojej świetności. Mowa tu o Hamburgerze SV (Hamburger Sport Verein), znanym jako HSV Hamburg.

Nie wiem, jak długo nad tym w HSV Hamburg myślano, w każdym razie postanowiono za wszelką cenę wrócić do lat chwały. A w związku z tym, że ciężkim treningiem nie wychodziło to przez długie lata, zaplanowano inne rozwiązanie: zwrócono się o pomoc do hamburskich milionerów. Pieniądze miały być czarodziejską różdżką, która z miejsca przyniesie sportowy sukces. Przełomowy moment miał nastąpić podczas walnego zgromadzenia klubu 25 maja 2014 roku.

Najpierw przedstawmy krótko, jak wygląda budowa niemieckiej ligi z punktu widzenia atrakcyjności i myślenia o niej. Chodzi w skrócie o to, że klubów nie można, tak ot, kupić. Obowiązuje zasada 50+1, tzn. klub musi posiadać 50% akcji plus co najmniej jeszcze jedną akcję, aby być faktycznym gospodarzem na swoim. Istnieją wyjątki wynikające z historii niektórych klubów powstałych przed wejściem w życie zasady 50+1. Mamy tu na myśli zespoły przyzakładowe, czyli stworzone przez duże firmy w swoich ośrodkach miejskich. Jeden stacjonuje w Wolfsburgu i jest w rękach koncernu Volkswagen, miejsce drugiego zaś to Leverkusen; tutejszy klub należy z kolei do firmy farmaceutycznej Bayer.

W dniu 25 maja 2014 po bardzo emocjonalnym posiedzeniu walne zgromadzenie akcjonariuszy HSV Hamburg zadecydowało większością 86% głosów, że sekcja piłkarska z przynależną jej licencją na grę w 1. Bundeslidze opuści struktury klubu i zacznie istnieć jako instytucja gospodarcza w formie spółki akcyjnej pod nazwą HSV Fußball AG. Aby zachować pozory spełniania zasady 50+1, pierwotny klub sportowy HSV trzyma większość akcji, reszta natomiast została kupiona przez hamburskich milionerów, takich jak Klaus-Michael Kühne, Helmut Bohnhorst, rodzina Burmeisterów i Alexander Margaritoff. Według niemieckiej prasy tak naprawdę tylko ten pierwszy, urodzony w 1937 roku Kühne, ma coś do powiedzenia i daje spółce akcyjnej HSV milionowe kredyty od ręki. W same akcje Hamburgera zdążył już zainwestować prawie 30 milionów euro.

Pierwsze historyczne wejście na mecz drużyny nowo powstałego klubu demokratycznego HFC Falke
Pierwsze historyczne wejście na mecz drużyny nowo powstałego klubu demokratycznego HFC Falke.

Co na to kibice z Hamburga? Po tym, jak ogłoszono powstanie nowej spółki akcyjnej jako klubu piłkarskiego HSV, znaczna część z kilku tysięcy najwierniejszych kibiców (HSV Ultras) oddała swoje karnety wstępu i odsunęła się od klubu. Tylko czy prawdziwy kibic może żyć bez piłki? Dawni sympatycy Hamburgera, którzy nie chcieli mieć do czynienia z tym nowym tworem egzystującym pod dawniej jakże bliską im nazwą, założyli własny klub piłkarski o nazwie HFC Falke. Zasada jest prosta: klub ten ma być na przeciwległym biegunie w stosunku do tego, co dzieje się w HSV. Klub nieskomercjalizowany, bez jakiegokolwiek sponsora na koszulce. Na każdy mecz Falke przychodzi około tysiąca kibiców. Zespół ma się dobrze i właśnie wygrał ligę regionalną. Pnie się szybko w górę bez „czarodziejskiej różdżki”.

Tymczasem stworzona przez milionerów „czarodziejska różdżka” zaczęła w HSV od razu działać. Może nie tak jak myślano, ale jednak bardzo spektakularnie…

Od początku 2014 do lata 2016 roku HSV zatrudniło pięciu trenerów. Potrzeba sukcesu sportowego była duża, a tu przytrafiały się same przegrane lub zremisowane mecze. Nie trzeba dodawać, że hojnych płatników bardzo to irytowało – tym bardziej, że płacili słono. Dalej więc zwalniano kolejnych trenerów, płacąc im milionowe odprawy i zatrudniając za jeszcze większe pieniądze ich zastępców, którzy mieli wreszcie sformować zwycięską drużynę. A ta…

Drużyna HSV od chwili przekształcenia w spółkę akcyjną gra katastrofalnie. Na koniec sezonu 2013/2014 – po rozegraniu 34 spotkań – uzyskali tylko 27 (!) punktów i musieli walczyć w repasażach o utrzymanie w Bundeslidze z trzecią drużyną niemieckiej drugiej ligi. Ten sam scenariusz powtórzył w następnym sezonie, 2014/2015. Tym razem było jeszcze dramatyczniej, bo piłkarze z Hamburga wygrali dopiero w dogrywce baraży o utrzymanie. W sezonie 2015/2016 dopiero w przedostatniej kolejce zapewnili sobie pozostanie w Bundeslidze.

W ostatnich trzech sezonach HSV zaliczyło najboleśniejsze klęski z Bayernem Monachium w historii. Zdarzyło się 0:8, innym razem było 0:5. Należy przy tym wspomnieć, że monachijska drużyna najpierw zaczęła odnosić sukcesy i dopiero później dzięki dobremu gospodarowaniu obróciła to w finansowy sukces. HSV próbuje postąpić odwrotnie: najpierw multum kasy, potem sukces sportowy. Wśród niemieckich fanów futbolu przegrane te miały więc też inny wymiar, pozasportowy.

Atmosfera wśród piłkarzy również nie wyglądała kolorowo, o czym najlepiej świadczy postawa obrońcy Lasse Sobiecha, zawodnika młodzieżowej reprezentacji Niemiec, który został wypożyczony z bundesligowego HSV do klubu drugoligowego, również z Hamburga. Po roku tamże piłkarz nie zgodził się na powrót do HSV, wolał pozostać w drugiej lidze. Takich przypadków było kilka.

Mimo sutych kwot od hamburskich milionerów zarządzanie tym klubem woła o pomstę do nieba. Sezon 2014/2015 HSV zakończyło jako spółka akcyjna ze stratą wysokości 16,9 milionów euro. Nastroiło to bojowo głównego z krezusów, który kredyty udzielone przez siebie na rzecz klubu pozwolił zamieniać na akcje, w wyniku czego spółka akcyjna HSV nie została obciążona przymusem spłaty tego zadłużenia. Warto wspomnieć, że Klaus-Michael Kühne w rzeczywistości nie jest milionerem, ale miliarderem. Należy do dziesiątki najbogatszych obywateli Niemiec, jego majątek szacuje się na 11 miliardów euro.

Tamara Dwenger - jedna ze współzałożycielek demokratycznego klubu HFC Falke
Tamara Dwenger, jedna ze współzałożycielek demokratycznego klubu HFC Falke.

Jednym słowem przychodzenie na mecz zespołu, który jest spółką akcyjną, to nic innego jak wkładanie kasy do kiesy miliardera, który de facto posiada klub. Co więcej kibice są zdani na jego kaprysy. Po katastrofalnym sezonie 2014/2015 spółka akcyjna HSV bez mrugnięcia okiem podniosła drastycznie ceny biletów na stadionie liczącym 57 tysięcy miejsc. Najbardziej drastycznie podskoczyły ceny wejściówek na tzw. Familienblock, czyli sektor dla rodziców z dziećmi… Pierwotna idea klubu sportowego dla szerokich mas – jak wskazuje sama nazwa Hamburskiego Klubu Sportowego – który miał być dla hamburczyków, wychowywać i jednoczyć pokolenia, została dosłownie sprzedana.

Na szczęście to piękne miasto na północy Niemiec ma teraz demokratyczny klub HFC Falke (z którym AKS ZŁY nawiązał kontakty już w 2015 roku), a także jeszcze inny klub piłkarski, na którego mecze – mimo że tylko drugoligowe – za każdym razem przychodzi 30 tysięcy kibiców i na którego boisku trawa została z powodu braku kasy wymieniona dopiero po sześciu latach. Ale to już inna historia.

Fabian Balicki + ZŁY

Fabian jest autorem książki o społecznych wymiarach futbolu ‚Więcej niż piłka nożna?’, którą można nabyć w naszym e-sklepiku w dziale z publikacjami, oraz członkiem klubu AKS ZŁY. Wspólnie z Fabianem przygotowujemy raz w miesiącu teksty dotyczące zagadnień społecznych z boisk niemieckiej Bundesligi.